Tu jesteś:

Start » Mecze Kolejorza » Ruch Chorzów - Lech Poznań: "Nudny, standardowy wyjazd"
Ruch Chorzów - Lech Poznań: "Nudny, standardowy wyjazd"
Ocena użytkowników: / 54
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Qortes   
wtorek, 09 listopada 2010 22:17
AddThis Social Bookmark Button

0008Tytuł relacji, choć w świetle niedzielnych wydarzeń co najmniej przewrotny, nie jest przypadkowy. Takim jawił się bowiem dla wielu jesienny wyjazd na Cichą - pojechać, dać z siebie wszystko, zapomnieć. Życie podąża jednak swoimi ścieżkami i jak się okazało naszej wyprawy do Chorzowa zapomnieć nie sposób.

Wielu nierozumiejących naszej pasji puka się w czoło na wieść o kolejnym wyjeździe w szarą Polskę, co w kontekście europejskich emocji i związanych z tym przygód jest, przyznaję, faktycznie irracjonalne. Ale żaden fanatyk meczów nie wybiera - czy to supernowoczesny City of Manchester Stadium, czy kameralna ruina w Chorzowie - jeździmy i reprezentujemy. Gorzej gdy zaczyna brakować bejmów, portfel niestety nie jest bez dna. Finanse kiboli w tym roku wystawione są na ciężką próbę. Efektem tego przed wyjazdem do Chorzowa spadła na wszystkich wieść niespodziewana - nie wykorzystamy pełnej przyznanej (1000) nam puli biletów. Ostatecznie na Górny Śląsk ruszyło 890 Lechitów co i tak jest wynikiem niezłym.

"Standardowy ligowy wyjazd". Nic nie zapowiadało jakichkolwiek emocji. Podróż baną w miłym towarzystwie minęła szybko, wysiadka na Chorzów Batory, przemarsz przez opustoszałe ulice pod sektor gości. Cisza. Pusto. Bez żadnych problemów wchodzimy na stadion (żadna brama nie została siłą sforsowana, nie doszło do  wandalizmu - wbrew temu co piszą media), na którym ...nikogo nie było. Zajęliśmy miejsca w sektorze gości, na który wszak mieliśmy bilety. Nie ma prawa nikogo to dziwić ani bulwersować. Zapowiadała się długa wegetacja w oczekiwaniu na pierwszy gwizdek sędziego.

Dalej wypadki potoczyły się bardzo szybko. Po kilku minutach, ni stąd ni z owąd, na sektorze pojawiła się rozjuszona ochrona. Arsenał jaki mieli ze sobą i naciągnięte na głowy kominiarki nie pozostawiały wątpliwości co do celu ich wizyty. Nie dając żadnego pola do dyskusji rozpoczęli regularną pacyfikację spokojnych i kompletnie zaskoczonych rozwojem wypadków kibiców! Przecież przyjechaliśmy jedynie zobaczyć mecz swojego klubu. Wyzwiska i obelgi towarzyszyły gazowaniu i pałowaniu Lechitów - nie tylko nie mieliśmy jak się bronić, ale nawet jak sprawnie wyewakuować przez wąskie przejście.

0008

Łamiąca przepisy ustawy swą bezzasadną brutalnością ochrona, bez identyfikatorów, z zasłoniętymi twarzami i z zabronionymi pałkami teleskopowymi biła po głowach oraz używała gazu w bezpośredniej odległości prosto w twarz co jest sprzeczne z jakimikolwiek zasadami bezpieczeństwa. Kilkanaście osób musiało zostać opatrzonych.

0012

Całość wydarzeń została obszernie przez nas udokumentowana, więc mamy materiał by móc się bronić. Może okazać się to niezbędne w kontekście informacji pojawiających się w "opiniotwórczych mediach", które już ochrzciły nas mianem stadionowych bandytów. Czytając niektóre brednie, które wypisują ci kłamcy za pieniądze, ciśnienie skacze nie mniej niż w niedzielę na sektorze.

Po takiej dawce "uprzejmości" nikt nie miał najmniejszej ochoty na piłkarski ekstraspektakl, więc bez zastanowienia stwierdziliśmy, że mamy w dupie taką gościnność i wracamy do domu. Poza stadionem pożegnało nas jeszcze gromkie "Lech zdech" ze strony miejscowych i to by było na tyle.

O straconej bramce i kolejnej żenującej porażce dowiedzieliśmy się w pociągu, śledząc relację na telefonach...

Oświadczenie Stowarzyszenia Wiara Lecha
Wydarzenia okiem kamery

 

 
Wiara Lecha na Facebooku