Tu jesteś:

Start » Czytelnia » Inne » Wybuch Powstania Węgierskiego
Wybuch Powstania Węgierskiego
Ocena użytkowników: / 15
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Aktyn   
niedziela, 23 października 2011 18:24
AddThis Social Bookmark Button

nonameRok 1956 nam Wielkopolanom kojarzy się jednoznacznie z Poznańskim Czerwcem. Jednak historia pokazuje, że nie tylko dla nas ta data ma szczególne znaczenie. Bo oto kilka miesięcy po walkach o „Wolność, Boga i Chleb” w Poznaniu, na ulice Budapesztu wyszli Węgrzy.

Wyszli, bo podobnie jak nasi dziadkowie mieli dość zapaści ekonomicznej i kiepskich warunków życia.  Do tego należy dodać jeszcze postępującą kolektywizację wsi, brak wolności słowa a także rządy terroru sprawowane przez Matyasa Rakosiego (mimo trzykrotnie mniejszej liczby ludności w stosunku do Polski, w więzieniach węgierskich siedziało trzy razy więcej więźniów politycznych niż u nas – przy praktycznym braku podziemia zbrojnego).  To wszystko spowodowało, że 23 października 1956 roku na ulice Budapesztu ludzie wyszli walczyć o lepsze jutro.

 

Początek węgierskiego zrywu niepodległościowego wiążę się z Polską. Nasi bracia inspirowali się Poznańskim Czerwcem. To właśnie w imię solidarności z poznańskimi robotnikami studenci budapesztańskiej politechniki zorganizowali manifestację, która skończyła się a jakże pod pomnikiem Józefa Bema - polskiego generała (notabene bohatera narodowego Węgier) - wśród flag węgierskich tego dnia powiewały oczywiście biało-czerwone płótna.  Mimo oficjalnego rozwiązania manifestacji tłum gęstniał z każdą chwilą. Znaczna jego część przemaszerowała pod siedzibę radia, chcąc nakłonić pracowników rozgłośni do opublikowania żądań demonstrantów. Nic z tego niestety nie wyszło. Tłum został ostrzelany z okien budynku. Późnym wieczorem pod parlamentem zebrało się prawie 300 tys. ludzi. Żądano wolności słowa, wolnej prasy, wyborów i pełnej niezależności od ZSRR. Poza tym dostało się Stalinowi – a raczej jego pomnikowi. Jeszcze tego samego dnia monument poświęcony Stalinowi przestał szpecić budapesztański plac bohaterów.

Walki toczyły się zdecydowanie dłużej niż tutaj u nas w Poznaniu, co miało niestety przełożenie na liczbę ofiar. Początkowo w dniach 24.10-3.11 Powstanie rozprzestrzeniło się na resztę kraju. Armia radziecka na prośbę rządu węgierskiego zawiesiła akcję militarną. Natomiast Imre Nagay nowy premier (popierany przez społeczeństwo) zaczął przeprowadzać reformy. Mowa tutaj o rozwiązaniu Węgierskiej Partii Pracujących, wystąpieniu z Układu Warszawskiego, ogłoszeniu neutralności, skończeniu z systemem jednopartyjnym, a także powołaniu niekomunistycznych ministrów.  Nowy węgierski rząd zaczął prowadzić rozmowy z ZSSR dotyczące wycofania armii radzieckiej z terytorium kraju. Jednak zgoda dla tych węgierskich działań była tylko zasłoną dymną przed planowanym atakiem. 3 listopada w Moskwie podstępnie aresztowano węgierską delegację. W dniach 4-10 listopada sowieci przy pomocy dziesiątek tysięcy żołnierzy i broni pancernej spacyfikowali węgierskie powstanie.  Walki były wyjątkowo krwawe i brutalne. Nam siedzącym dziś w wygodnych fotelach przed ekranami komputerów trudno sobie to wyobrazić, ponieważ żyjemy w spokojnym kraju. Dlatego przytoczę słowa Wiktora Woroszylskiego, który był świadkiem tamtych wydarzeń – Wszystko, co ludzie przeżyli w ostatniej wojnie, jest niczym wobec tego, co się działo na Węgrzech. Gdy oddziały wojsk radzieckich przeszły na stronę powstańców, Kreml sprowadził Kałmuków, którzy mordowali dom po domu, wszystkich, nie wyłączając małych dzieci. Teraz deportuje się całą młodzież węgierską dodał także Przeklinam Rosję, niech zginie i przepadnie ten Moloch straszliwej ludzkiej zbrodni, ten wróg ludzkości, posępny kat dziejów ludzkich.

Przewaga komunistów była przygniatająca w związku z tym rezultat walk mógł być tylko jeden. Powstanie upadło. Przywódcy  zostali dwa lata później straceni. W wyniku walk śmierć poniosło tysiące powstańców, żołnierzy, ale także zwykłych obywateli, których mordowali  sowieccy siepacze. Z kraju wyemigrowało ok. 200 tys. osób.  Natomiast straty materialne wyniosły 220 mln forintów co stanowiło wówczas ¼ ówczesnego dochodu narodowego Węgier. W tym momencie wypada wspomnieć o Peterze Mansfeldzie (Na Jeżycach można znaleźć tablicę poświęconą Mansfeldowi i naszemu Romkowi Strzałkowskiemu). W walkach z racji swojego młodego wieku (15 lat) brał udział jako kurier. Później kiedy powstanie dobiegło końca jego szwagier został uwięziony w budapesztańskim więzieniu. Chcąc go uwolnić zorganizował grupę rówieśników, która zaczęła gromadzić broń (rozbroili m.in. milicjanta). Niestety jej najmłodszy członek „wsypał” resztę (jego rodzice należeli do partii komunistycznej).  Skutek całej sprawy był taki, że Mansfelda skazano na karę śmierci. W chwili wydania wyroku był niepełnoletni, dlatego wykonano go dopiero kiedy skończył 18 lat. Został powieszony 11 dni po dniu swoich urodzin.

Nasza chlubna karta

„Polak Węgier, dwa bratanki i Do szabli i do szklanki” – któż z nas nie zna tego powiedzenia?  Cofnijmy się trochę do czasów II wojny światowej. W tym trudnym i tragicznym momencie Węgry udzieliły schronienia tysiącom naszych rodaków. Mimo sojuszu z III Rzeszą, stanowczo odmawiając jakiegokolwiek udziału w ataku na Polskę. Nie pozwolili też przejść jednostkom niemieckim przez swoje terytorium. Pal Teleki ówczesny węgierski premier miał powiedzieć Hitlerowi, że prędzej wysadzi własne linie kolejowe niż weźmie udział w inwazji na Polskę. Polacy pamiętali o wspólnej historii. Dlatego kiedy tylko do Polski dotarły wieści o węgierskiej tragedii natychmiastowo zaczęto przygotowywać pomoc dla bratanków. W całym kraju do punktów krwiodawstwa zgłaszały się tysiące osób. Odzież, żywność, środki opatrunkowe, krew ale także i materiały budowlane słano do Budapesztu  koleją, transportem kołowym i lotniczym. W miastach i wsiach tworzyły się komitety pomocowe,  prowadzono kwesty. Do końca grudnia w całym kraju zebrano 28 mln złotych. Ofiarność polskiego społeczeństwa przekroczyła najśmielsze granice. Podczas wojny Polska była jednym z najbardziej zniszczonych państw. Jednak pomimo tego wartość darów przesłanych przez naszych rodaków wyniosła 2  mln dolarów, czyli dwa razy tyle ile przeznaczył wówczas światowy lider - USA.

Tekst oczywiście nie wyczerpuje całkowicie tematu węgierskiej walki o wolność. W Internecie można znaleźć dziś wszystko, dlatego zachęcam do poczytania na temat tych tragicznych wydarzeń sprzed 55 lat. Oczywiście do relacji polsko-węgierskich na pewno jeszcze kiedyś powrócę bo nasza wspólna historia jest bardzo ciekawa.

Na zakończenie dodam tylko, że 23 marca zarówno w Polsce jak i na Węgrzech obchodzony jest dzień przyjaźni polsko-węgierskiej. Parlamenty obu państw uchwaliły go jednogłośnie, bez jakiegokolwiek głosu, który by się wstrzymał, albo sprzeciwił. Jak widać politycy czasami też dają radę:)

noname

 
Wiara Lecha na Facebooku