|
Nie jest już żadną tajemnicą, że kolejna burza przetacza się nad Bułgarską – naszym drugim domem. Co wtedy robi kibic? Zdejmuje koszulkę i śmieje się naturze w twarz. Dziś nie jest inaczej z tą tylko różnicą, że wichry nadchodzą z Warszawy, gdzieś z okolic Czerskiej. Wieje, dmie i spokój zakłóca, przynajmniej próbuje. Nieudolnie, pokracznie i tylko z sobie wiadomych powodów.
Błazeńsko brzmią słowa świętego oburzenia tych, co „nie płakali po papieżu”. Bo świat, który chcą stworzyć wierząc w moc sprawczą swego słowa nie istnieje. Logos to przymiot boski, nie dziennikarski. Kłamstwem nie da się zbudować nowego ładu, choćby nie wiadomo jak bardzo w nie wierzyć. Dowcip opowiedziany raz śmieszy, opowiedziany po raz kolejny jest już tylko dykteryjką, po raz wtóry wzbudza litość.
Niech zatem dotrze do pseudodziennikarzy z „Gazety Wyborczej” taki oto obrazek. Właśnie teraz, właśnie w tym momencie – zdejmujemy koszulki, niebiesko – białe szale w dłoń, a nad Poznaniem słychać pieśń dziesiątek tysięcy gardeł:
„Każdy z nas to wie, co w życiu liczy się, tylko poznański Lech, niebiesko – biały herb, w żyłach szlachetna krew. Będziemy razem z nim, do końca naszych dni, duma i wiara w nas, nic nie zatrzyma nas!”
W sumie to jesteśmy przekonani, że i tak nic nie zrozumiecie, tak jak nie rozumiecie fenomenu Lecha Poznań i jego kibiców. Mało nas to obchodzi, bo my nie żyjemy Waszym życiem, a wiemy, że nasze jest dla Was nieosiągalne. Nigdy nie zrozumiecie co to wierność, honor i rozmiłowanie w tradycji. Strasznie smutne musi być takie trwanie – dla pieniądza, bez wartości, z dnia na dzień.

My budujemy i jesteśmy częścią historii. Wielką rodziną. Przerastamy Was o lata świetlne. A teraz Wy zastanówcie się, czy zrobiliście w życiu, choćby zawodowym, coś z czego Wasze dzieci i wnuki będą mogły być dumne. Na zmianę swego postępowania, nawet radykalną nigdy nie jest za późno.
|