Tu jesteś:
| Lech - Widzew: wreszcie trochę emocji |
| Wpisany przez qli |
| poniedziałek, 28 lutego 2011 21:59 |
|
Pierwotnie pierwszy "wiosenny" mecz miał odbyć się jeszcze w grudniu. Sroga zima wymusiła jednak zmianę terminu i kiboli Widzewa mogliśmy spodziewać się dopiero wiosną. Zasadniczym minusem tej zmiany było zalanie w stadionowych magazynach oprawy przygotowanej na ten hitowy mecz. Straty były duże i w niedzielne popołudnie z naszej strony nie pojawił się żaden ultrasowski akcent. Szkoda, że zabrakło choćby flag na kijach, bo jakoś szaro to wyglądało jak na tak prestiżowy mecz. Widzewiacy, jak to oni, zapowiadali Bóg wie jaki "szoł" i z właściwą sobie pychą zapowiadali wokalne trzęsienie ziemi w Poznaniu. Bilety na sektor gości rozeszły się szybko i było wiadomym, że RTS będzie ok. 2100. Nie można oczywiście wykluczyć, że swoim starym zwyczajem czerwoni rozmnożą się w relacjach o parę stówek, które były akurat na giętej albo pod sektorem, ale póki co trzymajmy się realnej liczby, która i tak jest bardzo dobra. Nie da się ukryć, że zwłaszcza w kontekście umiejscowienia sektora gości, przyjazd takiej ekipy jak Widzew musiał powodować zwiększoną mobilizację w naszych szeregach. Dużo było w ostatnich sezonach meczów bez gości, bez emocji i klasycznych spinek, więc dla każdego kibola wizja solidnej grupy zajmującej narożnik stadionu to przyjemna odmiana i element konieczny meczu. Frekwencja na stadionie taka, do jakiej chyba powinniśmy się przyzwyczaić w lidze, Kocioł jak zwykle zapełniony i gotowy do wokalnych pojedynków. Te niestety mogły rozpocząć się z opóźnieniem, bo Widzew dotarł pod stadion dopiero na 10 min. przed meczem i na sektory wchodzili praktycznie przez całą pierwszą połowę, a grupa która już weszła oglądała mecz w milczeniu. W pierwszej połowie bawiliśmy się zatem znów sami i było nieźle, choć bez szału. Druga połowa miała już znacznie ciekawszy przebieg, nie da się ukryć że także dzięki gościom. Ubrani w jednakowe pelerynki wywiesili trans: "Against modern ultras", a po chwili było jasne, że wbijają w schematy i grube racowisko, wzbogacone strobolami i solidnymi achtungami, wylądowało w większości na murawie i częściowo na IV. Akcja dawno nie widziana na naszych stadionach, a biorąc pod uwagę jej skalę i zdecydowanie chore kary jakie zaczęły spadać na "piromanów" ze strony sądów - bardzo efektowna. Momentalnie ożywiła się reszta stadionu i ruszyliśmy z naprawdę dobrym dopingiem, do którego ochoczo podłączały się wszystkie trybuny. Nie brakowało pozdrowień dla gości, w tym przypomnienia gdzie właściwie znajduje się ich stadion, o który ostatnio toczą batalie. Głównie skupiliśmy się jednak na Lechu i w ocenie wielu to był nasz najlepszy ligowy mecz w tym sezonie. Na dokładkę na telebimach co chwilę widać było skaczący za bary Kocioł, co wygląda przekozacko. Widzew tym razem nie stanowił dla nas większej konkurencji i praktycznie nie nawiązał do swoich popisów z wcześniejszych meczów. Nas to jednak nie interesowało, bo umiejętnie nakręcaliśmy się sami i do końca meczu trzymaliśmy odpowiedni poziom decybeli. Może nie był to najlepszy z klasyków, jakie miewały już u nas miejsce, ale na pewno obiecujący początek rundy i przypomnienie klimatu dobrych spotkań sprzed lat. Czasy się zmieniają i trzeba doceniać, że jeszcze czasem udaje się przeżyć coś emocjonującego w lidze. Teraz pora, żebyśmy my pokazali się w Gdyni i Cracovie.
|



Po pucharowych przetarciach przyszła pora na ligę. Początek zapowiadał się grubo, bo już na starcie mieliśmy przeżyć kibolski ligowy klasyk.




