Tu jesteś:
| Scena kibicowska na Słowacji |
| Wpisany przez Bodziu |
| czwartek, 29 grudnia 2011 17:11 |
|
Trzeba przy tym spostrzec, że na Słowacji kibice nie zaznali jeszcze represji znanych fanatykom w Polsce, choć podobnie jak w całej Europie – stopniowo i tu kibole mają niestety coraz mniej wolności. Od 2007 roku surowo zakazana została dla przykładu pirotechnika (ostatnio wprowadzono również drakońskie kary za jej odpalenie i ich surowe egzekwowanie), a mundurowi wyczuleni są również ostatnio na jakiekolwiek przejawy haseł czy transparentów związanych ze skrajną prawicą, czyli opcją polityczną nadal dominującą na słowackich trybunach (być może powyższe ma związek ze stałym obcowaniem kibiców ze Słowacji z mniejszością cygańską, czy też węgierską, a więc kraju byłego okupanta – o kibicowskich stosunkach słowacko-węgierskich szerzej nieco później). Stylem ubierania fani ze Słowacji przypominają tych polskich (raczej zatem moda uliczna niż tzw. styl „casual”). Ciekawym jest, że na Słowacji w zasadzie nie ma potyczek i konfliktów derbowych, jednak bardzo często dochodzi tam do spięć kibiców z…agresywnie nastawionymi punkami, których dziś modnie określa się mianem „antify”. Przechodząc do charakterystyki kiboli poszczególnych drużyn - z pewnością najlepszą ekipą na krajowym podwórku, której kibiców od biedy możemy porównywać z polskimi – jest ekipa Slovana Bratysława. Kibole z Bratysławy są w kraju naszych sąsiadów znani głównie z „mocniejszej strony kibicowania”, w której ponoć nie mają sobie równych. Slovan bardzo dobrze jeździ na krajowe wyjazdy, mając przy tym bardzo ciekawy zwyczaj (raczej nie do końca możliwy do zrealizowania w polskich realiach) – pojawiania się w mieście rywala już…dzień wcześniej i wizytowania tamtejszych knajp i hoteli. Slovan – obecny mistrz kraju – bardzo dobrze pokazuje się także w Europie, trzeba wspomnieć choćby wyjazdy z 2007 roku (1.500 osób w Wiedniu), czy tegoroczny wyjazd na mecz z Romą, gdzie kibole ze Słowacji pokazali się bardzo „hucznie” i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Kibice z Bratysławy słabiej wypadają natomiast jeśli chodzi o liczebność młyna u siebie i prezentowane choreografie, które zdarzają się tam rzadko i są dość średniej (delikatnie rzecz ujmując) jakości. Są zdecydowanie prawicowych przekonań, a na swoich fanach nazwę swojego miasta piszą w zasadzie wyłącznie po niemiecku – „Pressburg” – ponoć ze względu na upiornie nam się kojarzące dwie litery w środku. Co ciekawe, obecna nazwa miasta – Bratysława – powstała dopiero po I wojnie światowej (wcześniej był to słowacki Presporok, niemiecki Pressburg i węgierskie Pozsony). Slovan nie ma przyjaciół na Słowacji, gdzie za specjalnie nikt ich nie lubi i gdzie ich główną kosą jest Spartak Trnava (oba miasta dzieli 50 kilometrów). Fani z Bratysławy utrzymują za to dobre kontakty z czeskimi kibicami FC Brno i – uwaga – chorzowskiego Ruchu (którego kibice byli dla przykładu bardzo aktywni podczas wspomnianego tegorocznego wyjazdu Slovana do Rzymu). Są też chyba prekursorami w naszej części Europy tzw. „hardbass’u”, będącego specyficznym rodzajem kibolskiego tańca. Najlepszym klubem u naszych sąsiadów pod względem pokazów ultras jest za to z pewnością Spartak Trnava. Na meczach tego klubu (również w europejskich pucharach) można oglądać jedyne w zasadzie na Słowacji choreografie z prawdziwego zdarzenia – kartoniady tworzące napisy lub inne trudniejsze wzory. Trnava to miasto ledwie 70-tysięczne, ale Spartak wystawia w kraju najliczebniejszy bodaj młyn (zlokalizowany na wysokiej, północnej trybunie) i nie obce mu są także kilkusetosobowe wyjazdy (choć trzeba przyznać, że Trnava ma kibiców rozsianych po całym kraju). Ostatnio o kibicach tego klubu było głośno z powodu tragedii jaka wydarzyła się w sierpniu tego roku przy okazji meczu w Lidze Europy. Na wysokości Belgradu – jeden z kibiców Spartaka (którzy przez Serbię udawali się na mecz z Levskim Sofia) - wyszedł przez otwarte okno na dach jadącego autobusu i poniósł śmierć na miejscu w wyniku uderzenia w wysoką drogową konstrukcję. Kibice z Trnavy na mecz z Levskim dotarli, nie dopingując jednak przez większość spotkania i tworząc na sektorze „żywy” krzyż. Całkiem niedawno fani Spartaka mieli zgodę z Banikiem Ostrawa i układ z GKS-em Katowice, obecnie działają jednak sami. Wydają najlepszy chyba w całym kraju fanzin – „Warrior”. Warto również wspomnieć nieco szerzej o kibolach MSK Żilina, a zwłaszcza o silnej zgodzie łączącej fanów niedawnego mistrza kraju MSK Żilina z kibicami Górala Żywiec (o której wspominałem już w tekście dotyczącym europejskich zgód polskich klubów). „Górale” skrzętnie korzystają przy tym z faktu regularnej ostatnio gry Żiliny w europejskich pucharach (oba miasta dzieli zaledwie 50 kilometrów), stawiając się w dobrej liczbie choćby na hitowych wyjazdowych pojedynkach z Hajdukiem czy Partizanem. Dla Żiliny największą kosą jest Dukla Bańska Bystrzyca. Mimo zafascynowania polską sceną (zwłaszcza tą „mocniejszych wrażeń”) – kompletnie „leżą” u nich klimaty ultras, których na zilińskim stadionie w zasadzie nie można uświadczyć. Kontakty z wspomnianymi kibicami Dukli Bańska Bystrzyca (młyn niezbyt okazały – ok.150 osób, jeszcze słabsze wyjazdy) - mieli do niedawna (oficjalnie do lipca 2010 roku) kibice GKSu Bełchatów, a – kończąc wątek polsko – słowacki - kontakty z kibicami Tatrana Presov mają kibice Czarnych Jasło. Warto opisać szerzej również kiboli klubów FC Koszyce, FC Nitra i AS Trencin. Ci pierwsi są prekursorami ruchu ultras na Słowacji (flag na dwóch kijach w typie „włoskim” używali już w II poł. lat 90.tych), poza tym – jako chyba jedyni (obok DAC) – mieli kontakty z ekipą z Węgier (Diosgyor Miskolc), choć trzeba powiedzieć, że akurat w samych Koszycach również mieszka sporo Węgrów. Fani z Koszyc dość dobrze jeżdżą na wyjazdy, choć mają na nie zdecydowanie najdalej, gdyż jest to w zasadzie jedyny pierwszoligowy klub ze wschodniej części kraju. Ekipa z Nitry z kolei – nie prowadziła, co ciekawe, zorganizowanego dopingu na meczu swojej drużyny przez cały sezon 2003/2004 z powodu kłótni z zarządem, który według niej – niedostatecznie mocno zareagował na fakt nadużycia wobec kiboli swoich uprawnień przez miejscową ochronę. Osobliwość kibiców z Trencina polega natomiast na tym, że to…anarchiści, często będący obiektem drwin (a czasem nie tylko) kibicowskiej reszty kraju. Skromniutkie ekipy oprócz wyżej wymienionych mają na Słowacji jeszcze m. in. Zemplin Michalovce czy FK Senec, są też małe grupki działające w takich miastach jak Rimavska Sobota, Zlate Moravce, Puchov, Tlmace, Martin czy Prievidza. Co ciekawe, zorganizowanych grup kibiców w naszym rozumieniu tego słowa (bardziej są to zakładowe kluby kibica znane z meczów reprezentacji siatkarzy), nie mają choćby MFK Rużomberok czy Artmedia (znana bardziej pod starą nazwą Petrzalka) Bratysława, czyli nie tak dawni mistrzowie kraju. Na koniec warto jeszcze wspomnieć o klubie DAC z Dunajskiej Stredy, a więc z miasta, którego mieszkańcami są w 80% Węgrzy (sama nazwa klubu zresztą to Dunaszerdahelyi Atlétikai Club, a jego prezesem jest Węgier - Khashayar Mohseni) W 2000 roku ten założony w 1904 roku (zatem jeszcze w Austro-Węgrzech) zespół spadł ze słowackiej pierwszej ligi. Po kilku sezonach, w 2008 roku, ponownie pojawił się jednak w ekstraklasie, aby drugi swój mecz rozegrać w niej na własnym stadionie ze…Slovanem, zatem największą siłą kibicowską kraju. Ciśnienie przed samym meczem po obu stronach granicy było wręcz niewyobrażalne. Dość powiedzieć, że na samym meczu zjawili się przedstawiciele w zasadzie wszystkich najważniejszych węgierskich ekip kibicowskich (ponad 100 os. z Ferencvarosu, ok. 60 os. z pobliskiego Gyoru, poza tym Debrecen, Ujpest czy Sopron), a mecz ochraniało ponad 1000 funkcjonariuszy policji, liczba niespotykana nigdy wcześniej ani nigdy później; prawie dokładnie 1000 fanów przyjechało też z Bratysławy. Sam mecz przypominał spotkanie reprezentacji krajowych z uwagi na ilość węgierskich flag i intonowanego często węgierskiego hymnu, jednak wydarzenia na boisku i trybunach szybko przesłoniła sytuacja z 17.minuty. Doszło wtedy bowiem do gigantycznych zamieszek między Węgrami a słowacką policją (która zresztą sprowokowała całe zajście), w wyniku których kilka osób zostało poważnie rannych (część w wyniku stratowania, do „drugiego Heysel” było naprawdę bardzo blisko). Całe zdarzenie miało zresztą szerszy wymiar i zaostrzyło relacje węgiersko-słowackie – w proteście węgierskich kibiców pod ambasadą Słowacji w Budapeszcie spłonęła nawet słowacka flaga, a specjalnie utworzone przez kibiców Ferencvarosu stowarzyszenie skierowało sprawę przeciwko brutalności słowackiej policji (mającej wręcz wprost wykrzykiwać hasła „Wszyscy Węgrzy to k….”) do Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu. Wracając do DAC - szaliki w barwach tego klubu na Węgrzech nosi się powszechnie do dziś (chociaż po 2008 roku nie było już zamieszek na opisaną wyżej skalę czy choć nawet porównywalną), głównie po to, aby podkreślić więź z utraconymi przez Węgrów klubami wskutek nowego podziału Europy po II wojnie światowej. Podsumowując, słowacka scena kibicowska nie jest może „topowa”, ale i tu można znaleźć ciekawe dla fanatyka klimaty i to w każdym aspekcie kibicowania. Jako ta „nie do końca odkryta” z pewnością jeszcze nie raz może nas w przyszłości zaskoczyć, zwłaszcza, że zarówno Slovan, jak i Spartak Trnava, pokazują pomału w meczach pucharowych, że należy się z nimi liczyć w Europie. |



Kolejny odcinek cyklu „Kibole w Europie” poświęcony będzie przedstawieniu fanatyków w kraju naszego południowego sąsiada – Słowacji. Od razu trzeba zauważyć, że podobnie jak pobliskie Czechy, kraj ten nie jest może kibicowskim Eldorado, ale z pewnością jest dla nas interesujący, głównie ze względu na liczne kontakty ekip polskich ze słowackimi, no i na fakt, że – tak jak dla Czechów – jesteśmy dla Słowaków swoistym kibolskim wzorem do naśladowania.




