Tu jesteś:
| GKS Bełchatów-Lech Poznań: "Nowa świecka tradycja" |
| Wpisany przez qli |
| poniedziałek, 15 marca 2010 13:29 |
|
Drugi wyjazd tej "wiosny" oznaczał drugie zderzenie z wymogami nowych przepisów ograniczających liczbę biletów dla kibolikib gości. Wszyscy pamiętamy zeszłoroczny najazd na Bełchatów, kiedy dzięki zaradności organizacyjnej zajęliśmy na stadionie znacznie więcej miejsc, niż było to pierwotnie przewidziane. Tym razem taki manerw miał być niemożliwy do zrealizowania, a od GKSu otrzymaliśmy dokładnie 384 bilety. Jak wiadomo, od jakiegoś czasu bilety na mecze wyjazdowe Kolejorza są najbardziej pożądanym towarem w mieście, więc trudno się dziwić, że przysłana pula rozeszła się w niecałe 1,5 godziny i wiele osób, mimo błyskawicznej mobilizacji i rzucania wszystkiego, co aktualnie miały w rękach, musiało obejść się smakiem. Podobnie jednak jak przed dwoma tygodniami, osobom tym nie zabrakło zapału do obejrzenia meczu ukochanej drużyny i w przeciwieństwie do wyjazdu na Polonię, dostały się na stadion innymi drogami, dzięki czemu na trybunach zameldowaliśmy się w 500 osób. Gdzie tylko było to możliwe, zawiesiliśmy nasze fany, a wśród stałego zestawu wyjazdowego (m.in. fany ultrasów i "Fanatycy") warto odnotować debiut fany FC Leszno. Dzięki sprawnemu dojazdowi i wpuszczaniu na sektor już przed meczem daliśmy głośno znać o swojej obecności, pokazując również piłkarzom, że w meczu o fotel lidera mogą na nas liczyć. Już poprzednia wizyta na stadionie GKS pokazała, że obecna lokalizacja sektora gości pozwala na całkiem dobrą zabawę, a dzięki dachowi, który skutecznie chronił nas przed typowo wiosenną, trwającą prawie cały mecz, śnieżycą można było liczyć na wymazanie z pamięci niezbyt udanego wyjazdu na Konwiktorską. Pomimo niesprawnego niestety megafonu doping od początku stał na całkiem przyzwoitym poziomie, a wydarzenia boiskowe, mimo że częściowo dla nas niekorzystne, szybko rozgrzały towarzystwo i mobilizowały opornych do dopingu. Dość niespodziewana, piękna bramka dla Lecha i reakcja strzelca wywołały szaleństwo na sektorze, a co szczęśliwsi wylądowali pod płotem niczym w Ameryce Południowej. Tego nam było trzeba! Pierwsza połowa minęła dość szybko, czekając w napięciu na koniec meczu nie zamierzaliśmy oszczędzać się także w drugiej części. Paradoksalnie, pomógł nam szybko stracony gol - grający w "10" piłkarze walczyli ofiarnie i z poświęceniem, tak, jak oczekiwalibyśmy od nich zawsze, więc nam nie pozostało nic innego niż być ich w tym wypadku jedenastym zawodnikiem. Na boisku momentami iskrzyło, a że udział w niektórych spięciach miał nasz ulubieniec Ujek, któremu przy okazji podsunęliśmy naszą wizję jego losów po zakończeniu kariery, temperatura w klatce znacznie przekraczała tę w powietrzu. Głośno oznajmialiśmy całemu stadionowi, a może i miastu, że każdy z nas dobrze wie, co w życiu liczy się, a gdy pod koniec meczu znów pojawiła się szansa na komplet punktów, wykrzesaliśmy z siebie jeszcze troche sił. W tym momencie nie mogło zabraknąć oczywiście piosenki o grodzie, gdzie koziołki bodą się - ten kawałek wychodzi nam chyba najlepiej z obecnego repertuaru i znów brzmiał kapitalnie. Te chwile, gdy wiara z zaciętym, pełnym pasji wyrazem twarzy nie oszczędza się w dopingu i przeżywa w napięciu mecz są kwintesencją kibicowania i powinny zachęcać do przyłączenia się każdego, czy to u siebie czy na wyjeździe. Pomimo wspólnych, naszych i piłkarzy, starań tym razem nie udało się wygrać i na liderowanie musimy jeszcze trochę poczekać, ale z pewnością nie mogliśmy narzekać na nudę. Po meczu podziękowaliśmy zawodnikom za walkę i ruszyliśmy przez nieustającą śnieżycę do Poznania. O ile wyjazd do Warszawy był do zapomnienia, to niedzielna wizyta w Bełchatowie była zdecydowanie udana. Dobra liczba, bogaty repertuar i głośny doping, a do tego duża dawka boiskowych emocji - czy może być coś lepszego niż kibicowanie Kolejorzowi, zwłaszcza na wyjeździe? Ci, którzy jeszcze nie sprawdzili tej tezy na własnej skórze lub ci, którym nie udało się pojechać do Bełchatowa, już niedługo będą mieli szansę dołożyć swoją cegiełkę do upragnionego sukcesu - 1200 biletów do Wodzisławia musi po prostu zniknąć! |



Wspieranie Kolejorza w nadprogramowej ilości i spore emocje dające kopa do głośnego dopingu - taka nowa świecka tradycja rodzi się przy okazji naszych wizyt w Bełchatowie.




