Tu jesteś:
| Polonia Warszawa - Lech Poznań: Na Konwiktorskiej po staremu |
| Wpisany przez Qortes |
| środa, 13 kwietnia 2011 11:24 |
|
I nie zmieni tego nawet fakt, że udało mi się wejść na sektor dopiero w 30 minucie. Nic zresztą nie straciłem . Ani piłkarsko - mecz toczył się raczej na niskim poziomie, ani kibicowsko. To zresztą paradoksalnie też jeden z niewątpliwych uroków wyjazdów na K6. Te są bowiem zawsze bardzo kameralne. Były takie nieodległe czasy gdy ledwo przekraczaliśmy 100 głów, tym razem otrzymaliśmy 345 biletów i wszystkie zostały wykorzystane. Razem z nami na sektorze KSZO oraz Arka. Miła to więc odskocznia i pewien rodzaj urozmaicenia od piękniejących z rundy na rundę ekstraklasowych obiektów i licznych niebiesko-białych inwazji. Na Muranowie czas się jakby zatrzymał te dziesięć lat temu. Nasz doping był rwany, ale ośmielę się napisać, że był jednym z lepszych na tym obiekcie w ostatnim czasie. Nikt zresztą cudów nie oczekiwał. Dużo pomógł bęben, który pozwolił zsynchronizować oddalone od siebie krańce sektora i sprawił, że z pewnością byliśmy nieźle słyszalni na murawie, pomimo tak dużego oddalenia trybuny od boiska. Cóż z tego, skoro piłkarze niezbyt wzięli sobie do serca naszą obecność, od czerwonej kartki dla Smolarka wręcz stojąc na boisku. Może i niewiele widać z sektora gości, ale brak zaangażowania i pasji do gry był widoczny aż za bardzo. Spotkało się to z kilkoma stanowczymi okrzykami z naszej strony. Po utracie bramki zaczęliśmy zabawę na całego, szkoda nerwów na niegodną postawę piłkarzy. Wraz z ostatni gwizdkiem sędziego większość z nich zawinęła się do szatni, pozostałych odważnych spotkała z naszej strony wymowna cisza, przerywana pojedynczymi gwizdami.
|



Fatalna postawa piłkarzy, koszmarny sektor gości – bodaj najgorszy obecnie w ekstraklasie, niska ranga kibicowska pojedynku, to wszystko mogłoby sugerować, że relacja będzie pełna negatywnych emocji. Niekoniecznie, tak się bowiem składa, że autor niniejszego tekstu bardzo lubi wyprawy z Lechem na Konwiktorską 6.




