Tu jesteś:

Start » Europa i Świat » Scena kibicowska w Anglii
Scena kibicowska w Anglii
Ocena użytkowników: / 37
SłabyŚwietny 
Wpisany przez bodziu/małpa/maliniok   
środa, 24 listopada 2010 13:09
AddThis Social Bookmark Button

Do napisania niniejszego tekstu autorzy zbierali się dość długo, a to z uwagi na fakt, że pisać o kibicach w Anglii jest zdecydowanie najtrudniej, choć z drugiej dostępność źródeł jest zdecydowanie największa. Trudność polega bowiem właśnie na tym, że ciężko o brytyjskich kibicach napisać cokolwiek odkrywczego. Poza tym, to mimo to, że za kolebkę ruchu ultras uchodzą Włochy (o czym pisaliśmy już w niniejszym cyklu) - nie da się ukryć, że to właśnie na kibicach z Wysp Brytyjskich wzoruje się (choć w sumie lepiej napisać wzorowało się kiedyś, o czym szerzej później) zdecydowana większość kiboli na kontynencie.

 

Biorąc pod uwagę, że dzisiejszy tekst powstał przy okazji pucharowego meczu z Manchesterem City, ogólny opis historii angielskiej sceny kibicowskiej musi z konieczności być skrótowy. Z pewnością jednak większość bywalców poznańskiego Kotła przynajmniej raz w życiu widziała chociaż jeden z masy filmów poświęconych angielskim kibolom (z kultowym „Football Factory” na czele), czy przeczytała choć jedną z równie wielu dostępnych pozycji książkowych o tej tematyce, a wszyscy pozostali zainteresowani niniejszym tekstem, zawsze mogą skorzystać z bogatej skarbnicy internetu.

Pisząc o brytyjskich kibicach, pierwszym nasuwającym skojarzeniem jest termin „chuligani”, który zresztą właśnie na Wyspach Brytyjskich powstał. Istotnie - brytyjscy kibice nie należą do najspokojniejszych, a w latach 70.tych i 80.tych (dodajmy – zwłaszcza) mecze na Wyspach (a także spotkania Anglii czy drużyn angielskich na arenie międzynarodowej) wręcz nierozerwalnie wiązały się z niekontrolowanymi awanturami w pubach, na dworcach czy na samych stadionach. Futbol w Anglii był wtedy rozrywką zdecydowanie biedniejszej części społeczeństwa, dodajmy – często rozrywką jedyną, z uwagi na ekonomiczny kryzys jaki w opisywanym okresie trawił w zasadzie całą Europę Zachodnią. Dla porządku należy jedynie informacyjnie wspomnieć, że wybryki z udziałem kibiców w Anglii zdarzały się również już wcześniej (o mały włos z ich powodu Anglii nie odebrano nawet MŚ w 1966 roku), jednak to właśnie wtedy socjologowie nazwali krewkich fanów z Albionu „angielską chorobą”. Pozostając w konwencji telegraficznego skrótu pozostaje zapytać, co sprawiło, że tak pełne kiedyś życia i pasji angielskie trybuny i ulice zmieniły się w wypełnione oglądaczami w białych kołnierzykach centra handlowe? Czy „winę” za to ponosi tylko i wyłącznie bezlitosna ekonomia i miliardy funtów „wpompowane” od tamtego czasu w angielski futbol?

Wszystkich przyczyn obecnego stanu rzeczy nie starczyło by pewnie na kolejne kilka stron niniejszego programu, trzeba więc jedynie powiedzieć, że do powstania obecnej przysłowiowej „Anglii” na trybunach najistotniejsze są trzy daty: rok 1985 - tragedia na Heysel, rok 1989 - tragedia na Hillsborough i rok 1990 - raport Taylora. Ofiary śmiertelne na dwóch wymienionych wyżej stadionach plus raport ówczesnego angielskiego ministra sprawiedliwości - pozwalają w głównej mierze wyjaśnić, dlaczego na angielskich stadionach jest teraz tak, jak jest.

Poniżej opiszemy bliżej wszystkie trzy wymienione powyżej przyczyny utraty blasku przez angielskie „terraces” oraz sposoby, w jakie angielscy kibole próbują sobie radzić z otaczającą ich obecnie smutną rzeczywistością. Opis sceny kibicowskiej w Anglii będzie odbiegał zatem od dotychczasowych schematów, zakładających przybliżanie Czytelnikom głównych i czołowych kibicowskich ekip w danym kraju, z uwagi na to, że w myśl hasła „Support your local football team” – w zasadzie każdy klub z wyższych lig od Conference (piąty poziom rozgrywkowy) po Premier League ma rzesze oddanych sobie kibiców.

Takich ma oczywiście również nasz niedawny rywal, czyli Manchester City Football Club. W tym momencie należy od razu napisać, że kibole MCFC nie należą i nie należeli nigdy do angielskiej czołówki. W „szalonych” latach 70.tych i 80.tych na Maine Road (poprzedni stadion City) rządziły ekipy Guvnors (Mike’a Francisa) i Coolcats, ale to raczej ich słynni derbowi rywale byli uważani za ścisły krajowy top. Ich obecną „formę” mieliśmy zresztą okazję sprawdzić dwa tygodnie temu, kiedy to niepodzielnie rządziliśmy na stadionie rywala. Trzeba jednak gwoli sprawiedliwości oddać, że pomimo braku znaczących sukcesów w ostatnich latach (co oczywiście może się już wkrótce zmienić, kiedy miliardy szejka Mansoura bin Zayed Al Nahyan’a pozwolą wreszcie City na zdobycie jakiegoś trofeum) – „Citizens” posiadają wielu oddanych fanów. Od czasu przeprowadzki na City of Manchester Stadium (sezon 2003/2004), średnia frekwencja na meczach plasowała ich w pierwszej szóstce w kraju. W sezonie 2006/2007 ta średnia nieznacznie spadła, na każdy mecz przychodziło wtedy około 40 tysięcy kibiców. Nawet w późnych latach 90.tych, kiedy to klub dwukrotnie w ciągu trzech lat spadał do niższej klasy rozgrywkowej - udało się im osiągnąć średnią na poziomie 30 tysięcy kibiców. Warto jednak zauważyć, że w ostatnim roku gry City w League One (wtedy noszącej nazwę Division One) średnia wyniosła już jednak niecałe 8 tysięcy. Badania zlecone przez klub wykazały, że klub może poszczycić się bazą fanów wynoszącą 886 tysięcy osób w Wielkiej Brytanii oraz ponad 2 miliony osób na całym świecie. Kibice Manchesteru City zostali wreszcie przez BFFA (British Football Fans Association) uznani najlojalniejszymi kibicami w Premier League, a zaraz za nimi znaleźli się sympatycy Liverpoolu i Portsmouth.

MC6

Manchester City posiada wiele organizacji kibicowskich, z których trzy są oficjalne: Official Supporters Club, Centenary Supporters Association oraz International Supporters Club. Publikowanych jest kilka kibicowskich magazynów, takich jak najstarszy – „King of the Kippax”, czy też nowszy „City till I Cry”. Hymnem fanów City jest „Blue Moon", który mogliśmy usłyszeć niedawno „na własne uszy”, a maskotkami zespołu są kosmici „Moonchester” i „Moonbeam”, których nazwy od wspomnianego hymnu się wywodzą.

Największym rywalem City jest oczywiście, jak już wspomnieliśmy wcześniej - derbowy rywal, czyli Manchester United. W odróżnieniu np. od Glasgow czy Sewilli, rywalizacja między kibolami City a United nie bierze się jednak z różnic religijnych. Przed Drugą Wojną Światową, kiedy wyjazdy na mecze wyjazdowe były rzadkością, wielu kibiców chodziło zresztą na mecze obydwu drużyn. Według popularnego stereotypu - kibic City pochodzi z samego miasta, podczas gdy zwolennik United wywodzi się z jego okolic. Powyższe potwierdziły badania przeprowadzone przez Manchester Metropolitan University w 2002 roku, które wykazały, że City ma istotnie proporcjonalnie więcej kibiców mieszkających w mieście niż rywal. City ma także zdecydowanie więcej kibiców w południowych i wschodnich częściach miasta, podczas gdy fani United wywodzą się głównie z części północnej i zachodniej. Znani kibice City to na przykład bracia Liam i Noel Gallagher z pochodzącego z Manchesteru zespołu rockowego Oasis czy słynny angielski bokser Ricky Hatton (wchodzący do zawodowego ringu przy taktach „Blue Moon”).

MC2

Brytyjska wymiana kibiców z tych lubiących „mocniejsze wrażenia” na tych oglądających piłkę nie oszczędziła również naszego rywala. Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że w późnych latach 80.tych fani MCFC zaczęli przynosić na mecze różne nadmuchiwane przedmioty, przede wszystkim wielkie banany. Początków tego zjawiska można upatrywać się w meczu przeciwko West Bromwich Albion, kiedy to fani nawołujący do wprowadzenia na boisko Imre Varadiego (Anglika węgierskiego pochodzenia) przekręcili jego nazwisko na „Imre Banana”. Trybuny zapełnione fanami wymachującymi nadmuchiwanymi zabawkami stały się częstym widokiem na Maine Road w sezonie 1988/1999, kiedy to ta moda przeniosła się zresztą na inne zespoły (fani Grimsby Town upodobali sobie np...dmuchaną rybę). Z ciekawostek dotyczących City można też przytoczyć fakt, że w sierpniu 2006 roku - klub został pierwszym klubem w Premier League...przyjaznym dla osób o odmiennej orientacji seksualnej.

W chwili obecnej trybuny City of Manchester Stadium, z uwagi na wzrost cen biletów po wejściu do klubu szejków i po zakupie klasowych piłkarzy, coraz bardziej zaczyna niestety trawić również wszechobecna dla czołowych klubów Premier League komercja, co przekłada się z kolei na słabszy doping, w zasadzie żywiołowo prowadzony jedynie po zdobywanych bramkach.

MC3

Jeszcze przed przejściem do opisu tragicznych wydarzeń z Heysel, Hillsborough i przed poświęceniem kilku słów raportowi Taylora, warto pokusić się o krótką ogólną charakterystykę angielskich kiboli.

Angielskie trybuny, spośród innych opisanych w niniejszym cyklu, charakteryzuje z pewnością fakt, iż brak na nich zupełnie popisów ultras - czy to efektownej pirotechniki, czy pokazów choreo z wykorzystaniem sektorówek, kartoniad, machajek lub choćby balonów. Co znamienne, pirotechniki i opraw brakowało na angielskich stadionach, nawet wówczas, gdy kibicowanie przeżywało tam największy boom, a więc w końcówce lat 70. tych, w latach 80.tych, czy we wczesnych latach 90.tych. Jednymi z niewielu ekip, które próbują wykorzystać kreatywność choreograficzną swoich grup kibicowskich są Crystal Palace, York City, czy ostatnio Ipswich Town (nowopowstała grupa nosi nazwę „Section 6”). Spontaniczność, o czym była już mowa w poprzednim numerze, kibice w Anglii okazywali w inny sposób, powiedzmy…nie do końca zgodny z ogólnie przyjętymi kanonami oglądania meczu.

Co ciekawe – angielscy kibice rekrutowali się z wielu subkultur, które mnożyły się w Anglii w 60.tych i 70.tych latach ubiegłego wieku. Byli to w kolejności modsi czy rockersi, ale trzeba też napisać, że w latach 80.tych dość spory wpływ na angielskie trybuny mieli skinheadzi - choć należy od razu przypomnieć także, że czarnoskórzy mieszkańcy Wysp stanowili i stanowią o kibicowskiej sile takich ekip jak West Ham United (wystarczy wspomnieć pewnie najbardziej znanego angielskiego kibica Cassa Pennant’a) czy Birmingham City (ich główna grupa - „firm” jakby to powiedzieli Anglicy – nosi zresztą nazwę Zulus).

Do czołowych grup kibicowskich w Anglii na przestrzeni ostatnich lat z pewnością zaliczyć należy kluby londyńskie (Millwall, West Ham, Chelsea, Tottenham), bez wątpienia Manchester United i Liverpool, Leeds United (które dało nam przykład), Walijczyków z Cardiff City, Birmingham City, obie ekipy z Sheffield (United i Wednesday), czy wreszcie ekipy z północy kraju (Newcastle i Middlesbrough). Co ciekawe, ten mini ranking można ułożyć na podstawie wypowiedzi samych angielskich kibiców, zebranych w książce wspomnianego Cassa Pennant’a – „Top Boys”, której przedruki można było jeszcze całkiem niedawno znaleźć w TMK+. Z innych dostępnych książek o angielskich kibicach na polskim rynku, nakładem wydawnictwa Sektor Gości ukazała się też inna książka Cassa – „Congratulations. You have just met the I.C.F.” oraz książki fanów Chelsea (Martinów Kinga i Knighta) – „Hoolifan” i „Niesforne lata 90.”. Autorzy sądzą, że powiedzą one Czytelnikom dużo więcej o atmosferze angielskich trybun niż powyższe, z konieczności skrótowe informacje.

Wracając do przyczyn obecnego stanu rzeczy na angielskich stadionach, a więc cichego kontemplowania modern football’u w obecności armii stewardów (wypada przypomnieć w tym miejscu jedną z opraw Korony Kielce – „Druga Anglia? Nie dla nas”) – należy zacząć od znanych w całym świecie wydarzeń w stolicy Belgii. Do tragedii na brukselskim stadionie doszło 29. maja 1985 roku. Zginęło tam 39 osób, a najmłodsza z nich miała 11 lat. Do dziś ludzie zadają sobie pytanie czy tamtych wydarzeń można było uniknąć. Mecz Pucharu Europy na Heysel miały tam rozegrać Liverpool i Juventus. Jeszcze przed spotkaniem kontrowersje budziła sama kwestia wyboru stadionu. Heysel był przestarzały i dawno nie modernizowany. Obiekt obliczony był na 60 tysięcy widzów, ale w 1985 roku nie spełniał już nowoczesnych norm bezpieczeństwa, był w fatalnym stanie technicznym. Posiadał dla przykładu małe i ciasne sektory dla kibiców obu drużyn, brakowało wyjść ewakuacyjnych, stare mury były słabe i zmurszałe, wymagające natychmiastowego remontu. Wątpliwości co do wyboru obiektu na mecz nie miała jednak UEFA…

Na około dwie godziny przed spotkaniem 60 tys. fanów obu drużyn zaczęło wchodzić na stadion. W jedną stronę szli kibice z Włoch, a w drugą Anglicy. Neutralni fani obu drużyn, w założeniu Belgowie, zajmowali natomiast miejsca na sektorze ''Z". Jak się później okazało „Belgowie” Belgami jednak nie byli. Dużą część biletów odsprzedali bowiem włoskim imigrantom, stanowiącym znaczny odsetek mieszkańców Brukseli. Sektor ''Z'' od sektora, na którym siedzieli Anglicy oddzielał mur. Na kilkadziesiąt minut przed zaplanowanym rozpoczęciem meczu, pijani brytyjscy fani z sektorów "X" i "Y" zaczęli rzucać butelkami i kawałkami betonu w kibiców Juventusu, którzy stanowili większość na sektorze "Z". Gdy Włosi odpowiedzieli, kibice z Liverpoolu zaczęli przedzierać się przez ogrodzenie, którego pilnowało jedynie kilkunastu belgijskich policjantów, którzy w żaden sposób nie byli w stanie Anglików powstrzymać. Ludzie z sektora „Z” rzucili się do ucieczki. Szybko jednak okazało się, że nie mają dokąd uciekać, bowiem z drugiej strony sektor otaczał mur. Podobne zasieki oddzielały trybuny od murawy - ponad metrowy mur wsparty był siatką.

Kibole z Liverpoolu zaczęli nagle z góry trybuny nacierać na ludzi, którzy uciekali w dół i wpadali na siebie w panice, wzajemnie się tratując. W końcu mur i siatka oddzielające kibiców od murawy stadionu nie wytrzymały i zostały obalone. Dzięki temu uratowano wiele ludzkich istnień, ale przez to także wielu kibiców zginęło przygniecionych przez gruzy. Jeszcze inni zostali zadeptani przez tłum lub się udusili. Akcji ratunkowej natomiast towarzyszyły przede wszystkim zamieszanie i dezorientacja. Policja skupiła się na tym, by stadionu nie opuściła żadna osoba, która się na nim znajdowała. Mundurowi nie mogli dopuścić do przeniesienia zamieszek na ulice Brukseli.

Heysel

Pomimo wielkiej tragedii jaka miała miejsce na Heysel, spotkanie się odbyło. Piłkarze, w tym Zbigniew Boniek, który grał wtedy dla Juventusu, twierdzą, że nie chcieli grać, ale zmusiła ich do tego UEFA. Jedyną bramkę w meczu strzelił Michel Platini. Piłkarze Juventusu odebrali puchar w szatni. Po ogromnej tragedii w Brukseli brytyjskie kluby zostały wykluczone z europejskich rozgrywek na 5 lat (Liverpool na 10), a feralny stadion zamknięto. Angielska piłka długo nie mogła się podnieść po wyeliminowaniu z międzynarodowych rozgrywek. Liverpool i Juventus w europejskich spotkały się ponownie dopiero 20 lat później. Wyspiarze dołożyli wszelkich starań, aby mecz stał się okazją do pojednania. Na słynnej trybunie The Kop ułożyli z kartonów napis: „Amicizia”, czyli przyjaźń. Niektórzy kibice z Włoch docenili starania Liverpoolu, inni jednak nadal nie mogli wybaczyć tego, co stało się 20 lat wcześniej i odwrócili się do Anglików plecami.

Cztery lata po opisywanych wydarzeniach w Belgii, miały miejsce pamiętne wydarzenia na stadionie Hillsborough - nazwane największą tragedią w historii angielskiego futbolu. 15 kwietnia 1989 roku na stadionie w Sheffield, w spotkaniu półfinałowym FA Cup, miały się spotkać drużyny z Liverpoolu i Nottingham. Do spotkania doszło, ale tego tragicznego dnia mecz trwał tylko 6 minut. Kibole obu drużyn zmierzali w kierunku Sheffield już od samego rana, ale niestety skrupulatne kontrole policyjne i roboty drogowe spowodowały poważne opóźnieni w ich dotarciu na miejsce. Mecz miał rozpocząć się o godz. 15:00, a na pół godziny przed rozpoczęciem spotkania trybuna przeznaczona dla fanów Liverpoolu była wypełniona tylko do połowy. Pod bramkami wejściowymi tłoczyło się natomiast około 2.000 ludzi.

Na kilkanaście minut przed rozpoczęciem meczu na wejścia napierało już 5.000 osób, a szanse obejrzenia pierwszych minut spotkania nieubłaganie malały. Kibice byli zdenerwowani i sfrustrowani, a przejście wszystkich przez kołowroty było praktycznie niemożliwe. Panował olbrzymi i niewyobrażalny wręcz ścisk. Aby jakoś zaradzić kryzysowej sytuacji - David Duckenfield, który dowodził siłami porządkowymi nakazał otwarcie Bramy C zlokalizowanej w pobliżu kołowrotów. Na kilka minut przed pierwszym gwizdkiem ci którzy byli w jej pobliżu szybko się przecisnęli, ale z tyłu wciąż napierało kilka tysięcy ludzi. Przez bramę przelało się ok. 2.000 ludzi, którzy szturmem skierowali się w stronę tunelu prowadzącego na centralne sektory, które i tak już były przepełnione. Kiedy rozległy się owacje na trybunach, co oznaczało początek spotkania, wchodzący przez tunel zaczęli napierać coraz mocniej. Zaczynało brakować powietrza, tłum był zgniatany o balustradę. Ani wiwatujący na trybunach, ani wciąż napierający na przepełnione sektory nie wiedzieli jednak co się dzieje w pierwszych rzędach. Ludzie byli tratowani, albo dusili się z braku powietrza. Kiedy pierwsi poszkodowani zaczęli wdzierać się na boisko, nieświadomi niczego policjanci siłą zaczęli wpędzać kibiców z powrotem. Opisywana gehenna kibiców trwała przeszło 10 minut.

Hillsborough

Dopiero po chwili dostrzeżono, że ludzie próbują uciekać na wszystkie strony - na sąsiednie sektory, na murawę, a nawet na górne piętro trybuny, gdzie byli wciągani przez innych. Tłum coraz silniej przelewał się przez balustrady na boisko, teraz już z pomocą policjantów. Funkcjonariusze natychmiast nakazali przerwanie meczu, który trwał od 6 minut. Od tamtego momentu akcję ratunkową razem ze służbami porządkowymi prowadzili kibice. Bandy reklamowe posłużyły im za nosze, a boisko szybko zapełniało się ciałami ofiar i rannymi. Łącznie na Hillsborough zginęło 96 osób. Na wieść o tragedii cała Anglia pogrążyła się w żałobie, natychmiast za to zareagowało angielskie ministerstwo spraw wewnętrznych. Minister sprawiedliwości Lord Taylor został obarczony zadaniem sporządzenia raportu, w którym miał przedstawić przyczyny tragedii i propozycje rozwiązań koniecznych dla przywrócenia bezpieczeństwa na angielskich stadionach. Lord Justice Taylor sporządził tak naprawdę dwa raporty – w pierwszym z nich (Interim Report) orzekł, że kibole nie ponoszą najmniejszej winy za tragedię, której bezpośrednią przyczyną była fatalna infrastruktura oraz bardziej nas interesujący Final Report - wprowadzający odpowiednie regulacje dla angielskich stadionów. Taylor zawarł w nim aż 76 zaleceń dla angielskich klubów, wśród których były m. in. wprowadzenie numerowanych krzesełek; każdy bilet wstępu zostaje sprzedany na konkretny sektor i konkretne miejsce; zakaz stania na trybunach - wprowadzenie wyłącznie miejsc siedzących; sprzedawanie biletów przez ''koników'' traktowane jako przestępstwo czy wprowadzenie nowych typów wykroczeń stadionowych, jak śpiewanie rasistowskich przyśpiewek czy rzucanie przedmiotami.

Ów raport nie spowodował oczywiście automatycznej wymiany kibiców - lata 90.te w Anglii obfitowały jeszcze w całkiem ciekawe kibicowskie wydarzenia, od razu po opublikowaniu raportu powstała zresztą grupa ''Stand up, Sit down'' zrzeszająca niezadowolonych z tego, że mają na stadionie siedzieć, a nie mogą stać i głośno przeciw temu protestujących. Jego coraz  bardziej bezwzględne egzekwowanie (np. nakładanie dożywotnich zakazów stadionowych w oparciu o najnowocześniejsze na świecie techniki monitoringu) sprawiło jednak, że bardziej zaangażowane jednostki zaczęły stopniowo z angielskich trybun „odpływać”. Resztę spustoszenia w brytyjskim klimacie kibicowskim poczyniły bezlitosne ekonomia i komercja. Zbudowanie nowych stadionów spełniających wymogi raportu i wpuszczenie olbrzymiego zastrzyku gotówki w angielską piłkę najwyższych kas rozgrywkowych doprowadziło do lawinowego wzrostu cen biletów i wyeliminowania z trybun biedniejszych kibiców, których nie było już stać na wejściówki. Oby taki proces nigdy nie stał się udziałem polskich fanatyków.

oprawa_Korony_Kielce

Oprócz rygorystycznego przestrzegania opisanego raportu Taylora problemem, który dotknął angielskich kiboli jest pojawienie się w angielskiej piłce olbrzymich pieniędzy, które uczyniły plebejską niegdyś rozrywkę sportem dla bogatych, zblazowanych elit.

Wiele klubów przejmowanych jest przy tym przez zagranicznych właścicieli, którzy kompletnie nie rozumieją tradycji i specyfiki piłki nożnej, traktując te kluby jako maszynki do robienia pieniędzy, zadłużając je na potęgę i nierzadko doprowadzając je do sporych problemów finansowych. Świadoma tego grupa angielskich kibiców zauważa ten kłopot i w tym celu, jako odpowiedź na te działania, powstał swoisty ruch tzw. trustów kibicowskich (głównie w niższych ligach) które za cel mają przejmowanie klubów (kiedy tylko to możliwe) lub szykowanie gruntu pod ratunek dla swoich klubów, gdyby miało dojść do najgorszego - który to ruch spróbujemy poniżej krótko opisać.

Najbardziej znanym przykładem takiego klubu jest AFC Wimbledon, którego kibice po nieudanych protestach w 2002 roku przeciw przeniesieniu Wimbledon FC do Milton Keynes, postanowili założyć własny klub i zacząć od 9 ligi.

Powołano organizację Dons Trust, do której po opłaceniu rocznej składki może należeć każdy kibic. Każdy członek organizacji ma następnie czynne oraz bierne prawo wyborcze przy wybieraniu zarządu, prezesa i innych stanowisk kierowniczych. Jak widać więc, w przypadku Wimbledonu to kibice mają stuprocentową kontrolę nad wydarzeniami w klubie i to oni decydują o kierunku w jakim klub będzie zmierzał.

Przy powstawaniu klubu założono sobie trzy podstawowe cele: pozostawienie klubu na zawsze w rękach kibiców, powrót do profesjonalnej ligi piłkarskiej oraz powrót klubu do Wimbledonu (obecnie klub rozgrywa swoje mecze w sąsiadującej z Wimbledonem dzielnicy Kingston). Klub obecnie gra w Konferencji Narodowej (5.poziom) co oznacza, że jest jeden krok od powrotu do profesjonalnej ligi.

Innym bardzo znanym, choć nieco bardziej kontrowersyjnym przykładem klubu kibicowskiego jest FC United of Manchester. W 2005 roku Manchester United został przejęty pomimo protestów kibiców przez amerykańską rodzinę Glazerów. Amerykanie na zakup klubu wzięli kredyt, który następnie... przelali na klub i tym sposobem Manchester United został z dnia na dzień obciążony długiem w wysokości 700 milionów funtów. Na taki obrót spraw nie zgodziła się część kibiców i założony został nowy klub, który barwami oraz nazwą, FC United of Manchester, miał kontynuować tradycję Manchesteru a przede wszystkim przyciągnąć tych kibiców, których na chodzenie na Old Trafford w dobie Glazerów po prostu nie było stać.

Wspomniana wcześniej kontrowersja polega oczywiście na tym, że zakładając nowy klub, występujący dziś w 7 lidze, kibice United zatarli poniekąd granicę kibicowskiej lojalności. Wielu zarzuca im bowiem, że zdradzili swój klub, jednak oni sami twierdzą, że nadal są kibicami United, jednak nie zamierzali swoimi pieniędzmi spłacać długu nowych właścicieli i nie odpowiadały im ogólne trendy panujące w Premier League takie jak opisywane już w poprzednich częściach tekstu - zakaz stania, wieszania flag, śpiewów oraz ogólnie pojętej komercjalizacji futbolu.

FCUM, podobnie jak Wimbledon jest w rękach kibiców (na zasadzie jeden członek- jeden głos) jednak od londyńskiego klubu odróżniają go cele statutowe, którymi są: utrzymanie jak najniższych cen biletów na mecze oraz sprzeciw wobec komercjalizacji. Dla przykładu, pomimo kilku propozycji, FCUM nie ma i nie chce mieć sponsora koszulkowego. Klub też dzięki swojej działalności społecznej ma silne poparcie wśród lokalnych władz, dzięki czemu prawdopodobnie wkrótce powstanie ich nowy stadion w symbolicznej dla Czerwonych Diabłów dzielnicy, Newton Heath – tam powstał Manchester United i taką nazwę nosił przez pierwsze lata swojego istnienia.

FCUM2

Inne, mniej medialne przypadki takich klubów to grający w League One Exeter City oraz grający w League Two Aldershot Town.

Kibice Exeter powołali swój trust w roku 2000 wiedząc, że w ich klubie dzieje się źle i szykując się na przejęcie klubu przy najbliższej okazji. Owcześni właściciele klubu niezbyt dobrze gospodarowali funduszami, co skończyło się sprzedażą stadiony, doprowadzeniem klubu na granicę bankructwa, spadkiem poza profesjonalną ligę w sezonie 2002/2003 oraz późniejszym wyrokiem sądowym dla dwóch dyrektorów klubu z tego nieszczęsnego okresu za finansowe malwersacje. W 2003 roku klub został przejęty przez kibiców, po 5 latach wrócił do profesjonalnej ligi piłkarskiej a dziś występuje w League One, udowadniając niedowiarkom, że kibice mogą kierować klubami również na wyższych szczeblach.

Jednym z pierwszych takich klubów był także Aldershot. Gdy „oryginalny”, czwartoligowy klub Aldershot FC został zlikwidowany z powodu bankructwa w 1992 roku ich kibice powołali nowy klub, Aldershot Town FC, który zaczął występy od 8.ligi a w swoim herbie przyjął feniksa, jako symbol odrodzenia. I do odrodzenia faktycznie doszło, gdyż w 2008 roku, po 16 latach istnienia klub awansował do 4.ligi, a więc na poziom na którym występował jego poprzednik.

Aldershot_2

Wszystkie powyższe przypadki omal mogły posłużyć za wzór kibicom zdobywcy Pucharu Anglii z 2008 roku, Portsmouth FC. Po kilku latach okazało się, że tamten zwycięski skład, który zawierał takie gwiazdy jak David James, Nwankwo Kanu czy Sol Campbell finansowany był przez arabskich biznesmenów za pomocą niespłacanych kredytów oraz niepłaconych do brytyjskiego fiskusa podatków i klub w zeszłym roku stanął na granicy bankructwa. Objęty został specjalnym nadzorem finansowym, którego zadaniem było jak najszybsze spłacenie kredytów, nawet za cenę likwidacji klubu. W czasie przepychanek pomiędzy wierzycielami, tymczasowym administratorem klubu oraz potencjalnymi kupcami, kibice oczywiście nie próżnowali i powołali trust kibicowski. Zdążyli się nawet dogadać z władzami Konferencji Południowej (6.liga), że w razie porzeby „nowy Portsmouth” rozpocznie rozgrywki od tego poziomu, jednak w lecie okazało się, że taki zabieg nie będzie na razie potrzebny, gdyż Portsmouth pomimo nadal nieuregulowanej sytuacji finansowo-organizacyjnej został dopuszczony do rozgrywek Championship. Kibice nadal dopingują swój klub, zmierzający obecnie do 3.ligi, jednak w zanadrzu nadal mają już gotowe całe zaplecze pozwalające w każdej chwili wystartować z nowym klubem podtrzymującym tradycje obecnego.

Należy również zauważyć, iż kibice starają się brać sprawy w swoje ręce również w najwyższych klasach rozgrywkowych, strawionych już w zasadzie całkowicie przez wszechobecną komercję. W tym miejscu należy wskazać na działalność oficjalnego stowarzyszenia angielskich kibiców – FSF (Football Supporters’ Federation). Stowarzyszenie to zajmuje się oficjalną walką z przepisami utrudniającymi życie angielskim kibolom poprzez pisanie petycji, odezw, wytykania absurdów panujących w angielskim kibicowskim świecie, ale także bezpośrednią pomocą kibicom (włączając w to pomoc prawną kancelarii prawniczych – znany jest przykład kibica Manchesteru United, którego aresztowano tylko dlatego, że steward ustnie oskarżył go o rzucenie monetą - kiedy przyszło do rozprawy, steward swoje słowa jednak wycofał i kibic został uniewinniony). Zapraszamy w tym miejscu do odwiedzenia strony internetowej www.fsf.org.uk, na której można zapoznać się z wieloma innymi przykładami pomocy udzielanej przez stowarzyszenie i innymi jego działaniami.

Warto również dostrzec, iż już nie tylko bojkotujący kibice, ale także i niektóre kluby sprzeciwiają się działaniom władz i policji. Chodzi głównie o tzw. „bubble trips”, czyli o wyjazdy meczowe, w których absolutnie wszyscy kibice muszą jechać zorganizowanym przez policję konwojem, co często wiąże się w praktyce z koniecznością stawiania się wszystkich kibiców wcześnie rano pod swoim stadionem (również osób niepełnosprawnych i członków fan klubów) i uiszczaniem dodatkowej opłaty za policyjny transport. Takie wyjazdy zbojkotowali dla przykładu całkiem niedawno kibice Burnley (do pobliskiego, zaprzyjaźnionego z nimi Blackburn) i Bristol City (w związku z tym, że do odległego o 90 kilometrów Swansea zamiast kilku tysięcy wybrało się tylko 239 kibiców - klub uznał procedury „bubble trips” za bezzasadne i skierował oficjalny protest do federacji).

Przed spotkaniem Middlesbrough i Ipswich Town w marcu tego roku - dopingujący kibice obu drużyn,  niejako w geście bezsilności, wywiesili transparenty adresowane do mediów, aby te przestały pokazywać ich jako przestępców. Powstałe stosunkowo niedawno grupy Red Faction (Middlesbrough, niedawno władze klubu skierowały do tej grupy otwarty apel o…zaprzestanie prowadzenia zorganizowanego dopingu(!)) i Section 6 (Ipswich Town) porozumiały się i przeprowadziły wspólną akcję. Kibice wywiesili w sektorze buforowym transparenty "We support football, not violence", „Fans Not Hooligans” i „Supporters Not Criminals”, co we wszystkich przypadkach sprowadza się do hasła „kibice, nie przestępcy”. W ten sposób zwrócili uwagę brytyjskich mediów, by te przestały postrzegać wyspiarskich kiboli jako bandytów. Kibice z Ipswich (o których wspominaliśmy również w poprzedniej części tekstu jako o „początkujących ultrasach”) na meczu Pucharu Anglii w 2009 roku - bodaj jako pierwsi w Anglii wywiesili również transparent „Anti-Modern Football”, wizytując przeżarty już niestety komercją stadion Chelsea Londyn - Stamford Bridge.

Aby skończyć niniejszy tekst bardziej optymistycznie - apele angielskich fanatyków i stowarzyszenia FSF zdają się na szczęście powoli docierać do adresatów. Dla przykładu Paul Jones (z Times OnLine) czy Henry Porter z opiniotwórczego „Guardiana” dostrzegli już problem zaniku kultury kibicowania na Wyspach – zachęcamy w tym miejscu do odnalezienia i przeczytania ich felietonów, w których wzywają władze brytyjskie wprost do zmiany bezdusznych przepisów. Kończąc i podsumowując niejako wszystkie rozważania dotyczące angielskich kibiców należy skonstatować, że założony przez brytyjskie władze proces wymiany publiczności z fanatycznego, śpiewającego i spontanicznie rozentuzjazmowanego tłumu na ciche i potulne jednostki w białych kołnierzykach powoli dobiega do skutecznego końca. Angielscy kibice nie poddają się jednak na szczęście i jeszcze wiele wody w Tamizie upłynie zanim ten proces zostanie w całości ukończony. Nam pozostaje cały czas kibicować brytyjskim fanatykom w ich nierównej walce i żywić nadzieję na cud, czyli na otrzeźwienie krajowych polityków i na zmianę brytyjskiego prawa, pozwalającą na przywrócenie angielskim terraces (również tym w najwyższych ligach rozgrywkowych) dawnej żywiołowości.

 
Wiara Lecha na Facebooku