Tu jesteś:
| Zagłębie Lubin - Lech Poznań: "Każdy z nas to wie..." |
| Wpisany przez Qortes |
| poniedziałek, 02 maja 2011 10:18 |
|
Na kilka dni przed wydarzeniem sezonu – finałem Pucharu Polski w Bydgoszczy – wypadł nam ligowy wyjazd do Lubina. Wszyscy od dłuższego czasu nakręcamy się na mecz, który może nam dać jedyne w tym sezonie trofeum, więc spotkanie z Miedziowymi większość kiboli wzięła niejako z marszu, myślami będąc bardziej przy finałowym pojedynku z Legią. Mimo że mecz w piątek, niewielka odległość dzieląca Lubin i Poznań (jakieś 160 kilometrów) sprawiła, że nie trzeba było brać urlopu co w oczywisty sposób zmniejsza wymagania stawiane przed wyjazdowiczami (a w zasadzie nie nadszarpuje kolejny raz cierpliwości ich pracodawców – europejskie puchary…). Niedawna zgoda z Zagłębiem była gwarancją spokojnego przebiegu na trybunach – pełen modern football – jednym słowem wyjazd bez dodatkowego spinania i nie wiadomo jakich oczekiwań. Nie było też tym razem żadnych problemów z nabyciem biletu – nie postawiono przed chętnymi dodatkowych wymagań, jednym słowem to był ten dzień, kiedy warto rozpocząć swoją wyjazdową przygodę. Ostatecznie w Lubinie pojawiło się nas 2000. Zajęta trybuna za bramką naprzeciw młyna miejscowych prezentowała się naprawdę efektownie. Niestety nie do końca wykorzystywaliśmy spore akustyczne możliwości obiektu Zagłębia. Mimo pełnego zadaszenia i naszej konkretnej liczby przez większość meczu dopingowaliśmy nieźle, ale nie nadzwyczajnie. Stać nas zdecydowanie na więcej. I pewnie tak przeleciałby ten cały mecz i wyjazd byłby do zapomnienia, gdyby nie ostatnie 10 minut. To co działo się w naszym sektorze od straty bramki (Traore strzelił w 79 minucie jedynego gola w przegranym przez nas meczu) można śmiało nazwać esencją kibicowania. Co cieszy przede wszystkim, momentalnie po bramce nie podłamaliśmy się, ale ryknęliśmy szczególnie mocno „Każdy z nas to wie, co w życiu liczy się!”. W takim momencie te słowa nabrały szczególnego znaczenia, bo nie jeździmy na mecze dla wyników, ale z wierności do klubu. Szczerze mówiąc dawno nie było tak dobrego wykonania tej przyśpiewki. I dawno my – kibole – nie potrafiliśmy tak godnie przyjąć goryczy porażki. Oby stało się to regułą (no dobra, oby nie było porażek!). Co ważne w tym właśnie momencie byliśmy już w trakcie rozkładania wielkiego transparentu „Pyrlandia”. Rozwinięta została kolejno sektorówka a następnie kartoniki, które w całości utworzyły replikę XXL jednej z bardziej charakterystycznych naszych flag. Nie ma się co dużo rozpisywać – zachęcamy po prostu do obejrzenia zdjęć. Szczególnie cieszy pirotechnika, której odpalenie w obecnych ciężkich czasach ma szczególny wymiar. Liczba aparatów i telefonów skierowanych w naszą stronę z sektorów lubinian tylko potęguje wrażenie absurdu, jeśli pomyślimy o prawnej nielegalności tego typu działań. Wysoki transparent skutecznie zasłonił widok całego boiska niemałej liczbie kiboli, można było z czystym sercem podarować sobie boiskową żenadę i bez nerwów świetnie bawić się aż do końcowego gwizdka. Nie może więc dziwić słyszane tu i ówdzie w drodze do aut: „Naprawdę dobry wyjazd!”. Bez dwóch zdań tak było :)
|



Co zrobić, żeby po przegranym w słabym stylu meczu mieć doskonały nastrój? Pojechać z Lechem na wyjazd i zedrzeć gardło!




