Tu jesteś:
| Arka - Lech: W gościnnych stronach |
| Wpisany przez qli |
| poniedziałek, 07 marca 2011 21:48 |
|
Chętnych do wizyty w nadmorskich okolicach nie brakowało, a przyznana nam pula 1200 biletów zeszła dość szybko. Nikogo to jednak nie zraziło i na miejsce już od piątku ściągały mniejsze i większe grupki z Wielkopolski, a biletów nie zabrakło dla nikogo. Godziny przed meczem upływały na wspólnym piwkowaniu, gorących dyskusjach i śpiewach. W miłej atmosferze czas mijał szybko i w końcu trzeba było udać się na stadion. Ten robi całkiem dobre wrażenie, szczególnie do gustu przypadło wszystkim obecnym nachylenie trybun - tak stromo nie jest chyba nawet w Lubinie, ale oceniać to można tylko i wyłącznie pozytywnie. Mimo pewnych zastrzeżeń do dachu, stadion jest zupełnie przyzwoity, adekwatny do potrzeb arkowców, do tego z niezłym cateringiem i działającymi toaletami, co w świetle wyposażenia pierwszego stadionu gotowego na Euro jest pewnym wydarzeniem. Arkowcy szczelnie wypełnili zwłaszcza swoją trybunę za bramką - tzw.Górkę, a my ulokowaliśmy się w sektorze gości i na sąsiedniej trybunie. Trudno dokładnie ocenić naszą liczbę, ale realnie szacując liczbę osób ogarniających bilety już na miejscu można przyjąć, że liczba ok. 1600 osób jest bliska prawdy. Frekwencja gdynian była też całkiem ok więc stadion wyglądał fajnie i żył meczem już przed pierwszym gwizdkiem. Szczególnie dobrze prezentowała się Górka, szczelnie oflagowana i dopingująca i bawiąca się cały mecz, a uroku dodawały powiewające przez całe 90 min. spore fany na kijach. Mecz nie miał szczególnej oprawy - na początek jedynie Arka wyrzuciła trochę konfetti i serpentyn, a obie strony postawiły tego dnia na doping. U nas niestety oprócz oprawy zabrakło i bębna, a i megafon nie był dobrze słyszalny, więc biorąc pod uwagę rozbicie nas na 2 sektory zapowiadało się średnio, zwłaszcza mając w pamięci jak wychodzi nam dopingowanie na zgodach. Tymczasem, dzięki sporej mobilizacji dwóch prowadzących, wyszło naprawdę nieźle. Śmiało można powiedzieć, że sobotni doping był najlepszym jak do tej pory dopingiem na zgodzie. Mimo braku bębna i kiepskiej słyszalności prowadzącego udawało się dobrze pociągnąć niektóre kawałki i cały mecz dawaliśmy radę, zwłaszcza w drugiej połowie. Dobrze przyjęła się prosta, ale melodyjna przyśpiewka "Mistrzem Polski jest KKS". Nie brakowało też śpiewów zgodowych, a głośne "Arka Gdynia Lech Poznań" niosło się po stadionie i okolicach kilkukrotnie. Końcówka była dla nas szczególnie radosna, a po meczu ochoczo podeszli do nas piłkarze, co ostatnio zdarzało im się raczej w kratkę. Po wspólnym krzyknięciu kto wygrał mecz, przypomnieliśmy, że liczy się tylko mistrzostwo i że jesteśmy w tej walce z nimi. Oby wzięli sobie to do serc, bo patrząc na wydarzenia boiskowe, długa droga przed nami. Nieco przybici wynikiem gospodarze końcówkę mieli słabszą, ale wraz z upływem czasu po meczu wszyscy nastroje mieli dobre, bo gościna w portowym mieście wypadła bardzo fajnie, przez co niektórzy do Poznania docierali później, niż pierwotnie planowali. Wyjazd zdecydowanie udany, chłopakom z Gdyni należą się wielkie podziękowania za przyjęcie i atmosferę. Trzymamy kciuki, żeby Arka została w lidze i mogła wpaść do nas w przyszłym sezonie. Arka Gdynia Lech Poznań! Tagi: |



Powrót na ligowy szlak po zimowej przerwie miał miejsce w Gdyni. Oprócz tradycyjnej gdyńskiej gościnności czekała nas jeszcze jedna atrakcja - odwiedzenie kolejnego, nowego stadionu.




