Tu jesteś:

Start » Mecze Kolejorza » Lech-Cracovia: Wreszcie u siebie
Lech-Cracovia: Wreszcie u siebie
Ocena użytkowników: / 50
SłabyŚwietny 
Wpisany przez qli   
niedziela, 07 marca 2010 09:11
AddThis Social Bookmark Button

kibice_kolejorzaOj naczekaliśmy się na mecze u siebie, naczekaliśmy. Aż 9 długich miesięcy trwała rozłąka z "miejscem, które nazywamy domem" i zakończyła się meczem z przyjaciółmi z Cracovii.

Co ciekawe, ostatni mecz na i tak już wtedy okaleczonym stadionie odbył się właśnie z Pasami i kończył  niezbyt udaną rundę wiosenną. Nasze późniejsze kibicowskie losy są powszechnie znane, więc wszyscy w napięciu śledziliśmy informacje o prawdopodonym, choćby częściowym, oddaniu stadionu do użytku. Co prawda nasz obiekt stadionem jest jeszcze tylko z nazwy, a budowa trwa praktycznie wszędzie, to jednak każdy nas woli wizytę na Bułgarskiej niż zesłanie do krainy meszek. Może i wiara pomstowała na kiepską grę jesienią, stratę do pierwszego miejsca, przegrane puchary itd.ale mimo to na mecz Kolejorza w domu czekali w napięciu wszyscy - sprzedano 9 tys. karnetów, a pozostałe w wolnej sprzedaży prawie 3 tys. biletów rozeszło się na kilka dni przed meczem i na początek zanotowaliśmy komplet. W tygodniu przed spotkaniem po raz pierwszy od dawna można było wyczuć w mieście nastrój przemeczowego podekscytowania i wielu miejscach zadawano sobie sakramentalne pytanie: "idziesz w sobotę na Lecha?". Po wygranej w Warszawie i piątkowej wpadce Wisły wszyscy liczyli na kolejne punkty i pogoń za liderem i mimo, że wypadło nam grać z będącą w potrzebie punktowej zgodą, nikt nie dopuszczał innej myśli niż zwycięstwo. Te wszystkie emocje sprawiły, że już na kwadrans przed meczem i kocioł i czwórka były wypełnione i można było podziwiać nowy wygląd stadionu.

Panorama nowego stadionu z II trybuny. Fot. redan

Wiele można mieć zastrzeżeń do pomysłów i rozwiązań projektowych, w wielu miejscach można przyczepić się do jakości prac, ale jedno trzeba przyznać - rozmach budowy, a zwłaszcza konstrukcja dachu, robią wrażenie. Przyszła w końcu pora na sprawdzenie akustyki - obecnie zadaszona jest wciąż tylko czwórka, ale dzięki trybunom wzdłuż linii i częściowemu zabudowaniu narożników wydawało się, że będzie nieźle. Pierwsze "KOLEJORZ!" poprawione wizytówką dały jasną odpowiedź i ciarki na plecach. Niby nie było nas dużo, ale te 12 tys. wyposzczonych gardeł zabrzmiało fantastycznie. Ograniczona liczba miejsc ma jeden zasadniczy plus - zwiększa prawdopodobieństwo, że na wejściówki załapią się ci, którym najbardziej zależy i nie będą  zamulać. Przed meczem uczciliśmy chwilą ciszy pamięć zmarłego w zeszłym roku Macieja Frankiewicza, a później ruszyliśmy z konkretnym dopingiem. W kotle zawisł skierowany do piłkarzy trans o treści "tysiące gardeł z kotła w potrzebie wspiera was", jednak w dopingu udział brały obie trybuny i momentami na stadionie wręcz dudniło. Niesamowite wrażenie, na które warto było czekać. Pogoda nie rozpieszczała, więc trzeba było rozgrzewać się klaskaniem i podskakiwaniem, co jak zwykle dało świetny efekt. Nie zapomnieliśmy oczywiście o przyjaciołach z Krakowa, którzy zasiedli z nami na piętrze II trybuny. Nie mogliśmy też zapomnieć o nieobecnych i nie wyrazić swojego zdania o niedawnych, wszystkim znanych, wydarzeniach. Pomimo fatalnego boiska piłkarze grali całkiem dobrze, co zawsze ma pozytywnie wpływa na doping i robiliśmy swoje przez 90 min. O tym, że wszystkim brakowało magii kotła niech świadczy fakt, że śpiew trwał jeszcze kilka minut po meczu i później w drodze do stadionowej bramy. Tradycyjnie pojawią się spory, czy "było nieźle, ale stać nas na więcej" czy może jednak było "jak w Grecji", ale taką zabawę zostawmy pasjonatom dzielenia włosa na czworo. Najważniejsze, że znów jesteśmy w domu i że powrót wypadł okazale.

Już za tydzień będzie nas słychać w Bełchatowie, a ci, którym nie udało się załapać na bilet, już dziś czekają na kolejne gromkie "KOLEJORZ!" w Poznaniu.

Polecamy również galerię ze zdjęciami trybun oraz w dziale video wszystkie bramki z tego meczu.

 
Wiara Lecha na Facebooku