Tu jesteś:
| Sporting Braga - Lech Poznań: koniec pucharowej przygody |
| Wpisany przez Bodziu |
| poniedziałek, 28 lutego 2011 18:10 |
|
Sposobów dotarcia do miasta leżącego na północy Portugalii było na marginesie naprawdę sporo. Oprócz dwóch czarterów lecących z Poznania do Porto (w tym mieście znajduje się położone najbliżej Bragi lotnisko), fanatycy udawali się do tego miasta drogą lotniczą przez Londyn, Brukselę, Mediolan czy Madryt, niejednokrotnie spędzając całe noce na lotniskach. Przylot do Porto wynagrodził chyba jednak wszystkie niewygody. Możliwość plażowania nad oceanem przy temperaturze plus dwudziestu kilku stopni (w Polsce temperatura również wyniosła wtedy dwadzieścia stopni Celsjusza, ale…na minusie) w końcu lutego zawsze musi wprawić w dobry humor. Zdecydowana większość kiboli zjawiła się w klimatycznym Porto już w środę - zaludniając wąskie miejskie uliczki i nadrzeczny deptak. Silne przedstawicielstwo naszych kibiców stawiło się też na środowym meczu Ligi Europy pomiędzy FC Porto a FC Sevillą, budząc uznanie tak miejscowych, jak i przyjezdnych. Ci ostatni spinali się zresztą na mieście do pojedynczych osób, ale zabrakło im już jednak takiej odwagi w stosunku do większej grupy. Po porannym zwiedzaniu Bragi i okolic, jak na większości europejskich wyjazdów, stawiliśmy się na głównym placu miasta i przy akompaniamencie głośnych śpiewów ruszyliśmy przemarszem na stadion. Tu jednak czekała nas bardzo niemiła niespodzianka w postaci zachowania się portugalskiej policji, która postanowiła „umilić” nam marsz teleskopowymi pałkami. Jak łatwo się domyślić - nie do końca nam się to spodobało. Po „negocjacjach” mogliśmy jednak nasz przemarsz kontynuować - po wcześniejszym udzieleniu pomocy poszkodowanym, ale prowokacje miejscowych „stróżów prawa” miały też miejsce jeszcze pod stadionem. Z pewnością lokalni w pełni potwierdzili zdanie wielu europejskich ekip o służbach na Półwyspie Iberyjskim, które zdają się składać z samych życiowych niedojd i frustratów. Co do samego meczu, to bardzo delikatnie rzecz ujmując, nie był on w naszym wykonaniu udany. Bardzo przeciętny doping, mimo pełnego sektora z pewnością chwały nam nie przynosi i tylko w części może być wytłumaczony tym, że niektórzy z obecnych zdawali się traktować ten wyjazd jako turystyczną, rodzinną wręcz wycieczkę. Braga również dopingiem nie powaliła na kolana, choć trzeba przyznać, że znajdujący się naprzeciwko nas młyn grupy Bracara Legion momentami śpiewał bardzo melodyjnie i dość głośno, w asyście kilku dużych flag na kijach. Kopacze też po raz kolejny nas nie rozpieścili i temu, że chciało im się walczyć jedynie przez ostatnie kilka minut meczu, zawdzięczamy odpadnięcie z tegorocznej edycji europejskich pucharów. Pozostaje nam wrócić do wyjazdów ligowych i pucharowych, z nadzieją, że grajki w końcu się ogarną (tak jak i my w kwestii wyjazdowego dopingowania w naszym poznańskim stylu) i będziemy mogli jak najdłużej reprezentować polski sposób kibicowania również w przyszłorocznej edycji pucharowych rozgrywek pod egidą UEFY. |



Pomimo tego, że Poznań i Bragę dzieli prawie 3 tysiące kilometrów – wyjazd do Portugalii cieszył się wśród nas sporym zainteresowaniem i to już od momentu ogłoszenia na niego zapisów. Przyczyniły się do tego pewnie tak teoretycznie możliwy do pokonania na murawie przeciwnik, jak i perspektywa spędzenia kilku lutowych dni w portugalskim słońcu. Ostatecznie stawiło się nas w Bradze 970, co z pewnością trzeba uznać za dobrą liczbę, mając na względzie kwestię odległości czy możliwości dotarcia, jak i wydrenowane jesiennymi wyjazdami kieszenie.




