Tu jesteś:

Start » Czytelnia » Inne » Co boli redaktora Ż. ?
Co boli redaktora Ż. ?
Ocena użytkowników: / 106
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Janusz Poznański   
poniedziałek, 17 maja 2010 20:09
AddThis Social Bookmark Button

bojkot_gwZe zdumieniem przeczytałem zamieszczony w dniu 17.05.2010r w Gazecie Wyborczej, wydanie poznańskie tekst autorstwa redaktorów Piotra Żytnickiego i Seweryna Lipońskiego Po fecie na rynku:  trzeba sprzątać i naprawiać. Jest to już kolejny przejaw twórczości wychodzący spod "pióra" P.Ż., w którym szkaluje on kiboli Kolejorza i Stowarzyszenie "Wiara Lecha". Nie wiem  skąd bierze się ta wyraźna niechęć Pana Piotra do wszystkiego co jest związane z Lechem? Mogę tylko domniemywać, że jej źródło bije w Warszawie, przy ul.Czerskiej. Jego artykuły doskonale wpisują się bowiem w swoistą krucjatę przeciwko zorganizowanym ruchom kibicowskim, prowadzoną przez dziennikarzy (?) tego czasopisma, do spółki z przedstawicielami innego koncernu medialnego.

staryrynek2010_049
Teoretycznie Panowie Redaktorzy napisali prawdę (pomocną dłonią przy pisaniu tekstu służył Seweryn Lipoński), jednak przedstawili ją w taki sposób, że skojarzenie może być tylko jedno, zgodne z wytycznymi płynącymi ze Stolicy: "Wiara Lecha" = zło, demolka i wszystko co najgorsze. Nic tylko biec do kasy i odbierać wierszówkę.

Na samym początku należy wyjaśnić jedną rzecz: organizatorem imprezy było Miasto Poznań oraz KKS Lech Poznań, a nie Stowarzyszenie "Wiara Lecha", bo do takiego wniosku można było dojść po lekturze artykułu. Stowarzyszenie, kierując się dobrze pojętym interesem Miasta i Klubu, zaapelowało do kibiców by zachowywali się tak, jak przystoi na kulturalnych ludzi. To była jedyna rola Stowarzyszenia w tym dniu. Apele o podobnej treści wygłaszał także przed meczem prowadzący doping w "kotle". Robił to kilkukrotnie.

Zanim przejdę dalej, jako ciekawostkę przytoczę bilans mistrzowskiej fety, która w minioną niedzielę odbyła się w Barcelonie - 120 osób rannych, w tym 32 policjantów. (...) Po zwycięstwie nad Realem Valladolid 4:0 (...) 40 tysięcy kibiców ruszyło do centrum miasta. Część z nich wywołała awantury, m.in. podpalano kosze na śmieci, zrywano banery reklamowe, rozbijano witryny i demolowano sklepy. Uszkodzeniu uległo wiele samochodów.
Na interweniującą policję ruszył tłum wyposażony w butelki, kije i kamienie. Funkcjonariusze odpowiedzieli strzelając gumowymi pociskami. Aresztowano 104 osoby.


Skala pochodu +/- taka sama, ale u nas jakby spokojniej było. W dodatku to my jesteśmy kibicowskim zaściankiem, a nie oświeconymi socios z mitycznego zachodu, którzy są wzorem kibica lansowanym przez media. Co Wy na to Panowie z Gazety Wyborczej?

Wracając jednak do Poznania, rozumiem rozgoryczenie muzealników. Nic nie wyszło z imprezy, do której szykowali się zapewnie długo. W dodatku, na skutek nieodpowiedzialności grupy ludzi jeden z obiektów poniósł spore straty. Jako kibic, ale także zwykły poznaniak, któremu nie są obce muzea- ubolewam nad tym co się stało. Wiem, że mądry Polak po szkodzie, ale czy tu wszystko było w porządku? Wystarczyło "Noc muzeów" przenieść o tydzień i całej historii by nie było. Tak zrobiono np. w Krakowie. Szkoda, że nikt u nas nie wpadł na ten oczywisty pomysł. Całkiem niedawno, podczas Jarmarku Świętojańskiego postanowiliśmy z żoną odwiedzić jedno z muzeów. W środku, niestety były pustki (zapewne wszyscy chętni czekali na "Noc muzeów"). Jednak dzięki temu, po obejrzeniu wystawy, udało nam się porozmawiać z sympatyczną bileterką. Gdy usłyszała, że zamierzamy wybrać się na ten nocny maraton kultury mina jej zrzedła. Zaczęła nam odradzać ten pomysł, twierdząc że niewiele ma to wspólnego ze zwiedzaniem, że lepiej wybrać inny dzień, bez tej całej "szarańczy". Użyła także innych epitetów, ale nie chcę ich tutaj przytaczać, gdyż w tym momencie do jednego worka wrzuciłbym ogół zwiedzających, w sytuacji gdy na złą opinię "pracuje" margines. Nazwę muzeum także pozostawię dla siebie.

staryrynek2010_025

Trzeba przyznać, że nikt się nie spodziewał aż tak wielkiego tłumu kiboli. Zarówno przy okazji świętowania powrotu do Ekstraklasy w 2002r, jak i fecie po zdobyciu Pucharu Polski w 2004r ludzi na Starym Rynku było wielokrotnie mniej. Wtedy w zupełności wystarczała niecała połowa płyty rynku. Teraz każdy wolny skrawek powierzchni był zajęty i to nie tylko na samym Rynku, ale także na okolicznych ulicach. Nic więc dziwnego, że musiało dojść do pewnych szkód, a także do sytuacji, w której część osób załatwiała swoje potrzeby fizjologiczne w całkiem przypadkowych miejscach. Po prostu nie mieli innego wyjścia. Raz, że toalet było o wiele za mało, a dwa że ciężko się było do nich dostać.

Nie jest moją intencją wybielanie kibiców. Nie są to mnisi-asceci. Chcę tylko zaprotestować przeciwko manipulacji faktami przez dziennikarzy (?) z Gazety Wyborczej. Doskonale wiem, że pewnych zdarzeń można było uniknąć, jednak niestety niektórym ludziom - mimo apeli samych kibiców - zabrakło wyobraźni, czy też w ferworze świętowania zdobytego po 17 latach tytułu Mistrza Polski, poniosła ich ułańska fantazja. Ubolewam nad faktem, że ponownie w "starciu" z kibolami ucierpiała Prozerpina, że fragmentu dłoni z mieczem pozbył się rycerz na pręgierzu, że chcąc-nie-chcąc ucierpiało od moczu kilka bram. Co się stało, to się nie odstanie. Jako kibol, jedna z osób będących w sobotę na Starym Rynku dorzucę swoją cegiełkę do zbiórki organizowanej przez "Wiarę Lecha", wierzę że tak samo postąpi wielu mych kolegów po szalu. Bo wbrew temu co głoszą media, kibole to nie są pustogłowi bandyci.

staryrynek2010_004
Zupełnie niezrozumiałym jest dla mnie sens przytaczania wypowiedzi pracownika firmy sprzątającej. Logicznym jest, że skoro w sylwestrową noc na Starym Rynku bawi się w porywach kilka tysięcy ludzi, a nie kilkadziesiąt jak w minioną sobotę, to i śmieci musi być wielokrotnie mniej. Praktycznie po każdej imprezie masowej - no, może poza akcją "Sprzątanie Świata" - jest góra odpadków, szczególnie w sytuacji gdy śmietniki są przepełnione, tak jak to było w ostatni weekend. Jakie to inne śmieci, niż butelki i puszki po piwie Pan Redaktor się spodziewał znaleźć na staromiejskim bruku? Opakowań po drinkach z palemką, cytrynką i oliwką? Z całym szacunkiem, ale piłka nożna to sport mężczyzn, a nie zniewieściałych chłopców.


Przy okazji następnej takiej fety (mam nadzieję, że już za rok) wszyscy będziemy mądrzejsi. Sobotni wieczór pokazał, że pomimo (a może dzięki) medialnej nagonce, Kolejorz jest bardzo popularnym klubem. Idąc bocznymi ulicami Starego Miasta, można było dostrzec samochody z rejestracjami, z praktycznie każdego zakątka Wielkopolski. Serce rosło. Nie było nas już kilka, ale kilkadziesiąt tysięcy. Będzie jeszcze więcej! Nieco powyżej przytoczyłem statystykę z imprezy tego samego typu zorganizowanej w Barcelonie. W porównaniu z Hiszpanią, w Poznaniu było o wiele spokojniej, co zresztą podkreśla - zazwyczaj nieprzychylna kibolom Policja. Co więc boli redaktora Ż.? Złośliwi powiedzieliby, że tylna część ciała, inni dodaliby że to skutek świętowania zdobycia tytułu Mistrza Polski przez drużynę Lecha Poznań. Ja jednak nie należę do osób wchodzących komuś pod łóżko, więc pozostawię to pytanie bez odpowiedzi. Mam tylko prośbę do Pana Redaktora, żeby opisując rzeczywistość, faktycznie to robił, a nie ją kreował, bo po takich tekstach ludzie z innych zakątków Polski dzwonią do mnie i pytają dlaczego zdemolowaliśmy Stary Rynek?


Wydaje mi się, że do autorów artykułów, którzy notorycznie zapominają czym jest rzetelność dziennikarska, przemówiłaby jedynie metoda perswazji stosowana przez fikcyjną nauczycielkę Dolores Jane Umbridge. Nie jest ona zapewne obca redaktorowi "Lipie" - znanemu ze swojej fascynacji światem pewnego małego czarodzieja.

Teraz, napisze pan dla mnie trochę zdań, panie Potter. Nie, nie swoim - dodała, kiedy Harry nachylił się w dół, by otworzyć swoją torbę. - Będzie pan używał mojego  
raczej specjalnego pióra. Proszę bardzo.
Wręczyła mu długie, cienkie czarne pióro z niezwykle ostrą końcówką.
- Chcę, żeby napisał pan: "Nie będę opowiadać kłamstw" - powiedziała łagodnie.
- Ile razy? - zapytał Harry z godną uznania imitacją uprzejmości.
- Och, tak długo jak będzie to konieczne, by przesłanie zostało w pełni zrozumiane - odparła słodko Umbridge. - Może pan zaczynać.




Fragment książki J.K.Rowling "Harry Potter i Zakon Feniksa" zaczerpnięty ze strony http://kozzz.fm.interia.pl/hp5.htm

 
Wiara Lecha na Facebooku