Tu jesteś:

Start » Europa i Świat » Hiszpańska scena kibicowska
Hiszpańska scena kibicowska
Ocena użytkowników: / 15
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Bodziu   
piątek, 14 maja 2010 19:01
AddThis Social Bookmark Button

Kiedy trzeba wymienić najbardziej żywiołowych i fanatycznych piłkarskich fanów naszego kontynentu – znakomita większość z nas, zwłaszcza tych lubiących żywiołowy doping i kolorowe pirotechniczne prezentacje zwróci się ku Bałkanom, inni nostalgicznie wspomną szalone lata 70.te, 80.te w Anglii czy we Włoszech, jeszcze inna część niejako patriotycznie wskaże naszą środkowo-wschodnią część Europy, gdzie kibicowanie niesie ze sobą najwięcej adrenaliny i mocnych wrażeń. Raczej nikt, a jeśli już – to zdecydowana mniejszość, nie wymieni w tym kontekście fanów z Hiszpanii. Czy słusznie?

Na początek garść ogólnych informacji o tamtejszej scenie. Istotnie, specyfika hiszpańskiego kibicowania jest trochę odmienna od reszty kontynentu. Trudno tam uświadczyć fanatyczny doping od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty (co może dziwić o tyle, że hiszpańskojęzyczna Ameryka Południowa pod tym względem bije nas Europejczyków na głowę), sporo ekip (głównie ze względu na odległości) nie ma ciśnienia na wyjazdy, co w naszym kulturowym kibicowskim kręgu wydaje się wręcz niewyobrażalne, no i ciężko w Hiszpanii byłoby odnaleźć się fanom mocniejszej strony kibicowania. Oprócz innej mentalności, przyczyną powyższego jest jednak niewątpliwie również postępująca komercjalizacja hiszpańskich trybun, a co za tym idzie - otwarta wręcz walka największych piłkarskich klubów ramię w ramię z krajową federacją z fanatykami i próba zastąpienia ich kibicami sukcesu. W ostatnich latach do dominujących na europejskiej arenie Realu i Barcelony dołączyły przecież także Deportivo, Valencia, Sevilla, Villareal czy w tym sezonie Atletico, które zagra w finale Ligi Europejskiej. Podobnie jednak jak w przypadku Włoch, jakiekolwiek generalizowanie w stosunku do hiszpańskich kibiców jest jednak krzywdzące, są bowiem w Hiszpanii ekipy, które na wszystkich wymienionych powyżej polach zaprzeczają powszechnie obowiązującej opinii o słabości hiszpańskich kiboli.

 Opisując hiszpańskie ekipy, porównanie do Włoch z poprzedniego akapitu jest nieprzypadkowe. Podobnie jak we Włoszech – w Hiszpanii „złote czasy” dla fanatyków przypadają bowiem na okres przełomu lat 80.tych i 90.tych. Wystarczy obejrzeć kilka fotek czy krótkich filmów z tamtego okresu, aby zobaczyć, że pirotechnika, flagi, serpentyny i tony konfetti były wówczas na porządku dziennym. Opisane powyżej działania władz (które skonkretyzowane zostaną poniżej w odniesieniu do kibiców dwóch najsłynniejszych hiszpańskich klubów) i wszechobecny modern football to podobnie jak w przypadku włoskich ultrasów - dwa główne wyzwania przed jakimi stoją obecnie hiszpańscy kibice...

Hiszpańskie trybuny w latach 70.tych, 80.tych i 90.tych - galeria wraz z opisem. Poniżej na zdjęciach odpowiednio: Barcelona, Atletico, Osasuna:

Barcelona_90

Atletico_90

Osasuna_90

Podobnie jak Włochy, Hiszpania jest również krajem bardzo podzielonym politycznie, a te silne podziały utrzymują się jeszcze od czasów wojny domowej, jakiej Hiszpanie doświadczyli w latach 1936 – 1939, a mimo to zwolennicy republiki i frankistów spierają się tam do dziś. Przekłada się to oczywiście na trybuny, gdzie obok ekip zdecydowanie prawicowych (Ultras Sur – Real, Ultra Boys – Sporting Gijon, Brigadas Blanquiazules – Espanyol, Yomus – Valencia, czy Frente Atletico- Atletico Madryt), istnieją też – głównie związane z odśrodkowymi niepodległościowymi ruchami hiszpańskich prowincji - ekipy o poglądach skierowanych zdecydowanie w lewo (Herri Norte – Bilbao, Indar Gorri – Osasuna, Brigadas Amarillas - Cadiz, Frente Blanquiazul - Tenerife, Riazor Blues – Deportivo, czy Biris Norte – Sevilla).

 Jak widać, podobnie jak w przypadku kibiców na Półwyspie Apenińskim, każda większa ekipa kibiców w Hiszpanii nosi swoją odrębną nazwę. Co ciekawe, w ramach jednego klubu mogą istnieć dwie ekipy, które delikatnie mówiąc za sobą nie przepadają (tak jest w przypadku choćby Realu Madryt – gdzie nie trawią się wzajemnie Ultras Sur i Orgullo Vikingo, w Espanyolu – gdzie członkowie Brigades Blanquiazules grozili wręcz śmiercią członkom La Curva czy w Saragossie, gdzie w zbyt przyjaznych stosunkach zdecydowanie nie pozostają członkowie grup Ligallo Fondo Norte i Collectivo 1932).

Ekipy w Hiszpanii

Sympatie polityczne determinują też „zgody” i „kosy” pomiędzy hiszpańskimi kibolami, choć od razu trzeba zaznaczyć, iż pojęcia te nie znaczą dokładnie tego samego co w naszej kulturze kibicowskiej. Jeśli chodzi o przyjaźnie, to najbardziej chyba rozpoznawalną jest ta, która łączy kibiców Deportivo (kilkudziesięciu z nich mieliśmy możność przy okazji rozgrywek Pucharu UEFA zobaczyć na Bułgarskiej) z kibicami FC Sevilla (pojawiały się nawet zgodowe oprawy). Przy okazji zgód hiszpańskich drużyn, warto niewątpliwie wspomnieć także o kontaktach hiszpańsko-polskich. Przede wszystkim trzeba napisać o mocnej zgodzie kibiców Frente Atletico, która łączy ich z kibicami Ruchu Chorzów. Flaga chorzowskich wisi na każdym meczu na Vicente Calderon, gdzie zawisł raz nawet...transparent informujący o Wielkich Derbach Śląska, a kibice Ruchu wspierają Atleti na wyjazdach europejskich (ostatnio w Liverpoolu na półfinale Ligi Europejskiej).

derby1

Poza tym przyjazne kontakty łączą członków Ligallo Fondo Norte z Saragossy z kibicami stołecznej Polonii (również przejawiające się wymianą flag i wywieszaniem ich na stadionach zgodowiczów).

Jeśli idzie natomiast o mecze „na ciśnieniu”, to w Hiszpanii (obok przysłowiowej już wrogości kibiców Realu i Barcelony) należą do nich głównie mecze derbowe. Obok derbów danego miasta (tu trzeba wymienić rzecz jasna derby Madrytu, Barcelony czy Sevilli, które jednak nie są w ostatnim czasie rozgrywane z uwagi na niedawny spadek Betisu do Segunda Division), do „gorących” meczów należą derby regionu – derby Galicji między Deportivo a Celtą Vigo (Celta i jej kibice – Celtarras również skazani są obecnie na banicję na zapleczu La Ligi), czy mecze Sporting Gijon – Real Oviedo.

 Jeśli chodzi o oprawy, to - obiektywnie – w Hiszpanii stoją one na niskim poziomie. Trudno tak naprawdę stwierdzić z czego to wynika. Można domniemywać, iż po części zapewne z wyżej opisanej innej kibicowskiej mentalności, czy też po prostu z niewielkiej ilości osób, które są tym aspektem zainteresowane. Grupę typowo nastawioną na „ultraskę” spotkać tam niezwykle trudno. A jeżeli już takowe są, to zaangażowanych kibiców jest zwyczajnie za mało, żeby stworzyć jakąś skomplikowaną choreografię. Niemniej jednak na najważniejszych meczach danej drużyny, miejscowi kibole starają się urozmaicić mecz ciekawym pokazem ultras. Pod tym względem do najlepszych grup w Hiszpanii można zaliczyć na pewno (kolejność przypadkowa): FC Sevillę (Biris Norte), Real Madryt (Ultras Sur – przygotowujący zwłaszcza naprawdę dobre prezentacje na derbach Madrytu), Atletico Madryt (Frente Atletico), Deportivo La Coruna (Riazor Blues), Sporting Gijon (Ultra Boys), Las Palmas (Ultras Naciente), Rayo Vallecano (lewicowi Bukaneros), czy Malaga (Malaka Hinchas).

Wybrane oprawy Realu Madryt:

REAL1REAL2REAL3

Wybrane oprawy Sevilla FC:

SEV1SEV2SEV3

W trakcie narodowej żałoby po katastrofie lotniczej w Smoleńsku, wiadoma sportowa stacja pokazywała mecze ligi hiszpańskiej bez dziennikarskiego komentarza. Każdy mógł się wtedy przekonać jak w telewizji prezentuje się doping hiszpańskich kibiców. Mając oczywiście na uwadze ewentualne niekorzystne rozstawienie mikrofonów itp., nie wypadło to delikatnie mówiąc najlepiej. Niestety - kibicowskie grupy prowadzące regularny doping trudno usłyszeć na tych ogromnych, nastawionych głównie na komercyjne oglądanie meczów obiektach. Procent osób zainteresowanych aktywnym i nieprzerwanym wspieraniem swojej drużyny też jest niewielki. Jednak jak to w życiu – wszędzie znajdą się wyjątki. I tak na przykład, oczywiście jak na hiszpańskie możliwości, spory młyn okazale prezentuje się na meczach Atletico Madryt. Dobrą liczbę kiboli, śpiewających całe spotkanie, posiadają także Sporting Gijon, Sevilla FC, Betis Sevilla (Segunda Division), Deportivo La Coruna, Rayo Vallecano (Segunda Division), Cadiz (Segunda Division), Malaga, Xerez, Espanyol, Elche (Segunda Division) i Saragossa. Można się oczywiście domyślić, iż bardzo często liczba kibiców w młynie zależy od atrakcyjności przeciwnika, a największym zainteresowaniem cieszą się mecze z odwiecznym rywalem.

Ekipy wskazane powyżej - to oczywiście czołowe ekipy Hiszpanii. Trochę za mało miejsca, aby opisać je w tym miejscu wszystkie, warto tylko wspomnieć, że ekipa Sportingu Gijon to niewątpliwie najliczniej jeżdżący na wyjazdy kibice w Primiera Division, kibice z Kadyksu to, zachowując proporcje, takie hiszpańskie Livorno (sporo emblematów z Che Guevarrą), a ekipa Sevilli w pucharach europejskich na płaszczyźnie mocniejszego kibicowania napsuła sporo krwi kibicom Juventusu Turyn i samego Partizana Belgrad.

Jak łatwo zauważyć do topowych ekip kibicowskich w Hiszpanii trudno zaliczyć najpopularniejsze kluby w całej Europie (a może i na świecie), czyli Real i Barcelonę. Nie zawsze do końca jest to jednak wina samych kibiców tych starych hiszpańskich firm. W przypadku Realu, gdzie od dawna liczy się głównie sprzedaż koszulek i innych gadżetów – Ultras Sur (absolutny top w latach 80.tych), jako niepożądany „prawicowy element” są stopniowo rugowani z Bernabeu, a klub robi im strasznie pod górkę (nie zamawiając np. biletów na mecze wyjazdowe). Fanatyczni kibice Realu jednak do końca jeszcze się nie dają, potrafią przygotować imponujące jak na hiszpańskie warunki oprawy meczowe, a o bilety na wyjazdy potrafią zatroszczyć się sami (w ten sposób pojechali niedawno na mecz Ligi Mistrzów do Marsylii). Jeszcze gorzej pod względem walki klubu z fanatykami wygląda to w Barcelonie. Główna grupa, katalońscy nacjonaliści spod znaku Boixos Nois, wspierani zresztą pod rządami Joana Gasparta (poprzedniego prezesa klubu), popadli w niełaskę obecnego prezesa Joana Laporty, który najchętniej zapełniłby Camp Nou Chińczykami z aparatami. Zdelegalizowani przez klubowe władze Boixos bojkotują mecze Barcy u siebie (na Camp Nou próbuje działać mniejsza grupa – Almogavers), a ostatnio kilku członków ich grupy zostało aresztowanych. Znakiem zwycięstwa komercji na trybunach katalońskiego giganta jest fakt, że oprawy przygotowuje tam...wynajęta i opłacana przez klub firma reklamowa. Wojna o normalność na Nou Camp wydaje się niestety przegrana...

Podsumowując, Hiszpania nie jest może kibicowskim rajem dla oddanego fanatyka i zaangażowanego w życie klubu kibola, ale z pewnością nie stanowi też w tym zakresie zupełnej pustyni, jak chcą przedstawiać to niektórzy, bo przy odrobinie dobrej woli można na Półwyspie Iberyjskim znaleźć przejawy każdego z aspektów kibicowskiego rzemiosła. Pozostaje tylko życzyć, aby komercja nie strawiła hiszpańskich trybun do końca - fanatycy i tak są tam już bowiem w mniejszości.

 
Wiara Lecha na Facebooku