Tu jesteś:
| Czeska scena kibicowska |
| Wpisany przez Bodziu |
| czwartek, 05 sierpnia 2010 18:33 |
|
Przechodząc do charakterystyki poszczególnych ekip, zacząć należy oczywiście od naszego dzisiejszego rywala, czyli praskiej Sparty. Poza tym, że los skojarzył Kolejorza ze Spartą właśnie, warto kibiców z Letnej przedstawić jako pierwszych również z uwagi na to, że jako bodaj jedyna licząca się w Czechach grupa – nie mają żadnej zgody z polskimi kibicami; co więcej – ich nastawienie jest raczej antypolskie, a na swoich meczach nieraz prażanie wyzywali Polaków od (niekoniecznie lubianych za naszą południową granicą) Żydów czy Cyganów. Jeśli chodzi o młyn, należy przypomnieć, że kilka sezonów temu sporo aktywnych kiboli dotknęły represje ze strony klubu, po konflikcie na linii zarząd-kibice, podobnym do tego, z jakim mają do czynienia obecnie kibice Legii. Po ustaniu kryzysu w młynie Sparty dopinguje od 200-500 kibiców, a na atrakcyjnych meczach ok. 800. Podczas meczów u siebie rzadko pojawiają się choreografie, głównie z powodu niefunkcjonalnego sektora, na którym umiejscowiony jest młyn Sparty. Co do liczb wyjazdowych, to liczba prażan liczba zależy od atrakcyjności rywala i opcji transportu. Bardzo zmienna jest za to forma praskich kiboli jeśli chodzi o wyjazdy europejskie. Były sezony, w których potrafili się dobrze pokazać, np. podczas wyjazdów na Chelsea (800), Milan (1000), Manchester (1500), aby w następnej fazie grupowej jeździć żenująco słabo: Arsenal (200), Panathinaikos (17), Dinamo Zagrzeb (100). Sparta Praga nie ma żadnych zgód. Obecnie łączy ich jedynie nieformalny układ z Viktorią Zizkov (dobrze znaną w Polsce jako była zgoda Cracovii), a dawniej dobre relacje łączyły kibiców mistrza Czech także ze słowackimi Nitrą i Koszycami. Najważniejszymi grupami na Letnej są Rafani, Falanga, Prague boys i City Boys. W meczu rozegranym z Kolejorzem Sparta kibicowsko nie zaskoczyła i (zwłaszcza w momentach, kiedy nasz doping naprawdę dawał radę) to raczej my dominowaliśmy na trybunach. Trzeba jednak ekipie z Letnej oddać, że do dopingu młyna często podłączała się prosta, przez co prażanie w naszym sektorze byli kilkukrotnie słyszalni. Zdecydowana większość przyśpiewek prażan była jednak jedynie wykrzykiwana, żadnej nie „ciągnęli” dłużej niż kilka minut. Należy też zauważyć, że w ocenach meczu z perspektywy trybun zachowali pełen obiektywizm, wskazując nas jako zwycięzców tego swoistego kibolskiego pojedynku. Apropos wspomnianego konfliktu kibiców Sparty z zarządem – warto wspomnieć, że sporo problemów sprawia często stołecznym kibicom tamtejsza elektryczna ochrona i zabezpieczająca mecze policja (kłopoty ze służbami pojawiły się również na wyjazdach, m. in. przy okazji ostatniego meczu z Banikiem Ostrava czy w tym sezonie z Hradec Kralove), o czym mogła się przekonać delegacja kiboli Lecha obecna na meczu Sparty ze Spartakiem Moskwa w 2007 roku. Na szczęcie w meczu rozegranym na Letnej obyło się już bez żadnej prowokacji, a my – jako kibole Lecha – po raz kolejny pokazaliśmy klasę i zdyscyplinowanie, rozsławiając naszą markę w Europie. Pozostając w praskich klimatach – wśród najlepszych ekip w Czechach należy z pewnością wymienić Slavię Praga, odwiecznego derbowego rywala Sparty. Trybuna stadionu Synot Tip, na której znajduje się ich młyn, pomieści od 2500 do 4000 (w zależności od rangi przeciwnik od odległości od Pragi, jeździ od 400 do 2000 fanów (słabsze liczby notują na Morawach i w Ostrawie). Najczęściej na wyjazdy te podróżują rejsowymi pociągami. Kibice czerwono-białych od 2000 roku mają silną zgodę z polskim Górnikiem Wałbrzych (są obecni na każdym ważniejszym meczu Górnika). Kolejnym „polskim” akcentem jest fakt, że w swoich oprawach meczowych często wykorzystują motyw Barta Simpsona, podobnie jak zabrzański Górnik. Ich główne grupy wreszcie to Youngsters, Red White Supporters, Brigate 97, Ultras Slavia. Przy omawianiu praskich ekip nie sposób pominąć dziwaków z Bohemiansa. W środkowej części Europy, tak przecież doświadczonej przez piętno komunizmu, stanowią oni jeden z wyjątków – prezentując zdecydowanie lewicowe polityczne poglądy. Trzeba im jednak przyznać, że na meczach derbowych potrafią wystawić w młynie ok. 2500 kiboli, a na bliższy wyjazd potrafią pojechać w tysiąc osób. Z nie-praskich ekip najbardziej godnymi wzmianki są z pewnością kibole Baniku Ostrava. W młynie, w zależności od atrakcyjności przeciwnika, na meczach u siebie pojawia się od 600 do 1200 fanów. Banik ma również jak na Czechy bardzo dobre liczby wyjazdowe, liczne są zwłaszcza ich wizyty w stolicy. Banik od 1979 roku łączyła zgoda z drużyną Union Cheb. Co ciekawe drużyna z Chebu wskutek problemów finansowych przestała istnieć, jednak po ogłoszeniu przez nią upadłości, miejscowi kibice rozkręcili (jeden z mocniejszych) fan club Banika. Od 1988 roku natomiast trwała zgoda ze Spartakiem Trnava, która zakończyła się jednak cztery lata temu. Obecnie jedyną zgodą kiboli Banika (od 1996 roku) jest GKS Katowice. Podobnie jak w przypadku zgody Slavia-Górnik, ta zgoda jest również bardzo mocna, a jej trwałość cementują bardzo częste wzajemne liczne odwiedziny, zgodowe przyśpiewki, oprawy czy gadżety. Ich główna kibicowska grupa nosi wdzięczną nazwę Apple Commando, a kibice Banika w całych Czechach są znani jako Chachari. Warto napisać, że to kibice Banika właśnie są obecnie na ustach całych kibicowskich Czech z powodu walki o stadion, jaką toczą z władzami Ostravy, tak licznie przecież odwiedzanej jeszcze niedawno przez kiboli Lecha przy okazji wyjazdów do Wodzisławia. Chachari nie chcą przenieść się na stadion z lekkoatletyczną bieżnią w Vitkovicach (morawska część miasta, podczas gdy Banik często manifestuje swoją śląskość). Ich obecny stadion Bazaly nie spełnia nowych przepisów czeskiego związku piłki nożnej, nakładających na kluby obowiązek gry na boiskach z podgrzewaną murawą. W planach jest co prawda budowa nowego obiektu dla klubu w śląskiej części miasta – Svinovie, ale głównie z powodu opieszałości władz miejskich nic się w tym temacie nie dzieje. Z powodu kontaktów z polskimi kibolami warto jeszcze w sposób bardziej szczegółowy odnieść się do klubów z Opavy i Liberca. W Opavie młyn waha się od 200 do 400 osób w zależności od atrakcyjności rywala. Na wyjazdy fani Opavy starają się jeździć wszędzie, a ich liczby wahają się od kilkudziesięciu do kilkuset i oczywiście zależą od odległości. Opava ma jedną, lecz bardzo silną zgodę ze Śląskiem Wrocław, przez co sporo aktywniejszych osób ma również z dobre kontakty z Motorem Lublin. Najważniejszą grupą są Opavští Chalupáří, których flaga wisiała zresztą na Oporowskiej bardzo blisko naszego sektora, na ostatnim wyjazdowym meczu Lecha ze Śląskiem. Młyn Slovanu Liberec składa się natomiast z ok. 200-500 kiboli, których delegacja kibiców Kolejorza mogła obejrzeć w Czechach na żywo przy okazji pucharowego pojedynku z wspomnianym już Spartakiem w 2006 roku. Stałych wyjazdowiczów jest w Libercu ok. pięćdziesięciu. Główna grupa Supras Unisono oficjalnie nie posiada żadnych zgód (jedna z mniejszych grup Slovana nosi na marginesie ciekawą nazwę CL Pivosi), jednak część jej członków ma prywatnie dobre kontakty z kibicami KSZO Ostrowiec, co przełożyło się choćby na zapraszanie Slovana na organizowane przez świętokrzyskich turnieje kibicowskie. Z mniejszych ekip warto wymienić jeszcze Sigmę Ołomuniec (ciekawostką są dobre prywatne kontakty kibiców Sigmy ze…szkockim Kilmarnock), FC Brno (w zasadzie jedyna czesko-słowacka zgoda – od 1999 roku trwała więź ze Slovanem Bratysława), FK Teplice (kiedyś próbowali zawiązać bliższy kontakt z Chrobrym Głogów) czy FK Jablonec, jednak liczby tych ekip zarówno u siebie, jak i na wyjazdach (nieraz zdarzają się nawet wyjazdowe zera) zdecydowanie na kolana nie powalają. Podsumowując, śledzenie czeskiej sceny kibicowskiej jest trochę jak śledzenie polskiej w pigułce, co jest dla nas o tyle wygodne, że nie trzeba specjalnie zgłębiać jej odrębnej specyfiki. Jak pokazuje jednak choćby nasz ubiegłotygodniowy pojedynek ze Spartą – sporo wody w Wełtawie i Warcie musi jeszcze upłynąć, aby Czesi (dla których jesteśmy kibicowskim wzorem) wspięli się chociaż na porównywalny do naszego poziom. Niemniej nie warto się tym bezproduktywnie chełpić, ale życzliwie kibicować rozwojowi lub przynajmniej utrzymaniu ruchu kibicowskiego za naszą południową granicą na obecnym poziomie, bo nie ma przecież nic gorszego niż szare i smutne nowoczesne trybuny.
|



W przeciwieństwie do egzotycznej sceny kaukaskiej – opisanie kibolskiej sceny w Czechach jest zadaniem o wiele prostszym i bardziej przyjaznym. Powyższe wynika nie tylko z geograficznej bliskości państwa ze stolicą w Pradze, ale przede wszystkim z faktu, że czeska scena w każdym właściwie elemencie kibicowskiego rzemiosła mocno przypomina naszą, oczywiście w odpowiednich proporcjach i dużo mniejszej skali. Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż nie może ulegać żadnych wątpliwości, że jesteśmy dla naszych południowych sąsiadów w aspektach kibicowania niekwestionowanym wzorem. Każda tamtejsza większa ekipa bowiem ma bądź miała dobre kontakty z którąś z ekip w Polsce, a na najbardziej znanym 




