Tu jesteś:

Start » Mecze Kolejorza » Lech - Juventus: Snieżne zakończenie.
Lech - Juventus: Snieżne zakończenie.
Ocena użytkowników: / 44
SłabyŚwietny 
Wpisany przez qli   
niedziela, 05 grudnia 2010 22:06
AddThis Social Bookmark Button

megafonMeczem z Juventusem - jak to brzmi! - zakończyliśmy rundę jesienną na naszym stadionie, choć tak naprawdę, biorąc po uwagę scenerię, był to mecz rundy zimowej. Niezależnie jednak od aury byliśmy świadkami historycznego wydarzenia i pogonienia z pucharów legendarnej włoskiej ekipy.

Kiedy ze sporą dozą szczęścia awansowaliśmy do grupy pucharowej i poznaliśmy jej skład, naprawdę niewielu sądziło, że damy radę w niej piłkarsko zaistnieć. Gdyby ktoś po losowaniu obstawił, że o wyjściu z grupy decydować będzie przedostatni mecz ze słynnym turyńskim potentatem, to dziś miałby chyba sporo siana do spożytkowania.

Takie mecze zdarzają się być może raz w życiu, a emocje z tym związane to coś zupełnie innego niż kolejna ligowa młócka. Legendarny klub, wielka stawka - to działa na wyobraźnie, nawet jeśli nie każdy chce się do tego przyznać. Największym zmartwieniem w trakcie tego meczu miała być nie forma naszych gwiazd, a pogoda - zapowiadany był lekki armagedon, a według dramatycznych prognoz, temperatura odczuwalna wynosić miała ok. - 30 stopni. Nic więc dziwnego, że gdy tylko Kocioł się zapełnił ochoczo przystąpił do skakania za bary, a tego dnia wyjątkowo prowadzący nie musieli nikogo namawiać na odrobiny ruchu.

2

Podobnie jak przed wcześniejszymi meczami pucharowymi, nabycie biletu było sporym wezwaniem, ale już na tydzień przed meczem wejściówki się rozeszły. Szkoda, że taka sytuacja ani razu nie miała miejsca przed meczami ligowymi... Z Włoch zapowiedziało się 350 tifosi, w tym grupka fanów Juve z Polski - ci ostatni niestety bez flag. Z planowanego przyjazdu zrezygnowali ziomale turyńczyków z Warszawy i nawet chyba trochę szkoda, bo mecz mógłby mieć ciut wyższą temperaturę kibicowską, a tak Juve do spóły z Polonią W. zapracowało na miano najgorszej ekipy, która zawitała do nas tej jesieni.

4

3

Z naszej strony wydarzeniem był debiut kozackiej, 65-metrowej fany "Kibolski Klub Sportowy Lech Poznań". Można powiedzieć, że piękno tkwi w prostocie, bo rozciągnięta na całym płocie na dole Kotła fana pozbawiona jest fajerwerków i ozdobników i jest to jej największa zaleta. Kocioł przyozdobiony takim płótnem wygląda naprawdę rasowo.

1

Doping zaczęliśmy sporo przed meczem - było naprawdę dobrze, choć do poziomu z meczu z Manchesterem nieco brakowało. Największym plusem było praktycznie zrezygnowanie z klaskania przy poszczególnych melodiach - wiara odziana w co najmniej jedną parę rękawiczek wydawała dźwięk zbliżony raczej do uderzania płetw foki niż klaskania, więc lepiej było dać sobie z tym spokój. Efekt był nadzwyczaj dobry, bo nie zajeżdżaliśmy melodii i śpiewy nie cichły, jak to zwykle dzieje się gdy zaczyna się klaskania.

W osiągnięciu świetnego poziomu decybeli w pierwszej połowie pomogły szybko strzelona bramka i przenikliwe zimno - chcąc nie chcąc lepiej było śpiewać i skakać niż być na koniec meczu zeskrobywanym z krzesełka. Znów świetnie wyszło "W grodzie..." zaintonowane po bramce, ale i inne melodie przyjmowały się nieźle, choć można było odnieść wrażenie, że padający praktycznie cały mecz śnieg jakby te śpiewy momentami wytłumiał.

Im dłużej trwał mecz tym trudniej było nie tylko cokolwiek dostrzec na boisku, ale i śpiewać - 2 godziny stania na solidnym mrozie i wystawiania twarzy na coraz gęstszy śnieg nieco zabiły frajdę z przeżywania historycznych chwil i awansu, a pod koniec meczu wiele osób miało już najzwyczajniej w świecie dość zastanawiając się czy palce u stóp odzyskają czucie. Kocioł jednak dawał radę do ostatnich minut i po sporej nerwówce w końcu niespodziewany awans stał się faktem. Piłkarze pośpiewali chwilę z nami "W grodzie...", a zziębnięta wiara rozgrzewała się jeszcze głośnymi śpiewami także po wyjściu ze stadionu - w końcu było co świętować!

Ostatni jak się okazało mecz rundy wypadł całkiem okazale, a na doping - zwłaszcza w kontekście warunków pogodowych - trudno narzekać. Szkoda tylko, że znów nie mieliśmy przeciwnika na trybunach, bo postawa makaronów to zdecydowane rozczarowanie. Pozostaje nadzieja, że losowanie będzie dla nas szczęśliwe i na wiosnę (dla odmiany - w lutym) trafimy na solidną kibicowsko ekipę, która pozwoli wykrzesać z siebie jeszcze więcej.

 
Wiara Lecha na Facebooku