Tu jesteś:
| Scena kibicowska w Bułgarii |
| Wpisany przez Bodziu |
| poniedziałek, 26 września 2011 15:58 |
|
Zanim przybliżona zostanie krótka charakterystyka poszczególnych ekip, warto wskazać na kilka ogólnych spostrzeżeń dotyczących bułgarskiej sceny. Niewątpliwie minusem, od którego trzeba zacząć, jest dość niska regularna frekwencja kibiców na meczach. Mecz drużyny (uściślając nieco – spoza Sofii) w europejskich pucharach może przyciągnąć na trybuny od 20 do 35 tysięcy widzów, ale już na weekendowym meczu ligowym tej samej drużyny – potrafi się zjawić tylko 3 tysiące najzagorzalszych fanów. Warto od razu doprecyzować, że tendencja ta omija stadiony Levskiego i (zwłaszcza) CSKA, które to kluby nie muszą wstydzić się liczby kibiców również na ligowych meczach „niższej rangi”. Biorąc pod uwagę nurtujący nas ostatnio temat swobód kibicowskich – to Bułgaria może nam się niestety obecnie wydać prawie rajem. Zaczynając od pirotechniki - odpalana jest ona tu dość swobodnie, a służby często na race, świece czy stroboskopy przyzwalają – chcąc wcześniej jednak znać liczbę przygotowanych „świeczek”. Odpalenie pirotechniki bez wiedzy policji to już jednak przestępstwo i można spodziewać się za taką „zabawę” najpierw konsekwencji finansowych, a następnie zakazów stadionowych. Warto dodać, że bułgarscy kibole walczą o pełne zaaprobowanie popularnego „piro” przez władze – głównie za pomocą transparentów wyrażających poparcie dla legalizacji odpalanych „świecidełek”. Co istotne – w Bułgarii nie istnieje żadna specjalna, odgórna ustawa kibicowska; jest co prawda tzw. „ustawa o bezpieczeństwie imprez sportowych”, ale raczej jej przepisy nie utrudniają życia fanatykom. Nie ma więc żadnych kart kibica, czy list wyjazdowych; co więcej – nie jest wymagane okazywanie dokumentów na bramach ani nawet nie trzeba rezerwować wcześniej biletów na mecze wyjazdowe (na kibiców gości bilety czekają po prostu…w kasach). Łyżką dziegciu w tej beczce miodu może być jednak zauważalna zmiana nastawienia służb, zwłaszcza po lutowych derbach Levski-CSKA, które odbiły się w świecie kibicowskim szerokim echem, a podczas których policja najpierw zmusiła fanów gości do opuszczenia stadionu, a następnie w brutalny sposób spacyfikowała – aresztując kilkadziesiąt osób. W miesiąc po tych wydarzeniach nastąpił kolejny „atak” – wiele osób (mimo ponoć kompletnego braku dowodów na udział w awanturach) otrzymało zakazy wyjazdowe, wysokie kolegia czy nawet zostało aresztowanych na 15-20 dni. Na bułgarskich trybunach dominuje ideologia prawicowa (w zasadzie nie ma ekip o przeciwnych poglądach politycznych, co jest przecież dość częste w krajach Europy Zachodniej), choć obecnie „konfederatki” czy krzyże celtyckie spotyka się już rzadziej, a coraz więcej ekip określa samych siebie jako apolityczne. W Bułgarii na wyjazdy jeździ się autokarami, pociągami i autami; co ciekawe – eskortę policji mają w zasadzie jedynie „grupy autokarowe”. Również w ramach pewnego novum - niektórzy kibice wybierają tanie połączenia lotnicze pomiędzy stolicą a miastami nadmorskimi. Warto jeszcze dodać, że rozsiane o kraju fan-kluby drużyn stołecznych jeżdżą na wyjazdy w zasadzie zupełnie osobno, bez jakiejkolwiek obstawy. W kraju ze stolicą w Sofii nie ma wreszcie typowych zgód kibicowskich w naszym polskim rozumieniu (z małymi wyjątkami), głównie z tego powodu (podobnie jest zresztą np. w Serbii), że nie ma tam jednak zbyt wielu licznych ekip, a ich fani nie czują w związku z tym potrzeby tworzenia koalicji. Powszechne są jednak kontakty międzynarodowe (nie można ich jednak rozpatrywać w żadnych „oficjalnych” kategoriach) – CSKA utrzymuje je z Partizanem Belgrad i Steauą Bukareszt, a także z czeskim Brnem. Fanów Levskiego Sofia łączą z kolei pewne układy z Lazio Rzym i Spartakiem Moskwa (flaga Spartaka – „Ziga-Zaga”, wisiała dla przykładu na wspominanych ostatnich derbach stolicy). Jeśli chodzi o międzynarodowe kontakty fanów Levskiego, to warto przypomnieć, iż i my jako kibole Lecha Poznań mieliśmy z nimi swego czasu dość przyjazne (choć w zasadzie jedynie wirtualne) kontakty.
Rozpoczynając analizę poszczególnych bułgarskich ekip kibicowskich, warto zacząć również od ogólnej uwagi, iż sami Bułgarzy patrzą na rozwój ruchu kibicowskiego w swoim kraju bardzo pozytywnie – kwitnie on bowiem nie tylko w Sofii (w przeciwieństwie do lat 90.tych, kiedy w kraju funkcjonowały w zasadzie jedynie oba kluby stołeczne + ich fan-kluby), ale również w takich miastach jak Burgas, Warna, Łowecz, Pernik czy Stara Zagora. Nie sposób jednak oczywiście nie zacząć od stolicy. CSKA i Levski mają kibiców w całym kraju i mocno „przemieszani” są również w samej Sofii, choć przyjmuje się umownie, że północ miasta jest co do zasady czerwona (barwy CSKA), a południe niebieskie (barwy Levskiego). Główne grupy CSKA to Animals, Lulin Boys, Office Boys, USF (Ultras Separative Front – grupa ultrasów), „Dumni”, a także fan-kluby o dużej liczebności, potencjale i stopniu zorganizowania – Torcida Plovdiv, Boys Vidin, Ultra Front CSKA Vratza, UCSH Samokov i Legion Plewen. Sporo kiboli CSKA jest też w Warnie, ale nie ma tu oficjalnego fan-klubu. Dosłownie na dniach największe grupy postanowiły połączyć się w jedną formację („Ofensywa”), która (wraz z USF) przygotowuje oprawy meczowe. Główne grupy Levskiego z kolei to Sofia West, South Division, HD Boys, Ultra Varna i Torcida Kustendil. Właśnie w Warnie i Kustendil (oraz w Plewen) zlokalizowane są najprężniejsze fc Levskiego. Obie ekipy ze stolicy na wyjazdach stawiają się w liczbach od 500 do 3500, o co jednak obiektywnie nie jest trudno, gdyż (podobnie jak serbskie Crvena i Partizan) mają swoje fc w całym kraju, nawet nad odległym nieraz o setki kilometrów morzem i we wszystkich w zasadzie miastach Bułgarii (z wyjątkiem może Płowdiw) mogą się czuć jak u siebie. Obie ekipy mogą też jednak pochwalić się całkiem przyzwoitymi liczbami w europejskich pucharach – CSKA potrafiło bardzo licznie stawić się w Rzymie (4000 fanów) czy w Wiedniu (2500), a Levski całkiem niedawno w słowackiej Trnavie (2500 kibiców). W stolicy oprócz obu gigantów są jeszcze małe ekipy kibiców Slavii Sofia (Boys Sofia i La Vecchia Scuola) oraz Lokomotivu Sofia (Iron Brigades Ultras Union i [swojska nazwa] Drinking Boys), którzy byli jednak tylko tłem w niedawnej kibolskiej rywalizacji ze Śląskiem Wrocław.
Bardzo ciekawie jest w Płowdiw – drugim co do wielkości mieście kraju – gdzie również trwa zażarta rywalizacja dwóch konkretnych ekip – Boteva i Lokomotivu. Warto przy tym dodać, że te kluby nie mają w zasadzie swoich kibiców poza Płowdiwem. Sporo liczniejszą rzeszę fanów ma Botev, który całkiem niedawno zbankrutował (w wyniku częstych w tym rejonie Europy nieudolnych działań prezesa) i od dwóch lat tuła się po niższych ligach, ale kibolom nie przeszkadza to fantastycznie pokazywać się na trybunach. Ich główne grupy to Ludata Banda, Izgrev Boys, Brigadia Trakia i Bunta Sever. Ciekawostką jest, że kibice Boteva pozostają w dobrych stosunkach ze słynnymi Super3 z Arisu Saloniki. Botev wreszcie bardzo dobrze jeździ wyjazdy – na III-ligowym wyjeździe do Burgas jego kibice stawili się dla przykładu w liczbie ok. 3 tysięcy. Kibice Lokomotivu są mniej liczni, ale również całkiem nieźle zorganizowani. Ich trzy główne grupy to Lauta Hools, Napoletani Ultras Plovdiv i Gott mit uns. Lokomotiv ma (rzadką jak na bułgarskie warunki) zgodę z małą ekipą Lokomotivu Gorna Oriachowica i dobre kontakty z Beroe Stara Zagora i z włoskim Napoli (Włosi całkiem niedawno wywiesili nawet gratulacyjny baner dla wspomnianej wyżej ekipy NUP z okazji 15.lecia założenia grupy). Na ciekawsze wyjazdy (Levski, CSKA) kibice Loko potrafią pojechać w 1000 osób. Kolejne dwie ekipy mają swój związek z Polską. Fanatycy Beroe Stara Zagora („Zara Boys”) w lutym tego roku gościli w kilkadziesiąt osób (z flagami) na otwarciu nowego stadionu Arki Gdynia (Beroe grało z Arką w europejskich pucharach w 1979 roku). Byli też na meczu Rapidu Wiedeń w europejskich pucharach. Łączy ich zgoda z ekipką Etar Wielkie Tyrnowo. Kibice Liteksu Łowecz z kolei (nie tak dawno również stanowili tło dla naszych kibiców, tym razem dla wiślaków) to cały czas jednak głównie tzw. „kibice sukcesu”, którzy pojawili się na trybunach po ostatnich mistrzostwach zdobywanych przez klub. Fanatycy są zjednoczeni w grupie „Ultras Łowecz”. W miastach nadmorskich – obok licznej rzeszy fanów Levskiego i CSKA, o czym już wspominałem – również funkcjonują miejscowe ekipy, ale prezentują się dość słabo, z uwagi głównie na skromną wielkość miast, jak i na tradycje kibicowania stołecznym klubom. W Warnie są lokalni kibice Czerno More (Green Brats) i Spartaka (bardzo ostatnio nieliczni, klub również zbankrutował i tuła się po niższych ligach). W Burgas zaś są lokalne ekipy Neftochemika (Green Fighters) i Czernomorca (Blue Sharks). Dużo lepiej prezentują się ci pierwsi – mimo, że ich klub gra w III lidze. Z mniejszych ekip warto wymienić Minyora Pernik (Teva Boys, Iztok Boys i Hard Boys – „spinają się” głównie na mecz z Levskim, ich główną kibicowską „kosą”), a także Pirin Błagojewgrad, Botev Vratza, Etar Wielkie Tyrnowo, Lokomotiv Mezdra, Assenovec, Levski Karlovo czy Dunaj Ruse.
Reasumując - Bułgaria jest więc całkiem ciekawym kibicowsko krajem i wypada mieć nadzieję, że w razie awansu Kolejorza do europejskich pucharów w przyszłym sezonie (w który wszyscy wierzymy) będzie nam dane sprawdzić to „na własnej skórze”, zwłaszcza, że w tym regionie Europy jeszcze nie byliśmy. Na koniec trzeba dodać, że niniejszy tekst powstał na podstawie obszernych materiałów jednego z fanatyków stołecznego CSKA Sofia, który prezentował je również w nr 2/2011 kwartalnika „TMK Plus”. |



W niniejszym tekście Czytelników czeka kibolska wizyta w kraju, który być może nie od razu wszystkim kojarzy się z żywiołowością i zamiłowaniem do pirotechniki - jak choćby Grecja, melodyjnością kibicowskich śpiewów – jak choćby Serbia czy Chorwacja, czy emocjami związanymi z przyrostem adrenaliny – jak kraje naszego środkowowschodniego regionu Europy. W państwie tym – z powodu geograficznej bliskości wszystkich wspomnianej wyżej krajów - wszystkie te elementy występują jednak w odpowiednim dla fanatyka natężeniu, co powoduje, że na pewno nie jest on dla zagorzałego kibica nudny. Tym krajem jest Bułgaria, którą kibicowsko mieli okazję w tym sezonie „przetestować” fani Śląska Wrocław i Wisły Kraków.




