Tu jesteś:
| Lech Cup U-12 2010 |
| Wpisany przez Bodziu |
| niedziela, 19 grudnia 2010 21:07 |
|
I tym razem trzeba napisac, że daliśmy radę, choc w tym roku (a jest to też opinia wielu z obecnych w niedzielę aktywnych kibiców) zdecydowanie zabrakło "tego czegoś". Nasz doping rozbrzmiewał bowiem jedynie przez 20 minut meczu Lecha z londyńskim Tottenhamem, przez co może się wydawac, że nasza wizyta, zamiast radosnego spontanu miała bardziej charakter koniecznego do spełnienia obowiązku. Trudno nawet napisac, co było tego przyczyną - czy to powolne, ale nieuniknione wyczerpywanie się formuły turnieju, czy brak etatowych "animatorów" (w tym miejscu należny szacunek dla osoby, która wzięłą na siebie "ciężar" prowadzenia dopingu :)) czy też z faktu braku młodych piłkarzy Lazio - ulubieńców kiboli w zeszłym roku :) Żeby już skończyc jednak z tym samobiczowaniem się, trzeba jednak zauważyc, że jak już rozbrzmiał - nasz doping tego dnia był całkiem równy i głośny. Nie zabrakło "hitów", czyli "W grodzie...", "Każdy z nas...", a nawet "Niebieskiego z białym..." :) Jak co roku również Arena rozbłysła od pirotechniki (tym razem w postaci stroboskopów i rac) uzupełnionej chaosem z flag na kijach. Mając na uwadze, że podobną prezentację wykonaliśmy w czwartek w Salzburgu (co oczywiste - z o wiele większym rozmachem) - pod tym kątem "trening" można z pewnością uznac zatem za udany. Na turnieju nie zabrakło piłkarzy Kolejorza z Kriwcem, Rudnevsem i Bandrowskim na czele. Z kronikarskiego też obowiązku trzeba wspomniec, że młodzi poznaniacy ostatecznie ulegli londyńczykom, zajmując finalnie w turnieju 10.miejsce. Podziękowaliśmy im jednak za walkę i przypomnieliśmy, że miłośc do Lecha jest od wyników sportowych całkowicie niezależna. Turniej i nasz w nim udział odbił się, jak co roku, szerokim echem tak w mediach krajowych (portal Interia.pl podał nawet, że dopingujących było tysiąc - mimo dobrej frekwencji aż tak dobrze chyba jednak nie było), jak i zagranicznych (w tym również tych kibicowskich). Powyższe uzasadnia kontynuowanie trunieju również w latach następnych i uzasadnia także sens naszej na nich obecności. MUSI jednak wrócic atmosfera z tych pierwszych naszych grudniowych skrzyknięc, żebyśmy sami z sobą się nie męczyli, tylko czerpali z tego niedzielnego przedpołudnia niewypowiedziana frajdę. Trzeba wierzyc, że dokładnie tak będzie już za rok. |



Swoistą świecką lechową tradycją stały się już nasze wizyty w jeden z mroźnych niedzielnych grudniowych dni w poznańskiej Arenie, kiedy to licznie stawiamy się dopingowac i sprawiac niezwykłą frajdę młodym lechitom z rocznika '98 i młodszych, którzy rokrocznie spotykają się ze swoimi rówieśnikami z całej Europy w ramach rozgrywanego cyklicznie turnieju Lech Cup. Przy okazji mamy wtedy też okazję do przecwiczenia naszego wokalnego repertuaru, którego głośne wykonywanie na wiosnę ma nieśc drużynę do zwycięstw tak w lidze, jak i (tak jest na szczęście w tym sezonie) w ewentualnych rozgrywkach europejskich pucharów. Nie inaczej było i tydzień temu - 12 grudnia.




