Tu jesteś:

Start » Mecze Kolejorza » Sparta Praga - Lech Poznań: First to fight!
Sparta Praga - Lech Poznań: First to fight!
Ocena użytkowników: / 81
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Qortes   
czwartek, 29 lipca 2010 21:30
AddThis Social Bookmark Button

38149_140143146009086_100000402040136_267809_3389940_nPo egzotycznej eskapadzie do Azerbejdżanu tym razem los uśmiechnął się do nas i w kolejnej rundzie trafiliśmy jeden z najbliższych możliwych europejskich wyjazdów – naszym rywalem była Sparta Praga.

Rozgrywki kwalifikacji Ligi Mistrzów toczą się w lipcu w ekspresowym tempie, stąd na zorganizowanie wyjazdu dla tak licznej grupy fanatyków mieliśmy niecałe dwa tygodnie. Nikt bynajmniej nam tej operacji ułatwić nie zamierzał. Ze strony czeskiej co rusz docierały informacje o różnorakich ograniczeniach – zakaz używania megafonów, zakaz prowadzenia dopingu z płotu, odmowa wcześniejszego wejścia na trybuny dla ultrasów. Z dnia na dzień zmieniane były ustalenia odnośnie liczby przyznanych nam biletów. Cyrk. Wariowała także policja czeska, która konkretnie mobilizowała się na przyjazd „najgroźniejszych chuliganów Europy” – jasnym było, że będą możliwie jak najskrupulatniej „umilać” nam podróż na terenie Czech. Do poziomu mundurowych tradycyjnie dostosowały się media, głupich nie brakuje bez względu na narodowość. Na łamach czeskich szmatławców publikowano wieszczące kataklizm artykuliki, jakoby to mielibyśmy zmieść Pragę z powierzchni ziemi. Swoją drogą nasi południowi sąsiedzi zdecydowanie bardziej zainteresowani byli dokonaniami poznańskich kibiców niż piłkarzy. Wywiad z przedstawicielem WL, cytowanie wypowiedzi z forum – pełna fascynacja kibolami :) My bynajmniej nie mieliśmy zamiaru się „bratickovać” z prażanami, jechaliśmy kolejny raz godnie reprezentować Kolejorza w Europie, podnietę gospodarzy mając w głębokim poważaniu.
Z takim nastawieniem z całej Wielkopolski do Pragi ruszyło 2335 kiboli. Tyle oficjalnie przyznano nam biletów. Chętnych oczywiście było dużo więcej, mimo wyśrubowanych wymogów dotyczących stażu – „przypadkowe” osoby nie miały prawa z nami pojechać. Od granicy zaczęły pojawiać się pierwsze przeszkody – czescy mundurowi obstawili wszystkie przejścia graniczne. Trzepanie auta, pytanie o granaty(?), pirotechnikę – niechciana, przymusowa przerwa w jeździe trwała, w zależności od miejsca przekraczania granicy, od kilkunastu minut do kilku godzin!
39072_140143086009092_100000402040136_267799_1643462_n
Tego dnia centrum Pragi zdecydowanie było niebiesko-białe. Liczne grupy kiboli w barwach szwędały się po Starym Mieście. Apogeum nastąpiło w chwili zwołanej zbiórki na placu Staromiejskim w samym sercu stolicy. Równo o godzinie 18tej ryknęliśmy wizytówkę – miny zdębiałych turystów – bezcenne.
39072_140143099342424_100000402040136_267800_1710123_n
Trochę już tych europejskich zbiórek i przemarszów doświadczyłem, ale te kilka minut w Pradze to absolutny numer jeden – po prostu potęga. Wystarczy dodać, że kompletnie zagłuszyliśmy hejnał z wieży – jestem ciekaw ilu obecnych w ogóle spostrzegło, że był odgrywany. Widoczna natomiast na pewno była flaga Nowego Tomyśla, która zawisła na jej szczycie. Ogólnie rządziliśmy. Nie ma się co dziwić, że rusztowanie, na którym pojawił się nasz „animator”:) szybko zapełniło się wesołą gromadką mniej bądź bardziej zawodowych fotografów. Komedia.
39072_140143102675757_100000402040136_267801_4111664_n
Sam przemarsz na stadion Sparty  w blasku fleszy aparatów oszalałych skośnookich turystów minął szybko i bezproblemowo. Doping niósł się świetnie wśród kamienic, pojawiły się pojedyncze race co dodatkowo podgrzało atmosferę.
39072_140143112675756_100000402040136_267804_7500126_n
Pierwsze osoby zameldowały się na trybunach na dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego.
Tradycyjnie już byliśmy dobrze oflagowani, w centralnych miejscu pojawiła się flaga narodowa. Z nami na meczu reprezentacje wszystkich naszych zgód (Arka i Cracovia z flagami).
38149_140143159342418_100000402040136_267813_3645636_n
Po rozpoczęciu meczu zaprezentowaliśmy sektorówkę nawiązującą do plakatu propagandowego z 1939 roku „POZNAŃ first to fight”, demonstrującą z jednej strony nasz patriotyzm, z drugiej wskazującą Sparcie co myślimy o ich deklarowanej antypolskości.
38149_140143146009086_100000402040136_267809_3389940_n
W tym miejscu kilka słów o gospodarzach, którzy choć nie dorastają do pięt czołowych polskim ekipom to jak na swoje możliwości pokazali się z niezłej strony starając się dopingować przez całe spotkanie. In minus na pewno fatalne oflagowanie, większość fan to małe barwówki z nazwą miejscowości, prezentowało się to bardzo biednie.
38149_140143179342416_100000402040136_267818_689069_n
My od początku ostro ruszyliśmy z dopingiem. Nie ma się co rozwodzić – było konkretnie! Polski styl kibicowania od najlepszej strony. Pomagają też kopacze, którzy walczyli aż miło i co rusz stwarzali okazje bramkowe. To zawsze dodatkowo nakręca, szaleństwo. Niesie się „Gramy u siebie” - nie mam wątpliwości, że nasza godna postawa miała duży wpływ na taki przebieg wydarzeń na boisku. Sparta piłkarsko nie zachwyciła, nieźle grał tylko „ich czibamba” a to stanowczo zbyt mało – okresami bramka dla Lecha po prostu wisiała w powietrzu. W takiej atmosferze gol dla gospodarzy w końcówce meczu podziałał na wszystkich jak cios między oczy. Stanęli piłkarze, stanęliśmy i my z dopingiem, co wlewa nieco goryczy do pozytywnego obrazu całego dnia. Nie otrząsnęliśmy się już do końca mimo kilku mocnych momentów przy stałych fragmentach gry.
Po meczu to już sielanka i stuprocentowa bundesliga. Na ulicach i w tramwajach wymieszani kibice, europejski modern football pełną gębą. Łatwo rozpoznawalni po barwach zbieramy wyrazy uznania.
Część kiboli bawiło w Pradze jeszcze następny dzień, część wróciła tej samej nocy do Poznania. Wynik ciężki do odrobienia w kontekście rewanżu, ale dla nas najważniejsze jest, że bez względu na kwestię awansu czeka nas jeszcze przynajmniej jeden wyjazd i jeszcze jedna okazja, by pokazać światu co potrafimy.
 
Wiara Lecha na Facebooku