Tu jesteś:
| 16.10.2011 PAOK Saloniki - OFI Kreta |
| Wpisany przez Bodziu |
| czwartek, 27 października 2011 16:49 |
|
Wcześniej kilka słów o samych Salonikach, które są dość przyjaznym miastem portowym, dzielącym się na nową i starą część - leżącą na wzgórzu, z którego można raczyć się niezłym widokiem na Zatokę Salonicką i położone poniżej budynki. Miasto na klimacie raczej studencko-zabawowym, z dużą ilością knajp, ulokowanych zwłaszcza przy ruchliwym bulwarze. Z kibicowskich obserwacji (w żadnej mierze stuprocentowo obiektywnych a opartych głównie na ilości widzianych wrzutów) Aris dominuje raczej na przedmieściach miasta, podczas gdy centrum to chyba bardziej PAOK. W pobliżu centrum (zwłaszcza w okolicy stadionu) widzianych też jednak sporo wrzutów Iraklisu (Ira 10), którego kibice ostatnio dość zaciekle protestowali przy okazji Międzynarodowych Targów w swoim mieście przeciwko karnej degradacji ich ukochanej drużyny. Podczas całego pobytu (oprócz dni „meczowych”) trudno jednak było na mieście spotkać kogokolwiek w barwach, z wyjątkiem ponad stukilowego fana Arisu, którego jednak bardzo trudno by było komukolwiek przewrócić :) Początkowo w trakcie naszego pobytu awizowano niby w Salonikach mecz PAOKu z Panathinaikosem, ale stanęło ostatecznie na meczu tych pierwszych z OFI Kreta. Trudno - dobre i to, zwłaszcza, że OFI, to jedna z niewielu prawicowych ekip w ogarniętej (zwłaszcza obecnie) anarchistycznym szałem Grecji…Stadion PAOKu – Toumba - leży w dzielnicy o tej samej nazwie, ciężko go zresztą początkowo nawet dojrzeć, schowany jest bowiem dość skrzętnie między blokami. Z zewnątrz przypomina nowocześniejszy dożynkowy moloch (na samym stadionie jest zresztą położona bieżnia) i jest ozdobiony dużą ilością grafów, nawiązujących zwłaszcza do zgody łączącej PAOK z serbskim Partizanem. Warto dodać, że wokół stadionu jest kilka klimatycznych knajpek, które w dniu meczu były już gęsto obsadzone miejscowymi kibolami, oglądającymi w nich wyjazdowy mecz swojego odwiecznego rywala – Arisu. Bilet na mecz ligowy na Gate 4 (thira tessera) kosztuje 15 euro, przy jego zakupie oprócz pokazania dowodu trzeba jeszcze podać kilka niepotrzebnych szczegółów (jak np. nr telefonu, czego jednak jak się okazało nie weryfikują ;)), ale brak na szczęście konieczności wyrabiania jakiejś dodatkowej karty. Pani w okienku dość zdziwionym głosem poinformowała mnie przy tym łamanym angielskim przy zakupie, że to „sector for fanatikos”, ale po usłyszeniu skąd jestem dała sobie spokój z dalszymi wyjaśnieniami :) Samo wejście na stadion już za to kompletnie bezproblemowe, beż żadnej dodatkowej kontroli biletu, czy tym bardziej bez jakichś przeszukiwań. Do obserwacji wybrałem skraj łuku Gate 4, przyjmując, że to spokojniejsza część ichniego „młyna” i jak się okazało trafiłem bez pudła, w czym utwierdziła mnie zwłaszcza wysoka średnia wieku, jak i oldskulowy obrazek ludzi z tranzystorami przy uszach :) Konkretniejsze jednostki zebrały w środku sektora, przy dwóch podestach – na jednym stał ichniejszy prowadzący, na drugim rozebrany do rosołu mimo lekkiego mroziku (!) bębniarz. Na całym stadionie zawisły podobizny i nazwiska zasłużonych dla klubu piłkarzy wraz z ich numerami (tak to przynajmniej sobie rozkminiłem :)) plus na środku Gate 4 zawisł trans (greckiego alfabetu, a tym bardziej języka niestety ni w ząb), który potem przewieszony został na prostą. Przed wyjściem piłkarzy – na środek murawy wyszli bębniarz, typ z flagą machajką i dodatkowy zapiewajło zagrzewający do „rozgrzewkowego” dopingu wszystkie sektory. Jak się miało okazać, te chwile naprawdę momentami konkretnego ryknięcia, miały się okazać najgłośniejsze w całym meczu. Z Gate 4 na wyjście poleciało trochę konfetti i z centralnego miejsca sektora kilka…lampionów (!) Przez chwilę można się było więc poczuć jak na nocy Kupały :) Nie ukrywam, że bardziej liczyłem na jakąś „soczystą” pirotechnikę, zwłaszcza, że – jak się potem okazało – „lampioniada” była jedynym „pirotechnicznym” urozmaiceniem wieczoru. Początkowo dobry doping słabł w pierwszej połowie z każdą chwilą; co również mnie dość niemile zdziwiło, stale śpiewała może z 1/3 Gate4. Fakt, że pogoda, jak i gra kopaczy nie rozpieszczały, ale nie do końca tego się spodziewałem po „greckim stylu”. Warto tu dodać oczywiście, że naprawdę trudno przy tym Grekom odmówić melodyjności, a pojedynczych okrzyków w dopingu nie ma tam prawie wcale. W przerwie krótki rekonesans „głównej części” – kilka jednostek faktycznie wyglądało (jak na polskie warunki) konkretnie (zwłaszcza dobrze prezentował się „ilościowo i jakościowo” fan klub z Katerini w jednakowych ortalionach), większość jednak to młodzież o dość lichych gabarytach, wyglądająca w większości jak uczestnicy lewackich manif :) Widocznie jednak taka grecka specyfika…W drugiej połowie kopacze PAOKu na boisku bardziej „cisnęli”, doping trochę się w związku z tym poprawił (często śpiewał cały sektor), ani razu jednak nie podłączył się do niego cały stadion. Od 75.minuty w miejscu, w którym stałem rozpoczął się za to festiwal ciśnięcia piłkarzykom, co nawet ja byłem w stanie zrozumieć :) Mecz skończył się bezbramkowym remisem, ichni piłkarze uciekli zaraz do szatni, a publika zaczęła się bardzo szybko ulatniać. Klimatycznym obrazkiem była tylko jedynie pomeczowa „skuterioniada” gospodarzy, autobusami wracała już znaczna mniejszość kibiców PAOKu. Kilka słów o wyjazdowiczach – na drugi koniec Grecji dotarła kilkudziesięciu-osobowa grupa z Krety bodaj z dwiema flagami (widocznie mecz nie został uznany za ten „podwyższonego ryzyka”, albowiem te odbywają się w Grecji bez kibiców gości). Trzeba powiedzieć, że mimo braku zbicia się w grupę i przebywania w zupełnie przeciwległym miejscu stadionu - byli momentami dobrze słyszalni, dopingując jednak właściwie jedynie w momentach przerwy w przyśpiewkach PAOKu. Po meczu za to dzika radocha i koszulki od ich kopaczy, czemu trudno się dziwić - w drugiej połowie OFI nie wychodziło w zasadzie z własnej połowy… Podsumowując, domyślałem się, że mecz z OFI Kreta nie jest może dla ekipy PAOKu kibicowskim szczytem sezonu, spodziewałem się jednak po niej nieco więcej. Oczywiście po tym jednym meczu trudno wyciągać jakieś daleko idące wnioski, ale odważę się postawić tezę, że pod względem kibicowskim większość czołowych ekip w Polsce przy okazji ewentualnego meczu pucharowego - spokojnie będzie w stanie stawić Grekom czoła na ich terenie. Z kibicowskich akcentów wyjazdu widziane jeszcze przez nas w Atenach były jednostki z Dortmundu (BVB grało w LM z Olympiakosem), a w samych Salonikach trafiliśmy jeszcze tuż przed wyjazdem na przemarsz ok. setki Iroli z Shamrock Rovers, który tego dnia rywalizował w LE właśnie z PAOKiem, ale tu już nic godnego uwagi, no może z wyjątkiem dwóch opatulonych od stóp do głów szalami 70-letnich babć :) Pozostaje jedynie żałować, że nie dane nam było zostać do derbów Salonik, na których kibole Arisu (ci z PAOKu nie zostali już na nie wpuszczeni) zaprezentowali konkretne pirotechniczne show. Może kiedyś innym razem. Skrót meczu (kibice do 0:40): |



W ramach chwilowego wytchnienia od codziennej harówki postanowiliśmy wybrać się ze swoją lepszą połówką na kilkanaście dni do słonecznej Hellady. Jako że za bazę wypadową w głąb kontynentalnej Grecji przyjęliśmy leżące na północy Saloniki, nadarzyła się idealna okazja do sprawdzenia „na własnej skórze” sposobu dopingowania tamtejszych kiboli, bo przecież tak PAOK, jak i Aris należą się ścisłej greckiej kibicowskiej czołówki.




