Tu jesteś:

Start » Polska » Mecze z Arką, Cracovią i Dnipro - u progu zmian.
Mecze z Arką, Cracovią i Dnipro - u progu zmian.
Ocena użytkowników: / 8
SłabyŚwietny 
Wpisany przez qli   
niedziela, 05 września 2010 09:27
AddThis Social Bookmark Button

megafonKorzystając z przerwy w rozgrywkach w związku z meczami kadry, zamieszczamy lekko spóźnione, krótkie podsumowanie trzech ostatnich spotkań na Bułgarskiej. Nie za wiele się działo, stąd też wyjątkowo zbiorcza forma podsumowania.

Lech - Arka.

Pierwszy ligowy mecz u siebie i od razu, kolejna w stosunkowo krótkim okresie, wizyta Arkowców. Tym razem nasi zgodowicze zasiedli na sektorze gości w narożniku IV trybuny i trzeba przyznać, że kilkusetosobowa grupa w barwach wizualnie prezentowała sie całkiem nieźle. Pod koniec meczu byli dość dobrze słyszalni, co daje nam do myślenia w kontekście kolejnych meczów. Z naszej strony kolejny raz komplet widzów, brak oprawy i dość przeciętny doping. Słaba postawa drużyny sprawiła, że na czwórkę w tym dniu nie można było liczyć, a i kocioł z każdą minutą pogrążał się w maraźmie, podziwiając boiskowe wyczyny. Był to niewątpliwie jeden ze słabszych meczów na Bułgarskiej w ostatnim czasie i w zasadzie do tego można ograniczyć jego podsumowanie.

Lech - Cracovia.

Niedługo po Arce wpadli do nas krakowianie z lepszej strony Błoń. Podobnie jak Arkowcy, zasiedli w sektorze gości, jednak ich liczba był znacznie mniejsza niż Gdynian, a z dopingu właściwie zrezygnowali. U nas pierwszy raz od dawna sporo wolnych miejsc na obu trybunach - średnio przystępne ceny biletów i trudna do strawienia gra zawodników zrobiły swoje. Jakby na złość tym, którzy odpuścili z uwagi na kiepską grę, piłkarze spuścili Pasom niezłe lanie, co automatycznie miało przełożenie na atmosferę na trybunach, która przez cały mecz stała na dobrym poziomie. Tym razem również z naszej strony nie było oprawy.

Lech - Dnipro.

Po nieco zaskakującym wyniku pierwszego meczu na Ukrainie, do rewanżu przystępowaliśmy z dużymi nadziejami, podsyconymi dodatkowo okazałym zwycięstwem z Cracovią zaledwie kilka dni wcześniej. Wyczuł to zarząd, który zaproponował dość zaporowe ceny biletów i w przeciwieństwie do wcześniejszych meczów u siebie, te nie rozchodziły się w nadzwyczajnym tempie. Koniec końców, w czwartkowy wieczór na Bułgarskiej znów było jednak tłoczno, a kocioł jak zwykle zapełniał się długo przed początkowym gwizdkiem. Podkreśleniem rangi meczu miała być pierwsza w tym sezonie oprawa - miała, bo "znów się zalała". Niestety, wytężona praca ultrasów i niemałe siano zostały dosłownie utopione w klubowym magazynie dzięki fachurom stawiającym nasz stadion. Na opisanie emocji związanych z tym, co dzieje się wokół tej budowy i jak ten bublo-stadion wygląda szkoda słów, zresztą prawdopodobnie wokół tematu zrobi się w końcu spora zadyma. Nic to jednak nie da jeśli chodzi o zniszczone fany, flagi i materiały - straty są ogromne, a ultrasom pozostało jedynie przygotowanie gorzkiego transu z informacją o przyczynie braku oprawy. W tak pięknych okolicznościach przyrody pozostało nam skupić się na dopingu, którym mieliśmy ponieść piłkarzy do awansu, a sobie zapewnić co najmniej 3 kolejne pucharowe wyjazdy. Trudno jednoznacznie ocenić, jak wywiązaliśmy się z tego zadania - momentami była miazga, najlepszy styl i generalnie moc, momentami zaś ręce opadały do kolan, bo część wiary mamrotała coś pod nosem, część stała w ciszy, a jeszcze inni - szczególnie z boku kotła - postanowili narzucać swoje tempo śpiewu i nie przejmować się za bardzo resztą. Efekt był taki, że potrzeba było wielu mocnych słów prowadzącego, żeby towarzystwo co nieco się ogarnęło, a gdy do śpiewów podłączyła się czwórka - było tak, jak powinno być. Ostatni kwadrans meczu to już nasz popis - "Każdy z nas.." zaśpiewane na 2 trybuny niemal popisowo, z mocą, dumą i siłą - tak, jak powinno to być śpiewane przez kibiców Mistrza Polski. Po ostatnim gwizdku radość była wielka, bo podobnie jak 2 lata temu czeka nas kolejna europejska przygoda. Dziś wiemy już, że piłkarsko będzie niezwykle trudno, ale przynajmniej mamy szansę pokazać poznański styl w dwóch krajach, w których nas jeszcze nie znają i być może nie wiedzą, co ich czeka.

***

Meczem z Dnipro kończy się pewna epoka przy Bułgarskiej - jeszcze we wrześniu grać mamy na 43 tys. obiekcie, który praktycznie niczym nie przypomina "starego" estadio municipal. Co z tego wyjdzie zobaczymy, wobec wspomnianych jaj dziejących się wokół tej budowy nic nie jest pewne, a sytuacja może zmienić się niemal z dnia na dzień. Niezależnie od tego, wielu z nas liczy, że ta zmiana wpłynie pozytywnie na atmosferę na Bułgarskiej, bo z kotła zniknie przypadkowa wiara, może ceny biletów nie będą zaporowe i wrócą ci, którym teraz nie brakuje pasji, a gotówki, by wspierać Lecha w Poznaniu, a na dokładkę w końcu pojawią się też konkretne grupy kiboli gości, które nie raz wykorzystają znakomite umiejscowienie sektora gości, położonego pewnie lepiej niż Kocioł, i robiąc show zmuszą nas do podjęcia dopingowej rękawicy. Jedno jest pewne - czeka nas sporo pracy u podstaw i wyzwań edukacyjnych - może pojawić się sporo nieznającej kibolskich realiów wiary, a rachunek sumienia powinni też zrobić stali bywalcy stadionu i zastanowić się, czy dają z siebie tyle, ile powinni. Jest jeszcze trochę czasu, by sprawić, że Kocioł znów będzie wrzał, a przeciwnikom będą miękły nogi na samą myśl o wizycie w Poznaniu - wykorzystajmy go.

 

 

 

 

 
Wiara Lecha na Facebooku