Tu jesteś:
| Lech - Arka: "W Poznaniu bez zmiany" |
| Wpisany przez qli |
| niedziela, 11 kwietnia 2010 20:06 |
|
Jeszcze nie przebrzmiały echa przedświątecznej wygranej z Legią, a już przyszło nam po raz kolejny odwiedzić Bułgarską by tym razem spotkać się z przyjaciółmi z Gdyni. Mimo piątkowego terminu na stadionie znów było nas ok. 13 tysięcy i chyba można już liczyć, że poniżej tego poziomu nie zejdziemy już do końca rundy. Tradycyjna przedmeczowa rozgrzewka wypadła jak zwykle okazale - w ramach ciekawostek warto odnotować, że całkiem wyraźny śpiew było słychać z okolic ul. Marcelińskiej, a więc miejsca oddalonego od stadionu o dobrych kilka minut marszu. Później już jednak tak kolorowo nie było i w pierwszej połowie przytrafił się najsłabszy doping w tej rundzie. Choć i za mecz z Legią i za ten z Arką liczba punktów za zwycięstwo jest dokładnie taka sama, to nie da się ukryć, że skala emocji związana z wizytą Arki była inna niż przed "derbami Polski". Po szybko strzelonym golu i wybitnie spacerowym tempie meczu wiarze trochę chyba nie chciało się wysilać i mimo próśb i gróźb Grzędy, nasz doping nie był tak dobry, jak we wcześniejszych meczach. Akustyka akustyką, ale doping sam się nie nakręci, więc niech te słabsze 45 min. będzie sygnałem, żeby nie popadać w samozachwyt i nie osiadać na laurach. Słabsze momenty starali się wykorzystywać arkowcy, którzy w sporej grupie zameldowali się na piętrze drugiej trybuny i pomimo straconego gola całkiem dobrze wspierali swój zespół, urozmaicając swoją zabawę niewielką ilością piro. Ze swojego sektora doskonale widzieli wiszący przez cały mecz na czwórce i odnoszący się do ostatnich spekulacji okołozgodowych trans - "W Poznaniu bez zmiany, arkowiec zawsze lubiany", a w drugiej połowie włączyli się na moment do wspólnych śpiewów z kotłem. Z naszej strony po przerwie wyglądało to znacznie lepiej, a tym razem obie trybuny porwało "Każdy z nas to wie..". Nieco zapomniane przy zawrotnej karierze "W grodzie..." niosło się świetnie i wyszło znów tak dobrze, jak po wprowadzeniu do naszego repertuaru, co może tylko cieszyć, bo pieśń ma niesamowitą moc i świetną melodię. Wspomniana , ulubiona ostatnio piosenka tym razem zagościła tylko w śladowej ilości i to głównie by poćwiczyć jej drugą zwrotkę. Dobrze, że tak się stało, bo jej nadmiar mógłby skończyć się zajechaniem, jak to niestety stało się z "Dumą Polski...". Druga zwrotka nie wychodziła jeszcze rewelacyjnie, chociaż z każdą minutą było lepiej. Szkoda tylko, że dużo wiary nie doceniło trudu osób, które rozłożyły ulotki z tekstem, ale skoro pierwszą część wszyscy opanowali ze słuchu, to być może z drugą też tak będzie. Szanujmy jednak zaangażowanie kumpli po szalu, którzy przecież na przygotowanie tego wszystkiego poświęcają sporo czasu i sił. Mecz nie był zbyt emocjonujący, by nie powiedzieć, że był praktycznie bez historii, ale najważniejsze, że kolejny raz zwycięski. Graczy schodzących do szatni pożegnało dawno niesłyszane "Mistrz, mistrz Kolejorz" - miejmy nadzieję, że 15. maja usłyszymy to już w całej Wielkopolsce. Do końca rundy zostały już tylko trzy mecze w Poznaniu - wszyscy dołóżmy na nich starań, by mimo wszystko niezły pod katem atmosfery mecz z Arką był jedynym, w którym "mogło być lepiej".
|



Czwarty wiosenny mecz w Poznaniu i można powiedzieć, że u nas bez zmiany - tłumy kiboli, dobry doping i zwycięstwo będące kolejnym krokiem do upragnionego celu.




