Tu jesteś:
| Mistrzostwa Świata - raport |
| Wpisany przez Bodziu |
| środa, 21 lipca 2010 00:09 |
|
Gość, który wpadł na pomysł rozreklamowania i sprzedawania tego czegoś przed arenami MŚ (wymyślając przy tym bajeczkę, że dmuchanie w to ustrojstwo to niby odwieczna tradycja murzyńców) zrobił na marginesie interes życia. Jazgot, który wszyscy pamiętamy, wydobywający się z tego cholerstwa, w które dęło ¾ stadionu był nie do opisania. Trzeba jednak pół-żartem, pół-serio mieszkańcom Afryki przyznać (czy jednak aby na pewno tylko Afryki? Dmuchali w to chyba wszyscy…), że jechali swoje przez 90 minut, nie bacząc na wynik, prawdziwe świry…Wypada mieć nadzieję, że u nas w Europie nigdy czegoś takiego nie doświadczymy (większość klubów wprowadziła lub planuje wprowadzić zakaz posiadania takich zabawek na stadionie), choć niestety nie można wykluczyć, że łasa na kasę część właścicieli klubów tym przeklętym trąbkom przyklaśnie (takie wieści płyną np. z Celtic Park). Oby spotkało się to z zasłużonym oddolnym bojkotem. Wracając do RPA - obrazu „dzikości” mistrzowskich trybun (przy tym bez żadnych rasistowskich podtekstów) dopełniały jeszcze nieustanne dziwne „korowody” przemieszczające się za liniami końcowymi i ludzie opuszczający gromadnie trybuny na kilkanaście minut przed końcem spotkań. Powagi, rangi i kibicowskiego splendoru raczej to wszystko Mistrzostwom nie dodawało... Więcej można przeczytać tutaj. Obok wuwuzeli, powodów kibicowskiej mundialowej degrengolady było jeszcze kilka. Na Mistrzostwach zabrakło kilku ekip dobrze jeżdżących za kadrą i prezentujących określony poziom i potencjał, ich zespoły narodowe odpadły bowiem już w eliminacjach czy barażach (obok nas również np. Chorwacji czy Rosji). Swoje zrobiło też oczywiście miejsce - nie każdego na wylot do RPA (zwłaszcza z tzw. "krajów biedniejszych") było po prostu stać. Kolejną i chyba najważniejszą rzeczą, która powstrzymała sensowniejsze jednostki od wybrania się do Południowej Afryki był fakt, iż każda z uczestniczących w MŚ federacji musiała przesłać odpowiednim służbom dane dotyczące niepożądanych (czytaj: niewygodnych) na Mistrzostwach fanów. Nie trzeba dodawać, iż wiele takich list sporządzonych zostało kompletnie arbitralnie. Wystarczy wspomnieć, że całej przyznanej federacji puli biletów m. in. z tego względu nie wykorzystali dla przykładu Angole czy Niemcy. Ta główna baza danych jest zresztą niestety akurat czymś, co na tych fatalnych pod względem organizacyjnych Mistrzostwach funkcjonowało dość sprawnie. Poza uprzykrzaniem życia niektórym kibicom (o czym niżej), służby nie miały na tym Mundialu za wiele do roboty. Najbardziej zapamiętanymi incydentami było ich spięcie ze...stewardami, którym podobno organizatorzy płacili za mało, a ci zagrozili w odwecie buntem mogącym w pewnej chwili wywrócić do góry kołami dalsze fazy Mistrzostw. Warto też wspomnieć o bezmyślnym zachowaniu mundurowych, którzy po ostatnim meczu grupowym Nowej Zelandii – siłą nie pozwolili fanom „Kiwis” cieszyć się z zaskakująco dobrej postawy tej reprezentacji razem z piłkarzami z tego kraju. Kończąc ten policyjny wątek, warto dodać, że podczas Mistrzostw naliczono ok. 1.700 drobnych przestępstw z tą imprezą związanych (wg FIFA „tylko 1.700” :)). Zapewnienia FIFA, że rozegranie imprezy w Południowej Afryce jest dobrym pomysłem, a wszyscy jej uczestnicy będą od początku do końca bezpieczni trzeba zatem skwitować pustym śmiechem (w ramach ciekawostki można dodać m.in., że oprócz kilku reprezentacji okradzeni zostali dziennikarze tak bardzo przez nas w środowisku kibicowskim lubianej „Gazety”, gorącego orędownika rozegrania turnieju w kraju czarnego człowieka). Jeśli chodzi już wreszcie stricte o kibiców, można ich dokonania podzielić na kontynenty, z których się wywodzili. Z Europy (wielu kibiców pochodziło jednak z zamieszkujących RPA diaspor) tradycyjnie dobrze wizualnie i wokalnie pokazali się Anglicy (drobne przepychanki z Algierczykami przed meczem tych drużyn). Ultrasować próbowali Niemcy. Serbów w RPA było ponoć ok. 5.000, z czego "konkretów" tylko ok. 30. Na wszystkich meczach grupowych wisiała jednak flaga dla Urosa Misicia. Warto wspomnieć, że na MŚ była również obecna grupa Arisu Saloniki – Super3, znana z miłości do Boca Juniors i do pewnego lewackiego idola. Na Mundial pojechali oni kibicować...Maradonie (również Che i Fidel-loverowi) i Argentynie (na meczu Argentyna - Grecja, żeby była jasność). Jak sami potem wyjaśnili, nie kibicowali wtedy i nie kibicują w ogóle Grecji, bo to domena faszystów, którzy mecze reprezentacji wykorzystują tylko po to, aby za wszelką cenę chcą naubliżać Turkom, Macedończykom i Albańczykom. Można i tak... Z Afryki inaczej niż reszta trębaczy (wśród których prym wiedli oczywiście gospodarze) pokazali się może Algierczycy (znów fantazja w zajmowaniu miejsc na stadionie, obrazki wzięte żywcem z barażów z Egiptem) i może Ghana. Bardzo na plus dla odmiany, co można z pewnością uznać za niespodziankę, Azjaci. Widać, że czegoś się od MŚ 2002 (gdzie na porządku dziennym były obrazki koreańskich robotów walących w nadmuchane balony) jednak nauczyli - Koreańczycy (z południa) mieli nawet flagę-sektorówkę, Japońce też całkiem nieźle, sporo flag i również „sektorówka” w brawach narodowych na „wyposażeniu”. Bardzo ciekawą bandę mieli za to Koreańczycy z Północy, którzy wypożyczyli sobie na czas Mistrzostw klakierów z Chin :) No i wreszcie południowoamerykański styl – to kibice z tego regionu świata byli z pewnością najbardziej słyszalni na Mundialu. Przez rój wuwuzelowych pszczół przebijało się Chile (Ole, ole, ole, ole - Chiiile, Chiiile :)), ale też Argentyńczycy i Brazylijczycy z bębnami. O Argentyńczykach zdecydowanie na tych MŚ było najgłośniej, jeśli chodzi o kibicowskie aspekty. Już na samym „wjeździe” mundurowi zatrzymali i odesłali do kraju 11 „niepożądanych” kibiców Boca Juniors. Od czasu tych aresztowań na lotniskach, służby siedziały im "na ogonie" i niestety zidentyfikowały jeszcze kilkudziesięciu kolejnych fanów, którzy „próbowali się dostać na dwa mecze bez biletów [...] i przy kilku okazjach zachowywali się nieodpowiednio, atakując innych kibiców” (oficjalny komunikat). Dobrych kilkanaście osób deportowano, a kolejnych kilka zgodziło się na dobrowolny powrót do kraju. Argentyńczycy na tej imprezie byli tradycyjnie najlepiej oflagowani (sporo flag niestety z Che-mordercą); warto też wspomnieć o ich ekipie na reprze, która również się oczywiście w RPA pojawiła - "Hinchadas Unidas Argentinas", w której skład wchodzą: La Barra del Rojo (Independiente), La Pandilla (Velez Sarsfield) Los Guerreros (Rosario Central) La Barra del Matador (Tigre) La Banda de la Quema (Huracán) i inne ekipy z niższych lig, m.in., San Miguel, Berazategui, San Telmo, Deportivo Merlo, Argentino de Merlo etc... - łącznie 43 grupy. Argentyńczycy na meczu 1/8 finału z Meksykiem wywołali też (chyba jedyne) krótkie spięcie na trybunach z przeciwnikami, skończone interwencją służb - nikt jednak nie został aresztowany. No i z pewnością wśród kibiców Argentyny były najgorętsze seniority :) Warto wspomnieć także, iż jednymi z barwniejszych obrazków tych Mistrzostw były zdjęcia z wspólnych oglądań meczów w państwach uczestniczących w MŚ (w takich Seulu czy Berlinie na głównych placach potrafiło się zebrać nawet kilkaset tysięcy fanów!). Ciekawie było też w Hiszpanii, przy okazji fet z okazji zdobycia tytułu – zwłaszcza w regionach, gdzie występuje sporo zwolenników autonomii (w Barcelonie z powodu zamieszek 21 osób aresztowano). Kończąc wątek ciekawostek – najbardziej Mundial był przeżywany chyba w…Bangladeszu, gdzie zamieszki z powodu meczów MŚ (np. pomiedzy uzbrojonymi(!) sympatykami drużyn Argentyny i Brazylii) wybuchały ponoć średnio raz na tydzień. &feature=player_embedded Podsumowując, Mistrzostwa Świata 2010 w Republice Południowej Afryki skończyły się w połowie lipca i można z całą stanowczością dodać – wreszcie. Zgodnie z oczekiwaniami szału na trybunach nie było, a wręcz śmiało można zaryzykować tezę, że pod względem kibicowskim był to najgorszy Mundial w historii. Pozostaje tylko o nim zapomnieć (wyrzucając z głowy przede wszystkim buczenie trąbek) i skupić się na robieniu „swojego” w nowym klubowo-pucharowym sezonie. Wiele międzynarodowych ekip z lubością czeka już też na EURO 2012 w Polsce, zatem kolejnym wyzwaniem jest udaremnienie planów różnych sił, aby również i ta impreza była mdła i nie do zapamiętania. Następne Mistrzostwa Świata zostaną za to rozegrane w Brazylii i również trzeba ściskać mocno kciuki, by południowoamerykański temperament i żywiołowy doping prawdziwie ubarwił trybuny za cztery lata, wymazując z naszej pamięci ostatecznie tegoroczny nieudany pod każdym względem eksperyment krawaciarzy z FIFY. Against mod€rn football! |



Już na długo przed jego rozegraniem – hasło „Mundial 2010” w piłkarskim fanatyku z prawdziwego zdarzenia wzbudzało jedynie wzruszenie ramion. Większość z nas przeczuwała bowiem, że najważniejsza piłkarska impreza ostatnich czterech lat okaże się kibicowskim niewypałem, zwłaszcza mając w pamięci zeszłoroczny Puchar Konfederacji, który również odbył się w RPA, a który był festiwalem buczenia w trąbki, w epoce przedmundialowej zwane u nas swojsko „trąbkami-małyszówkami”, a po Mistrzostwach noszące już dumną nazwę wuwuzeli.




