Tu jesteś:
| Lech-Jagiellonia: Wiosenne przebłyski |
| Wpisany przez qli |
| poniedziałek, 21 marca 2011 22:34 |
|
Pierwsze spostrzeżenie z meczu dotyczy frekwencji - wydaje się, że wiary było sporo więcej niż na meczu z Widzewem, ale oficjalna liczba z kołowrotków nie do końca potwierdza te wrażenia. Cóż, widać oszacowanie liczby kiboli na takim kolosie wymaga wprawy, chociaż od kolejnego meczu zgadywanka frekwencyjna ma zniknąć na rzecz podawania liczby obecnych na stadionie. Drugie spostrzeżenie to sprawa akustyki - obawialiśmy się przed oddaniem stadionu co będzie się działo podczas wizyty dobrej ekipy siedzącej na IV, tuż pod dachem. Kilka mniejszych lub większych grup nas już odwiedziło i można powoli dojść do wniosku, że albo, przynajmniej z perspektywy Kotła , obawy były lekko przesadzone albo żadna z ekip gości nie pokazała niczego nadzwyczajnego. Jagi zawitało ok.500 osób i choć widać było, że coś na sektorze się dzieje i nawet zdjęli na moment koszulki, to usłyszeć można ich było raptem kilka razy. Może z innych miejsc na stadionie wrażenia były inne, ale jak na razie nie można powiedzieć, żeby ktokolwiek, łącznie z Jagą, zrobił jakieś piorunujące wrażenie. My w sumie w sobotę też nikogo z nóg nie zwaliliśmy. Na początek jednak powracające do repertuaru chorwackie było mocne, być może zapału do śpiewów dodały dawno u nas nie widziane flagi na kijach i sektorówka - koszulka. Znów trzeba przyznać, że takie flagowisko wygląda kozacko, a do tego przy praktycznie zerowym koszcie. Flagi pojawiły się także później w czasie meczu i wystarczył rzut oka na telebim, żeby morda sama się cieszyła na widok pełnego Kotła pełnego wielkich flag na obu poziomach-poezja. Kolejny raz zupełnie elegancko wyszło też "Hej Kolejorz gola strzel", zwłaszcza fragmenty bez klaskania, które podłapuje już reszta stadionu i momentami przyjemnie huczało. Nie brakowało też skakania za bary, którego urok można na nowo odkryć widząc efekt na telebimach. Bomba to mało powiedziane. Po jakichś 25 min. doping zaczął trochę siadać, chociaż mniejsze zaangażowanie innych trybun można zrozumieć przyprawiającym o ból zębów poziomem meczu i kolejny już raz brakiem ładu, składu i emocji. Gorzej jednak, że podobna apatia udziela się w Kotle, w którym nie ubywa osób przyglądających się wyłącznie wydarzeniom boiskowym, jakby nie można było połączyć oglądania meczu z głośnym śpiewem czy klaskaniem. To naprawdę nie jest trudne, a trybuna nabita kilkoma tysiącami kiboli, w której śpiewa może 1/4 to trochę za mało jak na to szczególne miejsce. Druga połowa początkowo była niewiele lepsza niż koniec pierwszej, ale bramka na 1:0 ożywiła towarzystwo i dalej było całkiem dobrze, a tradycyjnie najmocniejsze punkty repertuaru czyli "W grodzie..." i "Każdy z nas..." miały już odpowiednią ilość decybeli. Po meczu chwilę pocieszyliśmy się jeszcze z piłkarzami i na tym emocje się skończyły. Teraz czeka nas przerwa na popisy repry, potem dwa wyjątkowo ciekawe kibicowsko spotkania z lubianymi ekipami z Wrocławia i Warszawy. W sobotę nie było generalnie źle, ale warto wykorzystać ten czas na zebranie sił we własnym zakresie, w ramach sekcji czy fc i podejście do tematu w odpowiedni dla rangi Kotła sposób. Skoro potrafimy genialnie spiąć się w akcjach patriotycznych czy społecznych, to wykażmy tyle samo zapału dla podstawowego "obowiązku" bywalców stadionu i Kotła. Przecież głośno dopingować swój zespół to nie wstyd, prawda? Tagi: |



Po wyjazdowych wizytach na dwóch zaprzyjaźnionych końcach Polski wróciliśmy do siebie na mecz z Jagiellonią. Na wyjazdach ostatnio coś drgnęło z dopingiem i była okazja sprawdzić, czy ta tendencja się utrzyma na tle przyzwoitej ligowej ekipy.




