Tu jesteś:
| Lech - Legia: "Wyborcza! Co? Pinokio!" |
| Wpisany przez qli |
| niedziela, 04 kwietnia 2010 08:33 |
|
Przedświąteczny tydzień był nad wyraz emocjonujący dla każdego wielkopolskiego kibola - jakby oczekiwania na mecz z Legią było mało, o odpowiedni poziom adrenaliny zadbali "dziennikarze" z ul. Czerskiej w Warszawie, a potem zarząd Kolejorza, podejmując odważną i wyczekiwaną decyzję o zerwaniu umowy patronackiej z Gazetą Wyborczą. To był kamyk, który poruszył lawinę - bojkot ruszył z ogromnym zapałem i zaangażowanie kiboli w całej Wielkopolsce i siłą rzeczy nie mogliśmy nie poruszyć tego wątku na sobotnim meczu. Pamiętajmy, że wszystko w tym temacie zależy od nas - jeszcze niezdecydowanych zapraszamy do Wiary Lecha, a o tym, jak rozwija się akcja i co każdy z nas może zrobić, by się do niej dołączyć i dołożyć swoją cegiełkę w pojedynku z Agorą przeczytacie w odpowiednich wątkach zarówno na kibolach, jak i na naszym forum. Odwołań do naszej kibolskiej akcji nie mogło zabraknąć oczywiście na stadionie, który kolejny raz zapełnił się po brzegi. Dzięki oddaniu do użytku nieco kuriozalnie wyglądających nadbudówek na czwórce, to spotkanie mogło obejrzeć trochę więcej wiary niż ostatnio i było nas ponad 13 tysięcy. Wiele się ostatnimi czasy na kibicowskiej scenie zmieniło, Legia nie jest już jedyną i największą kosą, a jej kibole od lat toczą nierówną walkę z właścicielem klubu, skutkiem czego niegdyś prężny ruch kibicowski jest tam tylko wspomnieniem ale mimo to Legia to wciąż Legia - przy braku rywala w mieście, nasza jedyna okazja na derby. W sobotnie przedpołudnie, czy to przy święconce czy to przy ostatnich przedświątecznych zakupach często poza złożeniem życzeń nie brakowało rozmów o meczu i typowaniach wyniku "derbów Polski". Niestety, derbów nieco okaleczonych, bo tak jak nas zabrakło jesienią na przebudowywanym obiekcie Legii, tak teraz legioniści nie mogli zasiąść na remontowanych trybunach przy Bułgarskiej, co zwłaszcza w kontekście końcowego wyniku należy zapisać po stronie minusów. Ale tych w Wielką Sobotę prawie nie było. Już na pół godziny przed meczem kocioł był przepełniony i skutecznie mobilizowany przez duet "animatorów" od razu dał znać rozgrzewającym się piłkarzom, że nie będą w tym meczu sami. Nie najlepiej wyszła próba wprowadzenia drugiej zwrotki "W grodzie Przemysława.." i dobrze, że w tym spotkaniu zrezygnowaliśmy z nauki - wrócimy do tematu za tydzień w czasie meczu z Arką. W sobotę trzeba było skupić się na petardzie przez 90 minut bo brak zwycięstwa w tym meczu praktycznie przekreślał szanse na majstra. Na wyjście piłkarzy pojawiła się dawno nie widziana na Bułgarskiej efektowna oprawa, nawiązująca w humorystyczny sposób do legendarnego już syropu i tatara - celny prztyczek naszych ultrasów w agorosowskie i iti-owskie nosy. Nie zabrakło również transów dotyczących bojkotu tych mediów i przypominających, że Gazeta Wyborcza nie jest tym, co czytać powinni Wielkopolanie oraz okrzyków porównujących "Gazetę" do drewnianego, bajkowego kłamczuszka. Odpowiednio nastrojeni do meczu ruszyliśmy z dopingiem i ten w ciągu pierwszych 20 minut stał na świetnym poziomie. Sporo animuszu do śpiewu przejawiała czwórka, do tego sporo działo się na boisku więc było godnie. Później zapał czwórki trochę zmalał, ale kocioł dalej dopingował na dobrym poziomie i pierwsza połowa minęła dość szybko. W drugiej części doping nie słabł ani na chwilę, a niektóre momenty były wręcz rewelacyjne, szczególnie fajnie wyszło "Każdy z nas to wie..". W zadbaniu o to pomogli piłkarze marnujący kolejne świetne sytuacje i zagubiony w tym tumulcie sędzia, który skuteczne zagotował zwłaszcza wiarę na czwórce. Kolejna zmarnowana okazja i kolejna głupia kartka to był idealny moment na pociągnięcie "W grodzie..." do którego przyłączył się cały stadion. Łatwo sobie zatem wyobrazić co działo się na stadionie niedługo potem, kiedy w końcu padła jak się później okazało zwycięska bramka. Łatwo wyobrazić, trudniej opisać słowami - to była chyba dzicz na 13 tys. osób. Tak szalonej radości w kotle, wpadających na siebie i przewracających się ludzi i niczym nieposkromionych krzyków nie było od dawna. Nerwowo wyczekiwanie na gwizdek tylko na chwilę osłabiło moc śpiewów, a już po chwili razem z piłkarzami świętowaliśmy to ważne zwycięstwo. Jak to ostatnio bywa, śpiewy przeniosły się poza stadion i ci, którym mało było dopingu na meczu popisywali się jeszcze wokalnie w okolicach stadionu. To było piękne zakończenie tego emocjonującego tygodnia. Do niewątpliwych pozytywów trzeba jeszcze zaliczyć ograniczenie antylegijnych śpiewów do niezbędnego minimum - wiadomo, że każdy ma ochotę pocisnąć historycznemu wrogowi, ale dobrze, że w tym meczu skupiliśmy się przede wszystkim na dopingu dla Kolejorza. By jednak nie było nam wszystkim za słodko i żebyśmy nie popadli w samozachwyt - stanowczo za dużo osób było w sobotę pod wpływem i chyba nigdy nie zrozumiem jaką frajdą jest przyjście na mecz ledwo stojąc na nogach i bełkocząc pod nosem. Nadal zdarzają się momenty, kiedy zwłaszcza bok kotła po lewej ręce prowadzącego, wyprzedzają bęben i całą reszte. Nadal też z uporem maniaka sporo osób śpiewa, że koziołki się "bodzą" lub "niebiesko z białym na niebie się mieni" - słuchajmy "animatorów", oni wiedzą co robią. Okazja do poprawy będzie już niedługo - na meczu z Arką doping musi być co najmniej tak dobry jak w sobotę!
|








