Tu jesteś:
| Lech Poznań - Zagłębie Lubin: Zapowiedź meczu |
| Wpisany przez Miłosz |
| środa, 12 maja 2010 00:07 |
|
Historia wszystkich tytułów (fragment mojego tekstu z Magazynu Kolejorz z zeszłego roku)W rundzie jesiennej sezonu 1982/83 Kolejorz grał ze zmiennym szczęściem i na półmetku rozgrywek tracił trzy punkty do faworyzowanego Widzewa. W serii rewanżowej drużyna, której przewodzili Pawlak, Barczak, Niewiadomski, Kupcewicz i Okoński z dużą regularnością zdobywała punkty i po 22. kolejkach dogoniła łodzian. Wtedy niektórzy fachowcy nie dowierzali jeszcze, że Lech może sięgnąć po tytuł, bo i prowadzenie w tabeli zmieniało się jak w kalejdoskopie. Kolejorz wracał na jej czoło po 25. i wreszcie po 28. serii spotkań, by nie oddać go już do końca. Po zwycięstwie w Zabrzu w ostatniej serii Lech mógł świętować zdobycie pierwszego historycznego mistrzostwa. Na powtórzenie tego sukcesu trzeba było czekać tylko rok. Tym razem Lech okupował pierwszą lokatę przez dłuższy okres, spędzając w fotelu lidera łącznie 15 z 30 ligowych kolejek. Po raz czwarty w sezonie 1983/84 zasiadł na nim po spotkaniu z Cracovią w 24 serii i dzielnie go bronił, kończąc rozgrywki „zwycięskim remisem” z Pogonią. W drużynie coraz ważniejszą rolę odgrywali młodzi gracze: Jakołcewicz, Łukasik i Araszkiewicz, którzy przez kolejnych kilkanaście lat dopiero mieli pisać własną lechicką legendę. „Lech na czele”, „Lech liderem tabeli”, „Lech blisko mistrzostwa” jak nigdy wcześniej głosiły w tamtym czasie tytuły gazet, komentując występy legendarnej drużyny Łazarka. Charakterystyczne dla niej było to, że w lidze wchodziła na wyższe obroty dopiero wiosną. Jesienią zaabsorbowana starciami na europejskich arenach często traciła punkty z teoretycznie słabszymi drużynami, ale gdy rozgrywki wkraczały w decydującą fazę potrafiła seryjnie zwyciężać na krajowym podwórku, odrabiając straty do Widzewa, Ruchu czy Pogoni i zasłużenie wypełniając nagłówki „Przeglądu Sportowego” i „Sportu”. Po erze „Baryły” Lech przez kilka sezonów nie potrafił wskoczyć na podium. Dopiero latem 1988 roku na krótko powrócił na pozycję lidera, dobrze zaczynając sezon pod wodzą Henryka Apostela. W miarę rozwoju rozgrywek drużynie wiodło się jednak zdecydowanie gorzej i przyszły trener kadry zrezygnował z pracy już po rundzie jesiennej. Odmienny był przebieg kolejnego sezonu, 1989/90. Po 5. seriach spotkań Lech był przedostatni, z zaledwie jednopunktowym dorobkiem i stratą 9 oczek do liderującego Zagłębia Lubin. Wtedy do Poznania wrócił Jerzy Kopa i już jako menedżer wsparł Andrzeja Strugarka w pracy szkoleniowej. Lech piął się w górę tabeli, zajmując w przerwie zimowej piąte miejsce. Na wiosnę przegrał tylko jedno spotkanie i po wspaniałej wiktorii nad Stalą Mielec na sześć kolejek przed końcem dotarł na sam szczyt. W tamtym spotkaniu 5 bramek zdobył Andrzej Juskowiak, który nie dość, że sam został królem strzelców, to w znacznej mierze przyczynił się do utrzymania prowadzenia w tabeli i sięgnięcia po trzeci w klubowych kronikach tytuł mistrza Polski. Kolejne rozgrywki były okresem wielkich zmian w Lechu, co negatywnie odbiło się na wynikach zespołu. Dopiero w sezonie 1991/92 pod wodzą wracającego z zagranicznych wojaży Apostela KKS włączył się do walki o krajowy prymat. Lech wyszedł na czoło już po 5. kolejce, ponownie gromiąc Stal Mielec i choć jeszcze na chwilę oddał liderowanie Widzewowi, to od 8. do ostatniej 34. serii spotkań rywale oglądali już tylko niebiesko-białe plecy. Kolejorz zakończył sezon z 5-punktową przewagą nad GKS-em Katowice i po raz jedyny w historii był pewny mistrzowskiego tytułu na długo przez ostatnią kolejką. Ogromna w tym zasługa ofensywnego kwartetu, którego zazdrościła nam cała Polska. Podbrożny, Juskowiak, Trzeciak i Skrzypczak ustrzelili wtedy aż 55 z 66 goli zdobytych przez Kolejorza. Po sezonie „Jusko” został sprzedany do Sportingu Lizbona, ale trzej pozostali zawodnicy wspomagani Kazimierzem Moskalem wciąż byli postrachem ligowych bramkarzy. Lech świetnie wszedł w nowy sezon i przez niemal całą rundę jesienną przewodził rozgrywkom, po raz drugi z rzędu zimując w fotelu lidera. W tym czasie klubowe rekordy pod względem długości zachowania czystego konta śrubował Kazimierz Sidorczuk. Wiosną z powodów zdrowotnych odszedł Apostel, a na ławce trenerskiej zastąpił go Roman Jakóbczak. Ten zaczął od dwóch porażek, ale później odbił się w górę, zaciekle goniąc Legię i ŁKS. Wydawało się, że pogoń ta, a tym samym obrona tytułu nie zostaną uwieńczone sukcesem, bo Lech zajął na finiszu rozgrywek dopiero trzecie miejsce. Trzy tygodnie po ostatniej serii spotkań, zwanej też „rundą cudów”, decyzją PZPN anulowano jednak wyniki meczów rywali Kolejorza, którzy „korespondencyjnie” walczyli o tytuł. Dało to Lechowi pierwsze miejsce i tytuł mistrza Polski za sezon 1992/93. Był to najbardziej niezwykły i zarazem najbardziej kontrowersyjny awans na pozycję lidera nie tylko w historii Lecha, ale i całej ligowej piłki. Epilog: Sezon 2009/10 Lech rozpoczął od dwóch efektownych zwycięstw, z Piastem i Koroną. Pozycję lidera, którą po nich zajmował, oddał jednak bardzo szybko. Pechowa porażka z Polonią Warszawa, beznadziejny mecz z Cracovia, przegrana z odwiecznym rywalem przy Łazienkowskiej i szereg innych strat punktów spowodowały, że po 9 kolejkach Kolejorz miał na swoim koncie tylko 14 oczek z fatalnym bilansem bramkowym 17-13. Do liderującej Wisły tracił wtedy aż 11 punktów i włączenie się do walki o mistrzowski tytuł wydawało się nierealne. Dodatkowo Lech targany był kontuzjami, a szczególnie cierpiało na tym zestawienie linii defensywnej. Od tamtej pory, tj. od początku października, niebiesko-biali nie przegrali jednak meczu. Rundę jesienną zakończyli na trzecim miejscu z 8-punktową stratą do Białej Gwiazdy. Wobec tylko 13 wiosennych serii, które pozostały do zakończenia sezonu ta różnica i tak wydawała się zbyt duża. Ale okazało się, że nasi najgroźniejsi rywale mają swoje problemy. Wisła i Legia co jakiś czas notowały wpadki, skutkujące ostatecznie zmianami trenerów, a Lech konsekwentnie gromadził punkty. Dziś może pochwalić się serią 21 meczów bez porażki (14 zwycięstw i 7 remisów) z bilansem bramkowym 33-8 (na wiosnę Kolejorz wygrał 9 z 12 meczów, bramki 22-4). To właśnie dzięki niej ma dziś szansę na powtórzenie sukcesów sprzed lat. I to wszystko w sezonie, w którym jesienią grał na stadionie we Wronkach, w sezonie, w którym wszystko wydawało się już przegrane... Przedstawienie rywalaZagłębie - ubiegłoroczny beniaminek - fatalnie rozpoczęło ten sezon. 0:4 z Legią, 1:4 z Wisłą, 1:4 z Piastem, 0:1 z Ruchem i 0:2 z Arką. Pięć porażek, ostatnia lokata, odpadnięcie z PP z Piastem Kobylin, rozbita drużyna, kontuzje czołowych graczy i niemogący sobie poradzić z zespołem debiutujący w roli trenera Andrzej Lesiak - wszystko to sprawiało, że miedziowi wydawali się pewnym kandydatem do spadku. Lekiem na całe zło okazało zatrudnienie Smudy i szybkie transfery dwóch graczy, którzy teraz wyróżniają się w Lubinie - Traore z Gorzowa (który był poważnie przymierzany do Lecha) i Ekwueme z Legii (wypożyczenie). Bilans byłego trenera Lecha w Lubinie to 14 punktów w 12 spotkaniach. W debiucie wygrał 1:0 z Polonią W., potem w 12. kolejce zwyciężył z Polonią B., a w 13. z Odrą. Pozwoliło to na opuszczenie ostatniego miejsca w tabeli, ale choć miedziowi zaczęli grać lepiej niż na początku rozgrywek, to i tak zimowali w strefie spadkowej. Dodatkowo zespół opuścił Smuda, a jego zastępcą został Marek Bajor. Tego, co stało się wiosną nie oczekiwał chyba nikt. Zagłębie nie przegrało 9 kolejnych spotkań, zyskując miano rycerzy wiosny i szybko zapewniając sobie ligowy byt. W tym czasie drużyna wygrała m.in. z Ruchem i Bełchatowem. Pogromcę znaleźli dopiero w 27. kolejce w spotkaniu z Polonią Bytom. W tym roku miedziowi zdobyli 21 ze swoich 35 punktów i w takim zestawieniu ustępują tylko Lechowi. Ich bilans to 8-11-10 i o dziwo są drużyną, która więcej spotkań i minimalnie więcej oczek zdobyła na wyjazdach (bilans 5-3-6). Lubinianie zdobyli łącznie 30 goli (7. wynik w lidze), a stracili 36 bramek (10. wynik). Pozornie nie mają już o co walczyć. Ale do końca nie jest to prawdą. Zagłębie po remisie z Koroną wskoczyło na 6. pozycję. Tak wysoko w tym sezonie jeszcze nie byli, a że lokaty na koniec mają przełożenie na pieniądze od C+, to stawka tego meczu jest dla nich spora. Mogą bowiem spaść o 4 pozycje, a więc potencjalnie utracić aż 800 tysięcy złotych. Dlatego też, jak poinformowano w Lidze+ Ekstra, dla zawodników za zwycięstwo z Lechem przygotowano podwójną premię. Na kogo w Zagłębiu zwrócić szczególną uwagę i gdzie są najsłabsze punkty? Bez wątpienia największą gwiazdą drużyny jest Bułgar, Ilijan Micanski. Sprowadzony za grosze z Lecha napastnik ma na swoim koncie aż 14 goli (aż 11 wiosną!; blisko połowa goli drużyny) i jest wiceliderem klasyfikacji strzelców. Potwierdza więc świetną dyspozycję z poprzedniego sezonu, gdy został najlepszym strzelcem I ligi (26 bramek). Dzielnie wspomaga go sprowadzony ze Stilonu za 0.5 mln złotych Traore. 6 bramek i 4 asysty i dużo zamieszenia, które robi z przodu wystawiają mu świetną cenzurkę. Formację ofensywną uzupełnia strzelec trzech goli w tym sezonie, Wojciech Kędziora. W pomocy wyróżnia się wypożyczony z Legii Ekwueme, wspomagany najczęściej przez Mateusza Bartczaka (3 asysty) i Hanzela (2 asysty), który ma na swoim koncie zdecydowanie najwięcej rozegranych minut w całej drużynie. Obronę trzyma kapitan zespołu Stasiak, a na lewym boku nieźle (szczególnie w ofensywie) spisuje się sprowadzony przed rokiem z KS Wisły gracz z Zimbabwe Costa Nhamoinesu. Po prawej stronie pewnym punktem jest Grzegorz Bartczak (stracił niemal całą rundę jesienną przez kontuzję kolana), a Stasiaka na środku wspomaga Kolumbijczyk Sergio Reina Piedrahita, który poprzedni rok spędził w lidze peruwiańskiej. W bramce na koniec sezonu miejsce wywalczył Serb Bojan Isailović. Warto wspomnieć, że dostał on powołanie na zgrupowanie swojej reprezentacji przed Mistrzostwami Świata, a więc jest jednym z trzech - obok Muchy i Kirma - zawodników z naszej ligi, który ma szansę wystąpić w tej imprezie. Z Isailoviciem w składzie Zagłębie nie przegrało (4 zwycięstwa + 5 remisów), a Serb puścił tylko 5 goli. Co pocieszające, aż 4 w trzech ostatnich spotkaniach. Czterech zawodników Zagłębia było zagrożonych pauzą w meczu z Lechem, ale nikt z nich nie obejrzał żółtej kartki w zremisowanym meczu z Koroną. Historia spotkań Lecha z Zagłębiem w ostatnich sezonach:
Jesienią przełamaliśmy serię 5 spotkań bez zwycięstwa. Nie zmienia to faktu, że Zagłębie jako jedna z nielicznych drużyn w Poznaniu w ostatnich latach poczynała sobie nadspodziewanie dobrze i zazwyczaj urywała nam punkty. O co walczymy?Tytuł, medale, puchar i miejsce w historii. To po pierwsze. Po drugie, o realne pieniądze od stacji Canal+. Każda pozycja w tabeli wyżej to 200 tysięcy złotych. Mistrz dostanie 3.2mln, a łącznie od tej stacji Kolejorz może otrzymać aż 10mln (startowe + pokazane mecze z jego udziałem). Po trzecie, o miejsce w eliminacjach Ligi Mistrzów. Mistrz Polski zaczyna od III rundy eliminacji. Jeśli Young Boys Berno zostanie Mistrzem Szwajcarii, a Sparta Praga nie wygra ligi w Czechach, to mamy szansę na rozstawienie. Awans do IV rundy to już pewna faza grupowa Ligi Europy, a wygrana otwiera drogę do fazy grupowej LM. W IV rundzie Lech rozstawiony nie będzie, ale awansować do właściwych rozgrywek od zeszłego sezonu, gdy wprowadzono podział na część mistrzowską i inną, jest dużo łatwiej niż w latach poprzednich. Po czwarte, Mistrzostwo Polski to zupełnie inna karta przetargowa w rozmowach ze sponsorami, zawodnikami, którzy mogliby Lech wzmocnić i możliwość przyciągnięcia większej liczby kibiców na nowy stadion. Po piąte, jeśli Lech wygra przeskoczy w tabeli wszechczasów Cracovię, która obecnie zajmuje 5. lokatę. Wówczas bylibyśmy za Ruchem, Górnikiem (po 14 tytułów), Wisłą (12, z czego 7 w ostatnich 11 latach) i Legią (8). O laur dla siebie walczy też Robert Lewandowski. Z 17 bramkami na koncie Lewy przewodzi w klasyfikacji strzelców i jako zawodnik poznańskiego klubu ma szansę po raz 9. w historii wywalczyć koronę króla strzelców (Anioła - 49, 50, 51, Okoński - 83, Juskowiak - 90, Podbrożny - 92, 93, Reiss - 07). Kto w tym sezonie grał w Lechu?
Łącznie: 29 zawodników, z czego kilku już w Lechu nie ma; co nie zmienia faktu, że myślałem, że było ich znacznie mniej
Mecz z Zagłębiem prawdopodobnie będzie ostatnim w barwach Lecha dla Roberta Lewandowskiego. Czasem można było mieć do niego pretensje o brak zaangażowania i samolubność, ale za całokształt tego co zrobił przez te dwa lata w Poznaniu, a przede wszystkim za to, jak starał się w ostatnich kolejkach, należy mu się ogromne "dziękuję". Mecze ostatniej kolejki Ekstraklasy rozgrywane są równolegle w sobotę 15 maja od godziny 17.00. W innych ciekawych spotkaniach Korona zagra z Ruchem, Śląsk z Arką, a Piast z Cracovią. No i wreszcie gwoli podsumowania: Panowie, nie spieprzcie tego. Sam miałem mnóstwo wątpliwości i byłem bliski spisania tego sezonu na straty. Ale w ostateczności wszystko - wliczając w to zatrzymanie w klubie Kotora jako teoretycznie trzeciego bramkarza - okazało się mieć sens i fajnie się ułożyło. A teraz zbyt wiele dla przyszłości tego klubu można tym sobotnim spotkaniem osiągnąć, by w ogóle dopuszczać do siebie myśl, że może się nie udać. |



1983, 1984, 1990, 1992 i 1993 - to daty magiczne w historii Lecha Poznań. Po ostatniej kolejce - a ściślej mówiąc po tym, co stało się w doliczonym czasie gry w Chorzowie i Krakowie - szanse na to, że rok 2010 będzie można dopisać na końcu tej serii wzrosły znacząco. Teraz wszystko jest tylko i wyłącznie w rękach Kolejorza, bo jeśli Lech pokona Zagłębie Lubin, to bez znaczenia będą wieści ze Suchych Stawów, gdzie Wisła podejmie wciąż mającą szansę na utrzymanie Odrę. Co nas czeka w sobotę? Z jednej strony wielka szansa i mecz w bastionie przy Bułgarskiej, gdzie w tym roku wygraliśmy wszystkie sześć meczów. Z drugiej, ogromny stres i rywal w postaci rewelacji rundy wiosennej, który w tegorocznej tabeli jest drugi. Miejmy nadzieję, że 15 maja około godziny 19.00 będą nam towarzyszyć już tylko pozytywne emocje.




