Tu jesteś:

Start » Inne aktualności » Wyjazdy » Spirala strachu, czyli prasówka z Czech
Spirala strachu, czyli prasówka z Czech
Ocena użytkowników: / 51
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Karol   
sobota, 31 lipca 2010 10:00
AddThis Social Bookmark Button

szaleKiedy po południu 16 lipca do Czech dotarła informacja, że praska Sparta zmierzy się w 3. rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów z Mistrzem Polski – poznańskim Lechem, w Czechach rozpoczęła się prawdziwa spirala strachu. I to nie dlatego, że czeskie media obawiały się poznańskich piłkarzy. Emocje w Pradze wzbudzały głównie wieści o przyjeździe do stolicy Czech wielotysięcznej, dzikiej hordy chuliganów z Poznania chcącej plądrować, rozrabiać i niszczyć.

Czescy dziennikarze szybko zauważyli że temat będzie poczytny. Zaczęło się.

Prago strzeż się! Do Czech przyjeżdżają polscy kibice.

Chuligani Lecha Poznań należą do tych najradykalniejszych i najagresywniejszych. „Kibice Leżąch należą do najniebezpieczniejszych w Europie, przygotowujemy silną grupę służb bezpieczeństwa. Niektórzy z ultrasów Lecha pewnie nawet do Pragi nie dotrą. Przejścia graniczne będą monitorowane i sprawiający problemy kibice będą zawróceni jeszcze przed przekroczeniem czeskiej granicy. Bezpieczeństwa w Pradze pilnować będzie 500 policjantów, a z góry miasto będzie obserwowane z helikoptera. W zanadrzu gotowe do akcji będą też jednostki specjalne” – mówiła na łamach prasy rzeczniczka praskiej policji.

Lechici zażądali od Sparty aż 3 tysiące biletów. „Nie mogliśmy na to pozwolić. Nie mamy tak dużego sektora dla gości. Kibice Lecha otrzymają 2335 biletów, tyle ile otrzymały do dyspozycji inne ekipy grające ze Spartą w europejskich pucharach”-cytowano jednego z działaczy Sparty. Do Pragi przejedzie prawdopodobnie dodatkowo kilkuset kibiców bez biletów – biły na alarm czeskie dzienniki.

 Rewelacyjne doniesienia opublikowali dziennikarze czasopisma „Tyden” :

Siekiery i podkute buty – polscy chuligani zmierzają do Pragi

Praskimi ulicami zatrzęsie siła polskich chuliganów. Do metropolii przyjedzie kilka tysięcy kibiców Lecha Poznań – postrachu Europy. Żaden inny polski klub nie ma tylu kibiców. Żaden inny polski klub nie ma tylu agresywnych kibiców. „To są szaleńcy. Ich wyjazdy bywają postrachem dla miasta do którego jadą. Co więcej nie widzą problemu, żeby podczas walki używać broń. Moją podkute buty, specjalne paski... wyjątkiem nie są i małe siekiery” – mówi jeden z doświadczonych chuliganów Sparty. „Bitwa nie jest jednak prawdopodobna. Maksymalnie z policją. Nikt ze Spartanów nie chce nawet z Polakami zaczynać. Oni w walce są zupełnie inni – nie mają żadnych zasad”. Policja na Polaków szykuje się tak jakby do miasta przyjeżdżały oddziały żądnych walki żołnierzy. „Wiemy kim są, wiemy co potrafią” – mówi rzeczniczka policji. Ostatni incydent z zagranicznymi chuliganami miał miejsce w sierpniu zeszłego roku kiedy to Pragę „odwiedzili” fani Crvenej Zvezdy Belgrad, która grała w lidze europejskiej ze Slavią. Pochód serbskich chuliganów centrum Pragi zakończył się przy stacji Mustek, gdzie kibice zniszczyli wejście do metra. Nastąpiła bardzo twarda reakcja policji. Zatrzymano 98 kibiców. „Polacy to jednak ekipa z jeszcze wyższej półki, głównie jeśli chodzi o stopień agresji. Serbowie poddali się w miarę łatwo, chłopaki z Poznania przygotowani są na twardą walkę – specjalnie tego szukają” -komentuje chuligan Sparty.

Czy idzie dobrze czy źle, poznański stadion zawsze wypełniony jest po brzegi. Lech ma ogromne wsparcie fanów. „Praga może się cieszyć na niezapomnianą wizytę”-pisze jeden z fanów na forum dyskusyjnym Lecha. Według niektórych źródeł z Polski może przyjechać nawet 4 tysiące kibiców.

 Wielokrotnie wspominano też o zachowaniu polskich chuliganów podczas meczu narodowych reprezentacji Czech i Polski.

 Ciekawostką chcieli pochwalić się także dziennikarze z internetowego wydania „Lidovych Novin” :

Piłkarski mecz polskiej ligi pomału dobiega końca, a kibice wyciągają białe chusteczki. Gest ten skierowany jest do trenera. „Wtedy już wiedzieliśmy, że z nami koniec. To kibice rządzili klubem. Kiedyś przerwali nam nawet trening, chcieli porozmawiać z piłkarzami. Pytali na przykład piłkarzy czy zarabiają wystarczająca dobrze. Gdyby powiedzieli że nie, kibice byli gotowi pięściami wymusić na zarządzie podwyżki” - wspomina Bohumil Panik.

 Wreszcie czeska agencja prasowa postanowiła zasięgnąć informacji bliżej źródła i przeprowadziła często później cytowane wywiady z Poznaniakami:

„Będzie można o nas usłyszeć, ale tylko dlatego że będziemy głośno śpiewać. Poza tym jesteśmy normalnymi, cywilizowanymi ludźmi. Chcemy w Pradze pokazać, że to co się o nas mówi jest nonsensem – mówił doskonale nam znany Jarek Pucek z Wiary Lecha.

 Sytuacje uspokajał także rzecznik prasowy poznańskiej policji Andrzej Borowiak „Fani Lecha już od kilku lat nie sprawiają problemów. Myślę i wierzę, że nasi kibice zachowywać się będą tak jak podczas dotychczasowych europejskich wyjazdów i że mieszkańcy Pragi powodów do strachu mieć nie będą ”

 Pismakom to jednak nie wystarczyło. Oni jak zwykle wiedzieli swoje. W dzień meczu mieszkańców Pragi ostrzegał między innymi dziennik „Dnes”:

Do praskiej metropolii zmierza ponad 2 tysiące polskich piłkarskich fanów poznańskiego Lecha, którzy należą do tych najagresywniejszych. Mieszkańcy Letnej powinni zastanowić się czy nie warto byłoby przeparkować samochody.

Dzień po meczu o poznańskich kibolach czeska prasa pisała już raczej w zupełnie innym tonie. Niektóre gazety trzymały się jednak wcześniej postawionych założeń i nie chciały przyznać się do błędu. Zdarzały się także śmieszne wpadki.

 „Fani z polskiego Poznania utworzyli na Staromiejskim Rynku niebieską oazę. Było ich tam 3000. Podczas pochodu Pragą nie sprawiali problemów. Zatrzymano za to 20 chuliganów Sparty” - dziennik Blesk

 „Mają reputację brutali, rabusiów i przestępców, którzy zdolni są do wszystkiego, ale w Pradze przypominali raczej miłe baranki. Kibice poznańskiego Lecha poprawili swoją renomę i w drodze na wczorajszy mecz uniknęli jakiegokolwiek incydentu. Polacy zachowywali się wzorowo, a zamiast zadymami zwrócili na siebie uwagę zapierającym dech w piersiach dopingiem dla swojej drużyny... Gdziekolwiek się nie spojrzało było wczoraj niebiesko... Kibice ruszyli w stronę Letnej. Dwutysięczny tłum przechodził obok luksusowych butików i błyszczących drogich samochodów. Każdy myślał, że to nie może się skończyć dobrze. Jednak było dobrze. Poza wielkim hałasem i wielką ilością zapalonych rac poznańska horda przeszła centrum Pragi bez wyrządzenia szkód. Dziwiła się także policja - „Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem. Tylu ich jeszcze nigdy nie było, a przy tym nie zrobili nic złego” . Polacy po prostu zaskoczyli Pragę. W dobry sposób. Jednym z powodów mogło być to, że kibicom Lecha w Pradze bardziej nie podoba się Slavia – ze względu na przyjacielskie stosunki z Górnikiem Zabrze, jednym z polskich rywali Lecha” - „Lidove Noviny”

 „Polscy chuligani byli nieoczekiwanie bezproblemowi.

Policja miała pracę jedynie z grupą Spartanów, która chciała napaść przed stadionem na Polaków. Smród z rac był jedynym problemem jaki sprawili fani Lecha w Pradze... . „Zarząd Lecha jakiś czas temu wykonał bardzo skuteczny krok – nawiązał współpracę z szefami klubowych chuliganów. I to działa, jest spokój” - mówi sprawozdawczyni Czeskiego Radia w Warszawie. Na czym ta współpraca polega? „Zarząd umożliwia kibicom, aby sami rozdysponowali bilety na mecze zagraniczne. Szefowie kibiców robią to według własnego klucza: Szansy na uzyskanie biletu nie ma ten kto sprawiał wcześniej jakiś problem. Bilety dostają ci, którzy kibicują regularnie i aktywnie udzielają się w tworzeniu choreografii”. Jakieś eksces się według sprawozdawczyni czasem przydarzy, ale w zasadzie kibice Lecha zachowują się dobrze. „Jeśli tylko nie wliczamy w to zorganizowanych walk. Bilans ustawionych walk Lecha Poznań pokazuje, że aż takimi potulnymi barankami to oni nie są. W ciągu ostatnich dziesięciu lat Lechici przegrali tylko jedną bitwę, gdy starli się z kibicami z Gdyni” ... „Chociaż kibicami Lecha rządzą ludzie którzy mają jakieś adnotacje w papierach, w porównaniu z tym jak prezentują się fani Legii i Wisły, Lechici są całkiem zdyscyplinowani” - podsumowuje sprawozdawczyni Czeskiego Radia.” - „hospodarske noviny”

 „Dwa tysiące baranków dopingowały na Letnie Lecha Poznań.

Kibiców Lecha pilnowało w Pradze 500 policjantów i helikopter. Niepotrzebnie. - „Dnes”

 „Niebieska lawina pełna radości i spokoju” - tytuł dziennika Sport

 „Mieliśmy się ich bać, Polscy fani zaskoczyli Pragę.

Już od poprzedniego tygodnia czeska opinia publiczna pogrążała się w strachu. Do Pragi mieli przyjechać kibice, którzy w domu w Polsce wywołują terror i podczas bitwy nie bają się sięgać po broń. Obywatele czeskiej metropolii mieli jeszcze świeżo w pamięci to jak w Pradze „rządzili” kibice Dinama Zagrzeb, którzy przed dwoma laty demolowali miejscowe kawiarnie. Polscy chuligani pokazali jednak swoją łagodniejszą twarz”-sport.cz

 „Ogień, krzyk, śpiewy. W Pradze zagrzmiało.

Długo wyglądało to tak, jakby kibice Lecha przyjechali do Pragi milczeć. Od południa na Staromiejskim Rynku niebieskie grupy szwendały się w ciszy. Dopiero po szóstej wieczorem się zaczęło. Szef polskich kibiców wspiął się na rusztowanie przy ratuszu i zawołał „swoich” do siebie. Rozpoczął się niewiarygodny teatr pełen hałasu, śpiewu i ognia. Lech wyruszył na Letną.

Do Pragi przybyły tłumy Polaków. Podczas słonecznego przedpołudnia czeska metropolia zamiast zadym przeżyła przyjacielską atmosferę jak na jakimś muzycznym festiwalu. Żadnych krzywych spojrzeń, żadnych zaczepek. Polacy cicho spoglądali na piękne dziewczyny, nie zdenerwował ich nawet kibic w koszulce Sparty. Gdy policja kazała mu zdjąć koszulkę, żeby nie prowokować, Polacy się dziwili. Zupełnie nie wiedzieli, że ruda koszulka to koszulka Sparty. Czekano, długo czekano. Kto da rozkaz żeby ruszyć na stadion i kiedy? Było to strasznie nagłe i jakby z niczego. „Lechu, Lechu!”, zaintonował z rusztowania na ratuszu szef poznańskich kibiców. W mgnieniu oka niebieska fala przypłynęła z całego rynku pod sam ratusz. Cały tłum na rozkaz swojego bossa krzyczącego do megafonu zaczął śpiewać klubowe piosenki, całe centrum dudniło tysiącami podekscytowanych głosów. Śpiewali łysi i silni, studenci w okularach, młodzi, starzy, ale i delikatna dwudziestoletnia blondynka. „Lechu, Lechu!” Około 18.15 ogromna masa nagle ruszyła pod okiem policji Ulicą Paryską w stronę Wełtawy. Zapalali race, nie przestawali śpiewać. Kordony policji oddzielały ich od Prażan i turystów, a ci wszyscy patrzyli w osłupieniu na uczestników pochodu. ”Tych jest jakiś milion. Nie widzę żeby ten wąż gdzieś się kończył"- mówili gapiowie - internetowe wydanie dziennika sport.

 Magazyn tyden.cz dodaje : „Gdyby ten ogromny polski ludzki wąż tylko chciał konfliktu, policja miałaby ogromny problem. A gdzie była w końcu ta broń, którą według czeskiej policji używają Polacy? Ich bronią były struny głosowe, uśmiechy i pasja. I na stadionie było wszystko w radosnym rytmie.

To jest paradoks. Rzekomo najniebezpieczniej kibice w Europie średniej byli tak maksymalnie radośni. Swoim świetnym praskim występem zrobili sobie żart ze wszystkich – głównie z nas - wystraszonych mediów.”

 I to ostatnie zdanie bardzo trafnie podsumowuje naszą wizytę w Pradze. Jak widzimy problem z nierzetelnym dziennikarstwem nie jest tylko naszym polskim problemem. Mamy jednak nadzieję, że podczas naszej kolejnej wyprawy za Lechem w europejskich pucharach sytuacja psychozy już się nie powtórzy. Rozsądek podpowiada jednak, że problem wróci do nas już niebawem.

 

Na koniec jeszcze relacja kibola Sparty z chyba najlepszej strony internetowej Sparty www.spartaforever.cz:

"Mecz trzeciej rundy eliminacji ligi mistrzów z Lechem Poznań to zupełnie co innego niż poprzedni spacerek z Lipawą, tak zakładał właściwie każdy. A było to tak..

Kiedy do Pragi doszły wieści, że na mecz eliminacyjny do Pragi chce przyjechać około 5 tysięcy kibiców Lecha, niektórzy nie dowierzali. Na miłość Boska, tyle ludzi na eliminacje ligi mistrzów?

Dokładnie dwie i pól godziny przed pierwszym gwizdkiem arbitra, na Staromiejskim Rynku około 2 tysięcy niebieskich jak na komendę zerwało się z ławek, trawników, bruku i z tego wszystkiego, na czym mogli w spokoju zbierać siły, tak potrzebne podczas wieczornej bitwy u nas na Sparcie, i ruszyło w kierunku bocznej części ratusza. Znajdujące się tam rusztowanie posłużyło liderowi polskich kibiców jako podest. Najpierw bez megafonu (a później z nim) zaintonował on plejadę największych hitów. Turyści z najróżniejszych zakątków świata szybko odpuścili sobie oglądanie figurek na staromiejskim zegarze i z otwartymi ustami podziwiali megaprzedstawienie fanów Mistrza Polski. To było naprawdę mocne pier******cie!

Kiedy kocioł wyczerpał repertuar, znów jakby na sygnał wszyscy obrócili się w prawo i ruszyli w kierunku Letnej. Pochodowi towarzyszyła niezliczona liczba służb bezpieczeństwa i dziennikarzy prawdopodobnie oczekujących na wielka zadymę. Trzeba przyznać, że kibice Lecha Poznań prezentowali się tego wieczora na szóstkę z wykrzyknikiem. O ile na ulicach Pragi pozostawili bardzo sympatyczne i pozytywne wrażenie, o tyle na stadionie zachowywali się tak, że czy ktoś chciał czy nie, musiał ściągnąć czapkę z głowy. Całomeczowy żywiołowy doping był tak intensywny i zagorzały, ze pokazał jak ogromna jest różnica (przynajmniej w tym przypadku) pomiędzy wielkością i intensywnością dopingu polskich i czeskich kibiców. Jasnym jest, że Lech Poznań musiał się czuć w Pradze jak w domu, dlatego że cztery razy mniejszy kocioł Sparty po prostu nie miał szans przeszkodzić gościom z Polski. Mimo, że w dopingu pomagała nawet nasza prosta, to nie ma co się okłamywać - efekt przynajmniej w okolicach sektora gości był praktycznie zerowy."

 
Wiara Lecha na Facebooku