Tu jesteś:
| Lech Poznań - Polonia Warszawa: Ligowa rzeczywistość |
| Wpisany przez Qortes |
| piątek, 12 listopada 2010 15:01 |
|
Środek tygodnia i godzina 18 na dokładkę skutecznie uniemożliwiły kibolom z wielu części Wielkopolski dotarcie na ten mecz, w związku z czym nie było co się spodziewać tłumów na stadionie. W rzeczy samej - poznański obiekt zapełnił się w nieco ponad jednej trzeciej co, przynajmniej z mojej perspektywy, wyglądało smutno, żeby nie powiedzieć przygnębiająco. A przecież na meczu zjawiło się blisko 19 tysięcy kibiców - liczba dla większości astronomiczna. To dylematy, z którymi musimy się zmagać jako pierwsza ekipa kibicowska w Polsce. Na domiar złego kopacze prezentują, ujmę to możliwie najdelikatniej, mało porywający futbol ostatnimi czasy i mecz z warszawiakami, opisywany jako wielki pojedynek Bakero z byłym pracodawcą, nie był od tego wyjątkiem. Szybkie 0:2 i o wariactwie w Kotle mogliśmy zapomnieć. "Co wy robicie, Kolejorz co wy robicie!?", "Biegać, walczyć i się starać, a jak nie to w..ierdalać" niosło się po poznańskim obiekcie, byle tylko obudzić piłkarzy, którzy spinają się na wielkie mecze w blasku fleszy a na kopanie po nogach z rzemieślnikami nie mają najmniejszej ochoty. Nie ma też lekko w Poznaniu sam Bakero, który pierwszy raz na własne uszy usłyszał jak jego warsztat trenerski oceniają fanatycy. Oczywiście troska to nie tylko krytyka. Po pierwszej bramce nikt na stadionie nie siedział i ryknęliśmy "W grodzie Przemysława", po drugim golu dla Polonistów pozostało "My wierzymy tylko w KKS", które fajnie odbijało się od pustawych trybun i wracało ze zdwojoną mocą. Generalnie naszym popisom wokalnym nie można wiele zarzucić - złość i rozgoryczenie wydobyły dodatkowe pokłady motywacji i energii. Druga połowa to już zupełnie inny obraz i boiska, i trybun. Szybko zdobyta bramka kontaktowa tchnęła we wszystkich nowe nadzieje a i piłkarze chyba wytłumaczyli sobie, że jak tak dalej będą nas pogrążać to spuszczą siebie w pierwszoligowy niebyt. Na koniec słów kilka o gościach z Warszawy. Pomimo oprawy na początku meczu i przez długi czas świetnego wyniku prezentują się bardzo skromnie. Wokalnie niezauważalni, najsłabsza ekipa, która pojawiła się u nas ostatnimi czasy.
|



Jak wyglądają trybuny przy Bułgarskiej na piłkarskich superhitach to wszyscy mogli się przekonać na niedawnym meczu z Manchesterem City. Ale oprócz takich zapadających w pamięć szlagierów mamy też standardową ligową kopaninę. I tego każdy, na wieść o cenach karnetów i nieadekwatnym do potrzeb ogromie naszego molocha, bał się najbardziej. Możemy się zastanawiać, czy kibicowskie obawy odnośnie atmosfery były uzasadnione właśnie przez pryzmat takich spotkań jak te z warszawską Polonią.




