Tu jesteś:
| Lech - Górnik: na parkingu radośc, szał... |
| Wpisany przez Bodziu |
| poniedziałek, 09 maja 2011 15:06 |
|
Zanim napiszę kilka słów o meczu, należy jednak jeszcze kilka słów poświęcić opisanej we wstępie decyzji. Wydając ją, „samodzielny” wojewoda oparł się co prawda na przepisach prawa (wytykając władzom miejskim niedotrzymanie 7-dniowego terminu na wyrażenie zgody na odbycie imprezy masowej), jednak była ona o tyle nielogiczna, iż wynika z niej, że kibice Lecha Poznań są niebezpieczni…dla siebie samych, bo przecież z powodu remontu kładki prowadzącej na sektor gości – nie są na Stadion Miejski od meczu z warszawską Legią wpuszczani kibice przyjezdni. Poza powyższym o kuriozum tej decyzji świadczy też fakt, iż na rzekomo niebezpiecznym Stadionie Miejskim w Poznaniu (zbudowanym przypomnijmy za grubą miejską kasę i będącym rzekomo „pierwszym gotowym na Euro”) w następny dzień bez problemu odbył się mecz Warty z Sandecją (na którym również część z nas była obecna, aby wyrazić nasz protest co do obecnej sytuacji). Wychodzi więc na to, że Pan Tusk i jego świta (mieniący się „liberałami” i odwołujący się bezczelnie do tradycji solidarnościowej opozycji) zastosowali znaną PRLowi instytucję odpowiedzialności zbiorowej, zgodnie z którą za rozdmuchane do granic możliwości wybryki kilkudziesięciu osób – przykładnie ukarali klub i kilkanaście tysięcy ludzi, którzy kupując wcześniej karnety i bilety na sobotnie spotkanie, nie mogli go jednak zobaczyć. Oczywiście musiało się to spotkać z naszą zdecydowaną reakcją. W Wielkopolsce trwa zakrojona na szeroką skalę akcja transparentowa wymierzona w nieudolny rząd, który sam nie mając sukcesów - postanowił bić w nas jak w bęben (przykrywając tym np. sprytnie rozważania dotyczące przygotowanego projektu budżetu). Oprócz transparentów zamierzamy podjąć też kroki prawne - zmierzające do udowodnienia bezprawności i absurdalności decyzji wojewody. Wracając do samego meczu – było też jasne, że tak łatwo go nie odpuścimy i (podobnie jak dzień wcześniej Legia) – najbardziej fanatyczni kibole stawią się w sobotę pod stadionem „będąc zawsze tam” i dopingując swoją drużynę, nie widząc przy tym nawet przez minutę skrawka murawy. W sobotę, 7 maja, zebraliśmy się zatem przy IV trybunie w pobliżu sklepu i kas-kontenerów, żeby wykorzystując jak najlepiej akustykę stadionu – nasz doping choć w części mógł docierać na boisko. Kończąc wątek „polityczny” (cudzysłów celowy – w walce o lepsze jutro dla aktywnego i niezależnego ruchu kibicowskiego nie obchodzą nas bowiem do końca partyjne „barwy” polityków, którzy już próbują coś „nami” rozgrywać) na promenadzie stadionu wisi transparent „Nie róbmy polityki, zamykajmy stadiony…a potem kopalnie, szpitale – niech nie będzie niczego”. Widoczny też przygotowany trans „stop hiPOkryzji”, a naszemu ulubionego Donkowi dostaje się od nie umiejącego nic zrobić populisty i od…niezbyt rozgarniętej osoby :) Pozostaje mieć nadzieję, że za swoje „super odważne i męskie” decyzje środowisko kibiców podziękuje świcie Donalda w październiku nad urnami (a tym, że możemy łatwo jego rząd obalić zresztą też Kaszubowi przypominaliśmy)… Wracając do meczu – trzeba zauważyć, że po tym jak zgłosiliśmy chęć odbycia zgromadzenia – byliśmy pod stadionem zupełnie legalnie. Oczywiście byliśmy też świadomi zwiększonej liczby wiadomych służb i groźby prowokacji, zatem przez cały okres naszej bytności na parkingu nie poleciał ani jeden bluzg i nie została odpalona nawet jedna sztuka pirotechniki, jednak czasem komendy jednego z prowadzących doping przypominały te rodem z festynu :) Na doping jednak nie ma co narzekać. W zgodnej opinii wielu „parkingowiczów” był on jednym z lepszych w tym sezonie, mimo (a może właśnie dlatego), że nie byliśmy w stanie obserwować żadnych wydarzeń na boisku (wielu z nas „łączyło” się ze stadionem przez radio :)). W pierwszej połowie machamy flagami na kijach i wykorzystujemy do swoistej „parkingowej” oprawy element naszej choreografii z meczu w Lubinie. W drugiej połowie naprawdę na petardzie wykonane „Za Lechem przemierzamy cały świat” i „Każdy z nas to wie” wywołały szczere zadowolenie na wielu twarzach. Z relacji w tv i radiu, a także świadków będących na boisku wynika zresztą, że byliśmy tego dnia bardzo dobrze słyszalni wewnątrz poznańskiego cudu architektury. Po meczu na IV trybunę wychodzą do nas piłkarze („Bosy, idźcie bardziej w prawo!” :)) i razem możemy cieszyć się ze zwycięstwa nad Górnikiem, pozwalającego mieć nadzieję, że ten na wskroś dziwny sezon (pełen tak wzlotów, jak i bolesnych upadków) da się jeszcze uratować awansem do europejskich pucharów… Jest też jednak kilka gorzkich pomeczowych refleksji. Smuci trochę przede wszystkim nasza przeciętna liczba (było nas ok. 1,5 tysiąca, na marginesie – niektóre media podawały śmieszną liczbę 800). I to nie tylko (a nawet zupełnie nie) w kontekście przegrania „rywalizacji na liczbę” z Legią, ale ze względu na fakt, że wielu wybrało wygodną pozycję oglądaczy w momencie, kiedy najbardziej trzeba było zamanifestować naszą kibolską poznańską solidarność. Trzeba bowiem powiedzieć sobie, że kolejne dni wcale nie muszą oznaczać dla nas nadejścia lepszego. Prowokacje służb z pewnością się nie skończą (po meczu policja poznańska zaprezentowała swoisty pokaz siły prezentując chyba cały swój dostępny arsenał „ciężkiego sprzętu”), wojewoda będzie wprost szachował nas możliwością wydania decyzji o zamknięciu stadionów na mecze z Ruchem i Borussią jeżeli klub nie będzie tańczył tak jak każe mu rząd, a usłużne media mają wygodny temat do atakowania nas przez kolejne kilka tygodni. Jedynym promykiem nadziei jest niespotykana ostatnio jedność całego aktywnego środowiska kibicowskiego, które przyłączyło się do poznańsko-warszawskich protestów. Niech ta Jedność (rozumiana jako stanie w jednym szeregu, a nie nagła chęć do wytykania kogoś palcami) zapanuje również wśród nas – Kiboli Lecha Poznań – i niech pozwoli nam powrócić tam gdzie nasze miejsce – na kibicowski szczyt. Nigdy się nie poddawaj! |



Po wydarzeniach w Bydgoszczy, nad którymi nie czas i miejsce się teraz rozwodzić – pionek Jaśnie Oświeconego Premiera Donalda Tuska – wojewoda wielkopolski – niejaki Piotr Florek postanowił zamknąć stadion przy ulicy Bułgarskiej na mecz Lecha Poznań z Górnikiem Zabrze. Co ciekawe, na rozegranie tego meczu wyraziły wcześniej zgodę władze miasta i władze policyjne, które jednak następnie swoją decyzję…cofnęły! Oczywiście nikt z nas nie ma wątpliwości, iż ta decyzja była decyzją stricte polityczną - mającą uderzyć w całe nasze środowisko…




