Tu jesteś:

Start » Europa i Świat » Scena kibicowska Niemiec
Scena kibicowska Niemiec
Ocena użytkowników: / 14
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Amalaryk/Navijac/bodziu   
sobota, 04 czerwca 2011 18:56
AddThis Social Bookmark Button

W tym tekście prezentujemy kolejne już rozważania poświęcone kibolom w Europie. Tym razem będą to nasi zachodni sąsiedzi - Niemcy. Opis tamtejszych kibiców podzielony zostanie przy tym na dwie części. W części pierwszej Czytelnik będzie mógł się zapoznać z cechami charakterystycznymi tamtejszego kibicowskiego światka oraz wspólnych działań podejmowanych przez niemieckich kibiców. Poza tym zostaną przedstawieni kibole klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej. W drugiej części tekstu - Czytelnik zostanie zapoznany natomiast z kibicami zespołów z niższych klas rozgrywkowych.

W Polsce przyjęło się tak, iż synonimem haseł against modern football, czy też calcio moderno, jest przysłowiowa „bundesligizacja” polskich Trybun. Niniejszy tekst ma przybliżyć sylwetkę niemieckich kibiców, którzy mają się dobrze - ba, są świetnie zorganizowani jako całość, a wszelkie choreografie meczowe stoją naprawdę na wysokim, światowym poziomie.

W Niemczech wyklarował się podział tamtejszych kiboli na zwykłych kibiców, ultrasów i amatorów mocniejszych wrażeń. Podobnie zatem jak w Polsce, z tym że ultrasi i „amatorzy mocniejszych kibicowskich wrażeń” to w Niemczech dwa różne światy, bo ci ostatni praktycznie w ogóle nie chodzą na mecze. Dla niemieckich ultrasów najważniejsze wydarzenia toczą się z kolei na stadionie i one są dla nich naturalnym priorytetem.

Kolejną cechą tamtejszych kibiców są dobre liczbowo wyjazdy. Sektory gości są najczęściej szczelnie wypełnione. Niemieccy fanatycy szczególnie dobrze radzą sobie w europejskich pucharach, gdzie np. Borussia Dortmund pojechała w dziewięć tysięcy osób do Paryża w Lidze Europy a bardzo licznie jeździli również fanatycy Schalke w Lidze Mistrzów - godnie się pokazując. Najczęstszym środkiem transportu, którym niemieccy kibice udają się na swoje wyjazdy są przy tym pociągi, zdecydowanie rzadziej wybierają oni transport kołowy.

Dość wyraźny jest natomiast podział kibiców na tych z wschodnich i zachodnich Niemiec (uwarunkowany rzecz jasna losami Niemiec po II wojnie światowej). Ci pierwsi, jeśli chodzi o sposób kibicowania, podpatrują najczęściej Polskę i Bałkany. Warto dodać, iż w Niemczech ukazuje się pełnokolorowy zin - „der Grenzgaenger” - informujący szeroko o kibolskich wydarzeniach w naszej Ojczyźnie. Istnieją nawet niemiecko - polskie kontakty kibicowskie, np. na linii Magdeburg - Hutnik Kraków. Do sporadycznych kontaktów doszło też pomiędzy ekipami Energie Cottbus i Beskidu Andrychów.

Natomiast kibice zachodnioniemieccy częściej „podpatrują” kibicowski styl panujący we Włoszech lub Francji.

Niemieckich kibiców, podobnie jak w innych krajach, całkiem niedawno dotknęły represje ze strony rządu i służb mundurowych. Owe represje nasiliły się szczególnie tuż po mundialu, rozegranym w Niemczech w 2006 roku. Ich przejawem był zakaz odpalania pirotechniki, ingerencja w oprawy czy zakaz flag na kijach. Problematyczne stało się już nawet również wieszanie flag na stadionach. Kibice stali się przez moment przysłowiowym „tematem zastępczym” dla niemieckiego rządu, wprowadzono również kary za odpalanie pirotechniki. Osoba, której powyższe udowodniono, otrzymywała trzyletni zakaz stadionowy, który obowiązywał na terenie całych Niemiec, od pierwszej nawet do siódmej ligi oraz karę finansową (od 150 do 1.500 euro).

Warto jednak zauważyć, iż w po okresie „pomundialowej smuty”, dzięki zjednoczeniu i bardzo dobrej organizacji, niemiecka scena kibicowska zaczyna wreszcie wracać na właściwe - przedmundialowe tory, co może być promykiem nadziei również dla nas. Warto tu zwrócić uwagę na dwa, nie tak dawne, ale bardzo istotne wydarzenia.

W październiku 2010 roku do niemieckiej stolicy przybyli przedstawiciele wielu najważniejszych ekip naszych zachodnich sąsiadów (choćby: FC Kaiserslautern, FC Köln, Union Berlin, FSV Mainz 05, Borussia Dortmund, Eintracht Frankfurt, Bayern Monachium, Sankt Pauli, Hamburger SV, Hertha BSC, Hannover 96, Dynamo Drezno, Werder Brema). W Berlinie odbył się ich marsz pod hasłem utrzymania kibicowskiego stylu życia („Erhalt der Fankultur”). W sumie uzbierało się około czterech tysięcy fanatyków. Uczestnicy spotkania protestowali przeciwko komercjalizacji trybun (m.in. wysokie ceny biletów, wczesne godziny rozpoczęcia spotkań, itd.), przemocy ze strony policji oraz przeciwko zakazom i wszelkim represjom, które dotykają niemiecki ruch kibicowski.

Protest_kibicw_niemieckich_w_Berlinie

W połowie stycznia 2011 roku niemieckiemu odpowiednikowi Ekstraklasy S.A. niemieccy kibice wręczyli natomiast projekt przepisów, które mają zalegalizować pirotechnikę na stadionach. Projekt jest autorstwem pięćdziesięciu pięciu grup kibicowskich, którzy pod hasłem „zalegalizujcie pirotechnikę, uszanujcie emocje”, starają się przekonać władze do swojego pomysłu. Cała akcja została zresztą, co ciekawe, przyjęta bardzo pozytywnie. Warto podkreślić, że w projekcie bardzo szczegółowo określono jakie środki pirotechniczne można będzie odpalać (m.in. zrezygnowano z petard hukowych) oraz ściśle określono miejsca, w których będzie można te środki odpalać. Żeby nie było jednak za dobrze, znalazły się głosy przeciwne, wskazać tu należy choćby na grupę Ultras Frankfurt, która nie przyłączyła się do akcji (członkowie tej grupy argumentują to tym, że legalna pirotechnika pozbawi kibicowania pewnego smaczku).

Niemieccy fanatycy, podobnie jak u nas, „przybijają” z innymi kibicami zgody, a tym samym wspierają się na meczach, integrują i zawierają znajomości. Jedną z najstarszych zgód jest zgoda kibiców Herthy i Karlsruhe. Można jeszcze wspomnieć o kontaktach fanatyków z Norymbergii i Schalke. Wśród kontaktów zagranicznych warto odnotować relacje Ultras Dynamo Drezno z Horde Zla (FK Sarajewo, Bośnia i Hercegowina). Kibice FC Köeln, mają kontakty z kibicami PSG, kibice HSV ze Szkotami z Glasgow Rangers, a kolejną zgodą na linii Hamburg - Glasgow jest zgoda kiboli Celtiku z kibolami Sankt Pauli.

Pora przejść do kibiców poszczególnych klubów. Opisując ekipy Bundesligi, wypada zacząć od chyba najlepszych kiboli za naszą zachodnią granicą, czyli fanów Eintrachtu Frankfurt. Wystarczy wspomnieć, że wypełniają oni swój ponad 51-tysięczny stadion w całości co kolejkę, nawet podczas spotkań z gorszymi drużynami i to mimo fatalnej postawy swoich zawodników w całym sezonie. W ostatnich dniach głośno zrobiło się o kibicach znad Menu, kiedy sfrustrowani bardzo dużym zagrożeniem spadku wybiegli na murawę po spotkaniu z Kolonią. Kibole Eintrachtu odnotowują także świetne liczby wyjazdowe, przygotowują efektowne choreografie, a filmiki z dopingu, kiedy to faluje cała kilkunastotysięczna trybuna (zwłaszcza podczas przyśpiewki „Pippi Langstrumpf” w trakcie meczu z Newcastle lub w Kopenhadze), powinni obejrzeć wszyscy kierujący się mitem piknikowej Bundesligi.

Ultras_Frankfurt_obchody_10_lecia_grupy

Na wyróżnienie zasługują też fani FC Köln, zrzeszeni w grupie Wilde Horde '96. Podobnie jak w przypadku opisywanych wcześniej kiboli Eintrachtu, tak i kibice z Kolonii mogą poszczycić się w zasadzie co mecz kompletem widzów na swoim 50-tysięcznym stadionie oraz, jako goście, często szczelnym wypełnianiem klatki dla przyjezdnych. Warto wspomnieć, że poprzez fakt, iż stadiony za naszą zachodnią granicą są dużo większe niż w Polsce, a dla gości trzeba oddać minimum 5% biletów na spotkanie, wykorzystanie pełnej puli biletów często wiąże się z wyjazdem w kilka tysięcy osób. Stadion FC Köln posiada ponad 8 tysięcy miejsc stojących, jednak fanatycy tego klubu określają liczbę aktywnie kibicujących przez całe spotkanie na ok. 10 tysięcy.

FC_Koln_w_Leverkusen

Również w Norymberdze co kolejkę odnotowywany jest komplet kibiców, zaś kibole skupieni wokół grupy Ultras Nuernberg '94 szacują liczbę swojego młyna na ok. 3,5 tysiąca. Jednak o ich dopingu głośno jest głównie za sprawą stadionu, na którym przy skakaniu widać bardzo wyraźne ruchy górnej trybuny, zaś czasem na fanów siedzących na najniższej kondygnacji spadały kawałki betonu nawet wielkości pięści!

Kibole Borussii Dortmund mogą pochwalić się z kolei natomiast największą w Europie liczbą sprzedanych karnetów – ponad 51 tysięcy w sezonie. Powodem do dumy są też nierzadkie komplety kibiców podczas meczów rozgrywanych na Westfalenstadion, a wyczyn to niemały, gdyż obiekt ma ponad 80 tysięcy miejsc, w tym 27.600 stojących. Fanatycy BVB z Dortmundu w dobrych liczbach jeżdżą też na wyjazdy, nie mają natomiast tak efektownych opraw, jak wcześniej opisywane ekipy.

Najazd_BVB_na_Monchengladbach_mecz_mistrzowski

W ramach najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech najciekawsza sytacja jest jednak w Hamburgu, gdzie siedzibę mają dwa kluby grające w pierwszej lidze, mianowicie HSV oraz St. Pauli (w chwili pisania tego tektsu już jednak zdegradowane - przyp. aut.). Fanatycy HSV zdecydowanie opowiadają się za prawicowymi poglądami, zaś ekipa St. Pauli jest jedną z najbardziej lewicowych w Europie, powiązana często z subkulturami, z którymi utrzymywanie kontaktów przez środowiska kibicowskie uchodzi za - lekko mówiąc - dziwne. Derby pomiędzy tymi drużynami bywają zatem naprawdę bardzo gorące. Niespokojnie było i w tym sezonie podczas derbów jesiennych - już w trakcie marszu HSV na stadion rywala, jak i w trakcie samego meczu. W rundzie wiosennej natomiast derby najpierw odwołano ze względu na fatalny stan murawy, ale nie przeszkodziło to w konfrontacji zwaśnionych stron. W drugim wyznaczonym terminie derby miały już przegieg znacznie spokojniejszy.

Innymi ekipami, które pokazują dobry poziom na trybunach Bundesligi są: Hannover 96, Schalke Gelsenkirchen, FC Kaiserslautern, Bayern Monachium, VfB Stuttgart oraz Borussia Moenchengladbach.

Borussia_Monchengladbach

Jak wynika z powyższych słów, niemieccy kibice mają się dobrze, mimo licznych represji i utrudnień ze strony państwowych władz. Są bowiem przede wszystkim środowiskiem bardzo dobrze zorganizowanym, potrafiącym połączyć swoje siły, aby osiągnąć wspólne cele i ostatnio to oni są w zdecydowanej kibolskiej ofensywie, za którą powinniśmy i my trzymać kciuki.

 

-------

Obserwując niemieckich kibiców, można chyba zaryzykować stwierdzenie, że gdyby odrzucić najwyższe klasy rozgrywkowe i brać pod uwagę tylko niższe ligi, pod względem opraw, dopingu i organizacji kibicowskich ekip, Niemcy są w bardzo ścisłej światowej czołówce, o ile nie są najlepsi na świecie. Wykazują się one bowiem dużo większą pomysłowością, niż ekipy z Bundesligi, dodatkowo dużo więcej dzieje się w aspektach okołostadionowych. Dlatego właśnie drużyny spoza niemieckiej pierwszej ligi zasłużyły na osobny odcinek niniejszego cyklu.

Zdecydowanie najciekawszą do opisania grupą jest Diablos-Leutzsch. Ekipa ta kibicowała klubowi Sachsen Lipsk, jednak w 2008 roku założyła swoją własną drużynę - nawiązując do historycznej nazwy Sachsen - BSG Chemie Lipsk. Oficjalnym powodem odłączenia się od swojego „macierzystego” klubu była oficjalnie niezadowalająca polityka włodarzy, jednak głównie chodziło tam o fakt ideologicznych konfliktów Diablos, czyli grupy ultras, z ekipą silniejszych wrażeń tej samej drużyny. Wszystko przez okoliczność, iż ci kibice mieli prawicowe poglądy polityczne, Diablos natomiast są lewicowi, oficjalnie występując przeciwko rasizmowi. Mimo, iż aktualnie Chemie występuje w 10.(!) lidze, a ich młyn liczby ok. 150 osób - to na prawie każdym meczu tej drużyny możemy ujrzeć pirotechnikę, a Diablos bardzo często zaskakują fantastycznie wykonanymi, pomysłowymi oprawami.

Chemie_Lipsk

Sam Lipsk jest chyba najciekawszym derbowym miastem za naszą zachodnią granicą. Oprócz Chemie i Sachsen występuje tam bowiem jeszcze trzeci klub, raczej „rządzący” zresztą w mieście (poza dzielnicą Leutzsch, która – jak wskazuje drugi człon nazwy Diablos - opanowana jest przez dwie pozostałe znaczące ekipy), a mianowicie Lokomotiv Lipsk. Część kiboli tej drużyny kojarzona jest ze środowiskiem neonazistów z wschodnich landów Niemiec. W Lipsku powstał też nowy klub, znienawidzony przez fanatyków z całego świata, jako przykład modern footballu, którego właścicielem jest producent znanego nam (również z Salzburga) napoju energetycznego, jednak w jego przypadku nie można mówić, i oby zostało tak jak najdłużej, o jakichkolwiek kibicach.

Jedną z czołowych ekip w całych Niemczech, i to pod każdym względem, jest zdecydowanie Dynamo Drezno, które poprzez występ w barażach ma szanse na awans do 2. Bundesligi. (w chwili pisania tego tekstu - Dynamo już awansowało - przyp. aut.). W aspektach typowo stadionowych, warto podkreślić świetne liczby wyjazdowe - najliczniej udali się w 2005 roku do oddalonego o ponad 400 kilometrów Monachium (notując liczbę bliską 20.000) i bardzo ciekawe oprawy grupy Ultras-Dynamo, które poza estetyką wyróżniają się sporą pomysłowością, często bowiem pojawiają się bowiem w nich elementy ruchome. Styl fanatyków z Drezna jest najbardziej bliski polskiemu stylowi kibicowania, a to głównie poprzez fakt, iż kibole Dynama podpatrują nasze działania i otwarcie się na nich wzorują. Często na płocie Glücksgas Stadionu widniały zresztą także transparenty po polsku ze wsparciem dla naszych ekip.

Dynamo_Drezno_w_Monachium

myn_Dynama_Drezno

Z trzeciej ligi bezpośrednio do drugiej awansowały (też - przyp. aut.) dwie inne drużyny, które poza klubem z Drezna prezentują wysoki kibolski poziom – Eintracht Brunszwik oraz Hansa Rostock.

Przybliżając obie wspomniane wyżej ekipy, zaczniemy od Hansy. To właśnie mecze tej drużyny, z opisywanym przed chwilą rywalem z Drezna, są jednymi z najciekawszych w całych Niemczech. Poza świetnymi oprawami, pirotechniką, szczelnie wypełnionymi stadionami i nadkompletami w klatkach dla gości, przy okazji meczów między oboma klubami często słychać o innych ciekawych wydarzeniach okołostadionowych, takich jak kwietniowe wejście Dynama na stadion w Rostocku powiedzmy...nie do końca przez kołowrotki. Być może wcale nieprzesadzone byłoby stwierdzenie, iż biorąc pod uwagę wszystkie aspekty kibicowskiego rzemiosła, to dwie najlepsze ekipy w kraju. Hansa może pochwalić się dobrą ligową frekwencją na meczach u siebie, najczęściej oscylującą w granicach 13-15 tysięcy oraz zadowalającymi liczbami wyjazdowymi. Potrafią pokazać także bardzo dobrze wykonaną, estetyczną i ciekawą oprawę. Mają zgodę z Chemnitzer FC, którego kibole zostaną opisani później.

Hansa_Rostock

Hansa_Rostock_w_Drenie

Eintracht natomiast stoi na najniższym poziomie z trzech opisywanych drużyn, jednak w kibolach z Brunszwiku widać naprawdę duży potencjał. Już teraz prezentują przyzwoite oprawy, a na mecze domowe przychodzi minimum 13 tysięcy fanów. Rozwój sportowy, a takim jest z pewnością wygranie trzeciej ligi z dużą przewagą nad pozostałymi rywalami, powinien tylko pomóc w kibicowskich działaniach fanatykom tego klubu.

“Żegnając się” z trzecią ligą, wypada wspomnieć jeszcze o kibicach drużyny Carl Zeiss Jena, którzy także prezentują całkiem niezły kibicowski poziom. Nie jest on może równy poziomowi wcześniej opisanych kiboli, ale zdecydowanie wyrasta ponad przeciętną trzecioligową szarzyznę. Równie ciekawy jest ich stadion, na którym, co ciekawe, młyn od sektora gości dzieli zaledwie bardzo mały, kilkumetrowy bufor.

Carl_Zeiss_Jena_na_derbach_Turyngii

Przechodzimy teraz do stolicy Niemiec, czyli Berlina, gdzie wartymi opisania są aż trzy ekipy. Najbardziej znanym klubem jest oczywiście Hertha, która właśnie ponownie awansowała do Bundesligi. Na jej mecze przychodzi też najwięcej kibiców – minimum 30 tysięcy na każdym spotkaniu, a na niektóre pojedynki nawet komplet, czyli prawie 75.000 osób i to mimo występów w drugiej lidze. Godną odnotowania jest ich zgoda z Karsluher SC, która jest określana jako najmocniejsza w kraju. Jednak na kibicowskiej mapie kibole tej drużyny znaczą mniej, niż pozostałych dwóch berlińskich ekip, czyli Unionu i Dynama. Ciężko jednak porównywać fanatyków obu tych drużyn, bowiem na mecze pierwszych przychodzi 12-14 tysięcy kibiców, zaś frekwencję Dynama, ze względu na ich występy w piątej klasie rozgrywkowej, można często liczyć w setkach. Mimo to Dynamo jest w bardzo ścisłej niemieckiej czołówce, jeśli chodzi o aspekty pozastadionowe. Ciekawe są ich liczby wyjazdowe, które oscylują w graniach 200 - 400 osób, a jest to bardzo dużo, biorąc pod uwagę fakt, że na meczach u siebie rzadko pojawiają się w liczbie większej niż tysiąc fanów. Dodatkowo zdarza się, iż są na tych meczach liczniejsi niż gospodarze. Fanatycy Unionu, występującego w drugiej Bundeslidze, wzorują się natomiast na angielskim stylu kibicowania i tworzą dość dużą i dobrze zorganizowną grupę.

Union_Berlin_na_derbach_z_Herth

W niższych ligach godne opisania są jeszcze grupy kibicowskie klubów Chemnitzer FC oraz FSV Zwickau. Frekwencja na meczach drużyny z Chemnitz, występującej w czwartej klasie rozgrywkowej, oscyluje w granicach 3-4 tysięcy, jednak chociażby ubiegłoroczny mecz z St. Pauli zgromadził na trybunach ponad 10 tysięcy osób. Kibole ci bardziej znani są jednak ze swoich wyczynów poza trybunami. Grupa Red Kaos, czyli po prostu czerwony chaos z Zwickau, wspierająca piątoligowe FSV - sama siebie określa jako mieszankę stylów włoskiego, bałkańskiego i polskiego. Przewodzi jednak ten pierwszy klimat, a fanatycy FSV starają się śpiewać długo i bardzo melodyjnie. Duży nacisk kładą na oryginalność, stąd nie podpatrują od nikogo żadnych przyśpiewek, wymyślając je od początku do końca sami. Mają także mocną zgodę z Ultras-Dynamo.

Red_Kaos_Zwickau

Wspomnieć trzeba także o wysokiej aktywności na wszystkich frontach kibiców czwartoligowego Magdeburga (mających kontakty z kibicami Hutnika Kraków), a do prezentujących wysoki poziom warto też dopisać kiboli Augsburga, którzy właśnie świętują awans do Bundesligi.

Magdeburg

 

Kończąc dwuczęściowy opis niemieckiej sceny kibicowskiej, warto przypomnieć to, co po części napisane było już w pierwszej części dotyczącej kibiców drużyn naszego zachodniego sąsiada. Obraz tamtejszych trybun, na których odbywa się jeden wielki piknik jest zwykłym stereotypem, a dopingu, liczby odpalonej pirotechniki czy powtórnego zorganizowania się po represjach związanych z Mistrzostwami Świata w 2006 r. większość polskich klubów mogłaby Niemcom po prostu pozazdrościć.

 
Wiara Lecha na Facebooku