Tu jesteś:
| 17.09.2011. MILWALL - WHU |
| Wpisany przez Gofer |
| niedziela, 02 października 2011 11:06 |
|
Gdy znany był terminarz rozgrywek, a w Polsce nasilały się represje skutecznie odstraszające od wizyt na stadionach, w głowie pojawił się pomysł wyjazdu na derby Londynu. Pierwszy mecz miał się odbyć na The Den, stadionie Millwall. Do zakupu biletu uprawnieni byli tylko kibice z wykupionym rocznym członkostwem, więc chcąc nie chcąc trzeba było to zrobić. Kupno przez internet zajęło 10 minut bez żadnych problemów, bilet po 3 dniach w skrzynce, karta tydzień później. Organizacja sprzedaży w porównaniu do Polski (także „dzięki” kartom kibica) bez porównania. Mecz zaplanowano o wczesnej, patrząc z polskiego punktu widzenia, ale standardowej w angielskich rozgrywkach godzinie 12:30. Im bliżej stadionu tym coraz więcej ludzi zmierzało w jednym kierunku, wychodząc z uliczek i pubów. Alkohol lał się strumieniami, gdzieniegdzie kufle lądowały na chodniku, a wszystko to bez jakiejkolwiek reakcji policji, której im bliżej stadionu tym było więcej. Uliczka prowadząca na trybunę, na której miał zasiąść West Ham, została zablokowana przez mundurowych pieszych i na koniach. Sporo kibiców przyszło na ostatnią chwilę, co spowodowało kolejki do wejścia, ale to odbywało się sprawnie. Samo wejście na stadion to tylko skanowanie karty członkowskiej lub papierowego biletu beż żadnej kontroli ze strony ochrony. Na stadionie mogącym pomieścić 20 tysięcy widzów zjawiło się tym razem 16 tysięcy, w tym prawie 1900 fanów gości. Na innych meczach Millwall frekwencja wynosi około 10 tysięcy, więc widać że derby zmobilizowały fanów gospodarzy do zapełnienia trybun. Na trybunie North Stand, którą zawsze zajmują goście, tym razem otwarto tylko górne piętro, jakby w obawie przed starciami fanów obydwu drużyn. Wbrew pozorom na trybunach nie było chmary stewardów, w kilku sektorach fani nie tylko stali, ale także siedzieli na schodach i nikt nie robił z tego powodu najmniejszego problemu. Zdarzało się także, że kibice zbiegali ze swoich miejsc na sam dół do murku okalającego murawę tylko po to by wykrzyczeć w kierunku zawodników West Hamu parę miłych słów :) po czym spokojnie wracali na swoje miejsca. Bardzo mała ilość fanów w barwach, tak ze strony gospodarzy, jaki gości. Podczas wyjścia zawodników na murawę, stadion głośno odśpiewał hymn Millwall, po czym zaczął się mecz. Na początku doping był całkiem głośny, do śpiewów zagrzewali głównie kibice znajdujący się na trybunach wzdłuż linii bocznych boiska, z okolic sektora gości. Tych słychać było tylko w przerwach w dopingu gospodarzy, ale momentalnie byli uciszani gwizdami, a potem śpiewem. Ilość bluzgów na meczu dorównywała taki meczom w Polsce jak Lech-Legia czy Legia-Wisła. Duża część stadionu poczynania piłkarzy śledziła na stojąco. Druga połowa tak na trybunach jak i murawie zaczęła się kiepsko, słaba gra piłkarzy powodowała rzadki doping, duża część kibiców postanowiła usiąść na krzesełkach. Fani West Hamu w tym fragmencie meczu także postanowili się dostroić do gospodarzy. Zryw graczy Lwów, kilka lepszych, szybszych akcji, poderwał ludzi z krzesełek, stadion znów zaczął „żyć” jak w pierwszej połowie. Mimo że podczas gry ludzie narzekali na graczy, gdy mecz się zakończył, nagrodzili swoich piłkarzy dużymi brawami. Trybuny zaczęły pustoszeć, z wyjątkiem skrajnych części prostych, gdzie trwała wymiana uprzejmości między fanami obydwu drużyn. Trwało to koło kwadransa, po czym ochrona powoli wypraszała ludzi z trybun. Wiadomo jak wyglądają trybuny w Anglii, więc nie spodziewałem się rewelacji. W dodatku gdy ujrzałem, że West Ham umiejscowiony jest tylko na górnym piętrze trybuny, wiadomo było, że mecz odbędzie się beż żadnych dodatkowych „atrakcji”. Ale pierwsza połowa pozytywnie rozczarowała, było dość głośno, do tego porównanie angielskich trybun, na których według władz i mediów w Polsce jest ład i porządek, a prawo jest przestrzegane z całą stanowczością, do tego co mamy teraz u nas, i wychodzi na to, że tam kibic może już więcej na stadionie niż w Polsce. To oczywiście trochę naciągana teza, ale pokazuje jak obecna sytuacja przekroczyła granice absurdu. Co do fanów West Hamu, to oni akurat rozczarowali. Dopingowali z rzadka, w drugiej połowie mając możliwość rozkręcenia atmosfery, po prostu oglądali mecz. O jakości ich dopingu niech świadczy fakt, że ich słynny hymn („I'm forever blowing bubbles”) dobrze słychać było gdy schodzili z trybuny na prawie pustym stadionie, gdy reszta pozostałych jeszcze na trybunach gospodarzy już nie chciała ich zagłuszyć. Jeśli chodzi o piłkarski aspekt spotkania to stało ono na bardzo słabym poziomie, można je porównać do słabego spotkania polskiej ekstraklasy. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Podsumowując, miejmy nadzieję, że rewanż na Upton Park, który rozegrany zostanie na początku lutego, będzie ciekawszym widowiskiem na trybunach.
Kilka zdjęć |



Gdy w maju okazało się że następny sezon West Ham spędzi w Championship, oznaczało to mecze z Millwall. Ostatniemu spotkaniu między tymi drużynami w 2009 roku towarzyszyły starcia z policją przed i po meczu, w trakcie spotkania także dochodziło do przepychanek ze służbami porządkowymi, doszło także do „pitch invasion”. Historia oraz wzajemne stosunki między fanami obydwu drużyn spowodowały, że policja tym meczem zainteresowała się już kilka dni po spadku WHU!




