Tu jesteś:
| Śląsk Wrocław - Lech Poznań: Świat według Kiepskich |
| Wpisany przez Qortes |
| wtorek, 04 maja 2010 13:24 |
Długi majowy weekend, jeden z najbliższych wypadów na wyjazdowym szlaku, ogromna presja na wynik sportowy i jednocześnie prestiżowy - mimo wszystko - przeciwnik, czyli walka o Mistrzostwo Polski wkracza w decydującą fazę.Tak w skrócie mógłbym opisać wyjazd Lechitów na mecz ze Śląskiem Wrocław. W majowe niedzielne popołudnie stawiło się nas na Oporowskiej 495 fanatyków - 476 z biletami i 19 "szczęśliwców", którzy spotkanie obejrzeli pod bramą stadionu. Nie dziwi taka desperacja - bilety wyjazdowe są u nas od dłuższego czasu, niezależnie od osiąganych przed drużynę wyników, towarem mocno deficytowym - wejściówki na mecz WKSem rozeszły się w mgnieniu oka. Warto dodać, że szanse na nie mieli tylko Ci, którzy ustawili się w kolejce jeszcze w nocy na długo przed otwarciem punktu dystrybucji, szaleństwo!
Na sektorze gości meldujemy się w komplecie przed pierwszym gwizdkiem sędziego i szybko zaznaczamy swoją obecność śpiewając "Jesteśmy zawsze tam…". Niestety doping tego dnia nie był naszą mocna stroną.
Nie wiadomo czemu, ale już kolejny raz prezentujemy się na Śląsku pod względem wokalnym znacznie poniżej naszych możliwości i ambicji. Nie ma co zwalać winy na słabą akustykę, cokolwiek - po prostu nie szło. Nie kleiły się nawet przyśpiewki, które wychodzą nam zawsze - "W grodzie Przemysława" traciło moc już po kilku powtórzeniach. Widząc, że nie ma co katować repertuaru, ruszamy z krótszymi przyśpiewkami i te wreszcie nabrały mocy. Szczególnie dobitnie zabrzmiało wykrzyczane "Nie k..a ani żaden Śląsk" - zaśpiewać, nomen omen na stadionie Śląska, kto będzie Mistrzem w tym roku to było to, dla czego warto było się ruszyć z domu. Akurat w momencie, gdy piłkarze Lecha na boisku w sposób jasny i zdecydowany pokazywali WKS-owi ich miejsce w szeregu.
Nawiązań "mistrzowskich" było zresztą na tym meczu sporo - zakochani w Wiśle fani Śląska przypominali nam co rusz o wiślackich aspiracjach do tytułu co musiało się spotkać z natychmiastową naszą reakcją "Taki ch*j, dzieki Wam!". Nie da się bowiem ukryć - swoją fatalną postawą wrocławianie znacznie skomplikowali Białej Gwieździe sytuację, iście groteskowa sytuacja. Ale czy nie jeszcze bardziej groteskowo brzmią z ust, kibiców (ponoć) Śląska, wyśpiewane słowa "Wisła najlepsza jest"? Trudno zrozumieć to kibicowskie rozdwojenie jaźni.
Nie przypadkowo wspominam tu o wrocławianach. Zwyczajowo zupełnie omijam kibiców gospodarzy w swoich relacjach, starając się w miarę obiektywnie skupić jedynie na naszych dokonaniach. Trudno jednak nie nawiązać w niniejszym opisie do gospodarzy, skoro tak jednoznacznie związana jest z nimi nasz oprawa z tego meczu.
Taki delikatny prztyczek w nos z naszej strony, nawiązujący do, delikatnie mówiąc, zastoju Śląska na wielu płaszczyznach kibicowskiego rzemiosła. Nawiązanie do bohaterów polsatowskiego serialu nasuwa się samo, malinowe nosy Ferdka, Waldusia i spółki nieprzypadkowe.
Całość dopełniona okazjonalną przyśpiewką:
Kiepskie życie, kiepskie sprawy
Marny doping i oprawy
Romek pije tanie wina
Śląsk zza płotu się napina
Ha ha ha, ha ha ha,
To jest właśnie Śląska świat
Ha ha ha, ha ha ha,
Lech was j...e już od lat.
Ten mecz bynajmniej wiele w tym spojrzeniu nie zmienił. I może to na tyle o naszych przeciwnikach.
My w świetnych humorach mogliśmy cieszyć się wraz z piłkarzami z kolejnych bramek. Cieszy jak zwykle radość pod sektorem po kolejnych trafieniach. Zawsze warto pokazywać, że wspólnie przyjechaliśmy po zwycięstwo i tylko wspólnie możemy je odnieść. Szał po bramkach pod płotem nie do opisania. Trudno powiedzieć jaki wpływ na ambitną postawę kopaczy miała motywacja kilku znanych na poznańskich trybunach postaci, którzy przed meczem, przez płot, przekazali Kotorowi instrukcje w jaki sposób powinien zmotywować w szatni kolegów z drużyny:)
Po meczu szybko się ewakuujemy ze stadionu, mimo zamieszania na dworcu (gratulacje dla wrocławskiej policji) w końcu ładujemy się do właściwego pociągu i pełni nadziei po udanym dniu ruszamy do domu. |
Wiara Lecha na Facebooku



Długi majowy weekend, jeden z najbliższych wypadów na wyjazdowym szlaku, ogromna presja na wynik sportowy i jednocześnie prestiżowy - mimo wszystko - przeciwnik, czyli walka o Mistrzostwo Polski wkracza w decydującą fazę.




