Tu jesteś:

Start » Europa i Świat » Włoska scena kibicowska 2
Włoska scena kibicowska 2
Ocena użytkowników: / 16
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Bodziu   
wtorek, 13 kwietnia 2010 15:03
AddThis Social Bookmark Button

Zaczynając niniejszy felieton, będący niejako drugą częścią przedstawienia włoskiej sceny kibicowskiej, nie można całkowicie pominąć faktu, iż włoskim kibicom od dawna nieobce są również chuligańskie wybryki, nie do końca związane z fanatycznym oddaniem swojej drużynie. Dość powiedzieć, że pierwsza śmiertelna ofiara porachunków miedzy kibicami to kibic Lazio zmarły podczas derbów Rzymu w 1979 r., a w tragicznych wydarzeniach na Heysel w 1985 r. brali przecież udział kibice Juventusu.

Władze włoskie, odmiennie niż np. w Anglii czy Hiszpanii, mające inne problemy z korupcją i mafią na czele, problem przez długi ignorowały (pozorowane ruchy miały jedynie miejsce przy okazji MŚ w 1990 roku, kiedy zmodernizowano stadiony), a środowiska kibiców dążącego do samooczyszczenia i unormowania sytuacji - wtedy jeszcze nie było widać.

Sytuacja zmieniła się, kiedy Italia zaczęła starać się o przyznanie jej ME 2012, które ostatecznie w udziale przypadły nam wraz z Ukrainą. Władze włoskie chaotycznie zaczęły zmieniać obowiązujące prawo w 2005 roku - pojawiły się wtedy elektroniczne kołowrotki, monitoring, a bilety od tego czasu można było sprzedawać wyłącznie na miejsca siedzące. Gwałtowność i ślepy radykalizm wprowadzonych zmian spotkał się oczywiście ze zdecydowanym protestem włoskich kibiców, którzy zaczęli pomału formować się w zjednoczone, ponadklubowe struktury (to wtedy np. pojawiły się znane hasła – „Ultras liberi” czy „Liberta' per gli ultras”).

Przełomowe dla obecnej sytuacji włoskich tifosi – były jednak niewątpliwie dwa wydarzenia, które wstrząsnęły Półwyspem Apenińskim w 2007 roku. Lutowe derby Sycylii pomiędzy Catanią a Palermo zostały przerwane z powodu zamieszek wywołanych przez kibiców obu klubów w 58. minucie. Burdy przeniosły się niestety poza stadion, gdzie trafiony petardą śmierć poniósł 38-letni policjant Filippo Raciti. Ogólny bilans wydarzeń to 150 osób rannych, w tym 26 policjantów. Rozgrywki wszystkich szczebli w całej Italii zostały zawieszone (kolejkę wcześniej miały również miejsce tragiczne wydarzenia na meczu Serii D pomiędzy Sanmartinese z Cancellese, gdzie w wyniku bójek śmierć poniósł dyrektor zespołu gości oraz pokazywane we wszystkich krajowych serwisach starcia kibiców Fiorentiny i Livorno oraz Atalanty i Catanii). Reprezentacja prowadzona wówczas przez Roberto Donadoniego odwołała zaplanowane na najbliższe dni spotkania z Belgią oraz Rumunią, podobnie stało się zresztą z reprezentacją młodzieżową. Natychmiast głos w sprawie zamieszek zabrały wszystkie włoskie gazety i najważniejsze osoby w państwie. Za zdecydowanym rozprawieniem się z problemem chuliganów wypowiedział się premier Włoch Romano Prodi, oczekując od futbolowej federacji „zdecydowanych i drastycznych działań”, które mają przeciwdziałać takiej „degeneracji sportu”. Nie zabrakło również wystąpień prezydenta Włoch Giorgio Napolitano czy burmistrza Catanii Umberto Scapagniniego.

Władze, działając po omacku, z godną lepszej sprawy gorliwością i bez porozumienia z najbardziej zainteresowanymi, a więc kibicami-fanatykami tłumnie odwiedzającymi do tej pory włoskie stadiony - znacząco podniosły wówczas kary, nakazywano zamykać stadiony niespełniające norm bezpieczeństwa, a fani udający się na wyjazdy po raz pierwszy w historii Włoch otrzymali nakaz podawania danych imiennych – wcześniej kluby przekazywały rywalom pakiety biletów do wolnej dystrybucji. Uchwalono tzw. dekret Amato (od nazwiska ówczesnego Ministra Spraw Wewnętrznych Włoch), zawierający cały pakiet „anty-chuligańskich” przepisów a kluby zaczęły masowo, bez głębszego uzasadnienia wypowiadać umowy stowarzyszeniom kibiców. Jednocześnie władze lokalne miały otrzymać prawo do odmowy wstępu kibicom przyjezdnym, jeśli uznają mecz za obarczony wysokim ryzykiem wystąpienia zamieszek. Na wprowadzeniu tych zmian państwo w swoim mniemaniu miało tylko zyskać, ponieważ mniejsze wydatki miały iść od tej pory na zabezpieczanie meczów – kluby zamiast pomocy policji musiały bowiem zacząć zatrudniać stewardów (jeden na 250 widzów lub jeden na 150 - przy meczach o podwyższonym ryzyku).

Zmiany nie zdążyły jeszcze zostać dobrze przedyskutowane, kiedy w listopadzie 2007 roku miała miejsce kolejna tragedia. Na autostradzie A1 w okolicach Arezzo jadący do Mediolanu na mecz z Interem kibice Lazio spotkali na jednym z parkingów fanów Juventusu, którzy jechali na mecz z Parmą. Interweniowała policja, a jeden z funkcjonariuszy śmiertelnie postrzelił 26-letniego fanatyka Lazio Gabriele Sandriego, didżeja w jednym z rzymskich klubów. Policja natychmiast wydała oświadczenie, że śmiertelny strzał miał być jedynie ostrzegawczy, jednak do dziś okoliczności postrzału nie są w zasadzie do końca jasne – wiadomo tylko, że Gabriele zginął w samochodzie, próbując uciekać na autostradę. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób kula trafiła w auto.

Włoska federacja odwołała mecz Interu z Lazio, zezwalając jednocześnie na rozegranie pozostałych spotkań. Każde rozpoczęło się jednak z 10-minutowym opóźnieniem od minuty ciszy, a piłkarze i sędziowie zagrali z czarnymi opaskami. Nie wszystkie spotkania udało się jednak rozegrać, z inicjatywy kibiców doszło do przerwania meczu między Atalantą a Milanem; w Rzymie zaś miały miejsce wydarzenia podobne do tych w Słupsku, gdy tragicznie i za szybko zginął Przemek Czaja. Władze krajowe oraz federacyjne i kibice znów zwarli się w pełnym nieufności i wzajemnej wrogości klinczu.

Kibice_w_Rzymie_po_mierci_Sandriego

Obecnie, w chwili gdy sytuacja zaczęła się względnie normalizować, w życie zaczęły wchodzić kontrowersyjne zapisy dekretu Amato i znów włoscy ultrasi muszą wejść na barykady. Aby wnieść na stadion flagę kibic musi np. z tygodniowym wyprzedzeniem poinformować o tym klub na piśmie i liczyć na zgodę (wydawaną na podstawie całkowicie autorytatywnej decyzji). Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zamierza wprowadzić jeszcze w tym sezonie odgórny krajowy zakaz wyjazdów, zakazujący wszystkim kibicom konkretnych klubów wyjazdów na mecze, a pierwszym klubem objętym skrajnymi restrykcjami ma być Napoli. Według ministra spraw wewnętrznych grupy, które często są agresywne podczas wyjazdów, mogą otrzymywać zakazy stadionowe nawet na całe sezony!

Tymczasem w bieżącym sezonie rośnie liczba meczów, które i tak odbywają się bez udziału kibiców gości. Jak już było to wspomniane wcześniej - na mocy przepisów z 2007 roku samorządy mogą bez większego uzasadnienia zakazać sprzedaży biletów dla przyjezdnych, jeśli uznają ich za potencjalnie niebezpiecznych. Niedawno ofiarami nowej polityki władz padli kibice Juventusu.

Najbardziej kontrowersyjnym pomysłem jest jednak z pewnością karta kibica, czyli osławiona „tessera del tifoso”. Od stycznia karty miały się stać obowiązkowe dla wszystkich uczęszczających na stadiony. Tak jednak nie będzie – po licznych protestach kibice i kluby wywalczyli jednak przełożenie projektu na początek sezonu 2010/11. W tym miejscu należy wspomnieć o inicjatywie z listopada zeszłego roku, kiedy to w stolicy Włoch odbył się marsz protestacyjny kilku tysięcy aktywnych kibiców ze wszystkich zakątków kraju (prym wiedli zwaśnieni kibice stołecznych AS Roma i Lazio) przeciwko wprowadzeniu tessery (akcja – pododnie jak swego czasu nasz ultraprotest - ma nawet swoje strony internetowe). Mimo, że marsz odbył się prawie dokładnie w rocznicę zamordowanego Gabriele - miał spokojny przebieg, uczestniczyło w nim zresztą również wielu polityków i konstytucjonalistów (krytykujących legalność i zgodność planowanych zmian z włoską ustawą zasadniczą). Uczestnicy marszu w miejsce barw klubowych mieli tym razem białe koszulki i transparenty z hasłami: "No alla tessera del tifoso" (nie dla legitymacji kibica), "Divisi dai colori, uniti dal pensiero" (podzieleni przez barwy, zjednoczeni sposobem myślenia) oraz "Se i ragazzi sono uniti non saranno mai sconfitti" (jeśli chłopaki się zjednoczą, to nikt nigdy ich nie pokona).

marsz_w_Rzymie_przeciwko_Tesserze1

W skrócie - posiadanie karty zezwoli fanom wchodzić wyłącznie na sektory przeznaczone dla klubu, któremu kibicują – u siebie lub na wyjeździe. Ma to być rozwiązanie dla problemu mieszania się kibiców na stadionie, co czasem prowadzi do niepokojów. Jednak kibice podkreślają, że ogranicza to podstawowe wolności obywatelskie, bo fan nie będzie mógł wejść na mecz, w którym jego klub nie gra w ogóle, a przecież wielu zwykłych kibiców chodzi na mecze również jako neutralni obserwatorzy. Co więcej, pojawiła się sugestia, by jakiekolwiek przewinienie na stadionie skutkowało utratą możliwości wyrobienia karty, czyli de facto dożywotnim zakazem oglądania meczów w ligach zawodowych. W takiej formie prawo zresztą przyjęto – dopiero później, po opisanych protestach klubów i kibiców, wprowadzono poprawki i ów zakaz skrócono do 15 lat.

No_alla_tessera_del_tifoso

Karty mają być również środkiem płatności, pełnić rolę kart lojalnościowych i rabatowych. Ale i tu pojawiają się poważne zastrzeżenia – przywódcy ruchu ultras oskarżają bowiem władze o tworzenie gigantycznej bazy danych do celów komercyjnych. Innymi słowy, włoscy fani mieliby obowiązkowo podawać dane i ujawniać swoje preferencje konsumenckie.

Pomysł, by każdy kibic mógł wchodzić tylko na imienne bilety i tylko na stadion jednej drużyny, którą musi zawczasu wybrać, ma wielu krytyków. Wśród nich jest trener włoskiej reprezentacji Marcello Lippi. Nie zostawił on na pomyśle władz suchej nitki i powiedział, że przez takie restrykcje „będą się tworzyły getta”. Kibice zostają bowiem przyporządkowani do określonych grup – a system nie przewiduje zmiany, przekazania biletu innej osobie (np. w przypadku choroby), co jest powszechne m. in. w Premier League czy Bundeslidze.

Kończąc niniejszy artykuł, należy oddać głos samym zainteresowanym, czyli włoskim fanatykom. Giuseppe Russo, wieloletni kibic AC Milan, stwierdził niedawno w wywiadzie dla angielskiego „Guardiana”: „Wystarczy spojrzeć na fakty. Już teraz stadiony są zapełnione najwyżej w połowie w niedzielne popołudnie, a z nowymi przepisami będzie jeszcze 100 razy gorzej. Chodziłem na mecze przez ostatnie 10 lat. Nie tylko po to, by patrzeć na boisko, ale też dla niezwykłej atmosfery tworzonej przez ultrasów. Przestępcy powinni być karani indywidualnie i usuwani ze stadionów, jak w Anglii. Ale są przecież też ultrasi, którzy przychodzą by tworzyć atmosferę, przynoszą barwne flagi i transparenty, a nie powodują problemów. Rozumiem, że włoska federacja uważa swój projekt za sposób na walkę z chuligaństwem, ale dla mnie to tylko kolejny gwóźdź do trumny i krok do śmierci Serie A.”

Nam, mającym w perspektywie rozgrywki Mistrzostw Europy w naszym kraju, pozostaje trzymać mocno kciuki za włoskich kibiców w ich walce z bezdusznością i bezmyślnością władz krajowych, które zdają się z każdym swoim pomysłem wylewać dziecko z kąpielą za cenę uspokojenia opinii publicznej. Oby już nigdzie, przy dostrzeżeniu problemu konieczności wyrugowania ze stadionów niepożądanych zachowań, nie cierpiały jednocześnie rzesze oddanych fanatyków, przychodzące na trybuny głównie dla niepowtarzalności stadionowego kolorytu i niepowtarzalnej atmosfery.

 
Wiara Lecha na Facebooku